| 148 |
lars |
1 |
<?php
|
|
|
2 |
|
|
|
3 |
namespace Faker\Provider\pl_PL;
|
|
|
4 |
|
|
|
5 |
class Text extends \Faker\Provider\Text
|
|
|
6 |
{
|
|
|
7 |
/**
|
|
|
8 |
* The Project Gutenberg EBook of Sklepy cynamonowe, by Bruno Schulz
|
|
|
9 |
*
|
|
|
10 |
* Copyright laws are changing all over the world. Be sure to check the
|
|
|
11 |
* copyright laws for your country before downloading or redistributing
|
|
|
12 |
* this or any other Project Gutenberg eBook.
|
|
|
13 |
*
|
|
|
14 |
* This header should be the first thing seen when viewing this Project
|
|
|
15 |
* Gutenberg file. Please do not remove it. Do not change or edit the
|
|
|
16 |
* header without written permission.
|
|
|
17 |
*
|
|
|
18 |
* Please read the "legal small print," and other information about the
|
|
|
19 |
* eBook and Project Gutenberg at the bottom of this file. Included is
|
|
|
20 |
* important information about your specific rights and restrictions in
|
|
|
21 |
* how the file may be used. You can also find out about how to make a
|
|
|
22 |
* donation to Project Gutenberg, and how to get involved.
|
|
|
23 |
*
|
|
|
24 |
*
|
|
|
25 |
* **Welcome To The World of Free Plain Vanilla Electronic Texts**
|
|
|
26 |
*
|
|
|
27 |
* **eBooks Readable By Both Humans and By Computers, Since 1971**
|
|
|
28 |
*
|
|
|
29 |
* *****These eBooks Were Prepared By Thousands of Volunteers!*****
|
|
|
30 |
*
|
|
|
31 |
*
|
|
|
32 |
* Title: Sklepy cynamonowe
|
|
|
33 |
*
|
|
|
34 |
* Author: Bruno Schulz
|
|
|
35 |
*
|
|
|
36 |
* Release Date: May, 2005 [EBook #8119]
|
|
|
37 |
* [Yes, we are more than one year ahead of schedule]
|
|
|
38 |
* [This file was first posted on June 16, 2003]
|
|
|
39 |
*
|
|
|
40 |
* Edition: 10
|
|
|
41 |
*
|
|
|
42 |
* Language: Polish
|
|
|
43 |
*
|
|
|
44 |
* Character set encoding: Codepage 1250
|
|
|
45 |
*
|
|
|
46 |
* *** START OF THE PROJECT GUTENBERG EBOOK SKLEPY CYNAMONOWE ***
|
|
|
47 |
*
|
|
|
48 |
*
|
|
|
49 |
*
|
|
|
50 |
*
|
|
|
51 |
* Produced by Pawel Sobkowiak - Scanned and proofread by
|
|
|
52 |
* Polska Biblioteka Internetowa
|
|
|
53 |
*
|
|
|
54 |
*
|
|
|
55 |
*
|
|
|
56 |
*
|
|
|
57 |
* BRUNO SCHULZ SKLEPY CYNAMONOWE
|
|
|
58 |
*
|
|
|
59 |
*
|
|
|
60 |
* Spis tresci:
|
|
|
61 |
*
|
|
|
62 |
* SIERPIEŃ NAWIEDZENIE PTAKI MANEKINY TRAKTAT O MANEKINACH ALBO WTÓRA
|
|
|
63 |
* KSIĘGA RODZAJU TRAKTAT O MANEKINACH Ciąg dalszy TRAKTAT O MANEKINACH
|
|
|
64 |
* Dokończenie NEMROD PAN PAN KAROL SKLEPY CYNAMONOWE ULICA KROKODYLI
|
|
|
65 |
* KARAKONY WICHURA NOC WIELKIEGO SEZONU
|
|
|
66 |
*
|
|
|
67 |
* @see http://www.gutenberg.org/cache/epub/8119/pg8119.txt
|
|
|
68 |
*
|
|
|
69 |
* @var string
|
|
|
70 |
*/
|
|
|
71 |
protected static $baseText = <<<'EOT'
|
|
|
72 |
SIERPIEŃ
|
|
|
73 |
|
|
|
74 |
1 W lipcu ojciec mój wyjeżdżał do wód i zostawiał mnie z matką i
|
|
|
75 |
starszym bratem na pastwę białych od żaru i oszołamiających dni letnich.
|
|
|
76 |
Wertowaliśmy, odurzeni światłem, w tej wielkiej księdze wakacji, której
|
|
|
77 |
wszystkie karty pałały od blasku i miały na dnie słodki do omdlenia
|
|
|
78 |
miąższ złotych gruszek. Adela wracała w świetliste poranki, jak Pomona z
|
|
|
79 |
ognia dnia rozżagwionego, wysypując z koszyka barwną urodę słońca -
|
|
|
80 |
lśniące, pełne wody pod przejrzystą skórką czereśnie, tajemnicze, czarne
|
|
|
81 |
wiśnie, których woń przekraczała to, co ziszczało się w smaku; morele, w
|
|
|
82 |
których miąższu złotym był rdzeń długich popołudni; a obok tej czystej
|
|
|
83 |
poezji owoców wyładowywała nabrzmiałe siłą i pożywnością płaty mięsa z
|
|
|
84 |
klawiaturą żeber cielęcych, wodorosty jarzyn, niby zabite głowonogi i
|
|
|
85 |
meduzy - surowy materiał obiadu o smaku jeszcze nie uformowanym i
|
|
|
86 |
jałowym, wegetatywne i telluryczne ingrediencje obiadu o zapachu dzikim
|
|
|
87 |
i polnym. Przez ciemne mieszkanie na pierwszym piętrze kamienicy w rynku
|
|
|
88 |
przechodziło co dzień na wskroś całe wielkie lato: cisza drgających
|
|
|
89 |
słojów powietrznych, kwadraty blasku śniące żarliwy swój sen na
|
|
|
90 |
podłodze; melodia katarynki, dobyta z najgłębszej złotej żyły dnia; dwa,
|
|
|
91 |
trzy takty refrenu, granego gdzieś na fortepianie, wciąż na nowo,
|
|
|
92 |
mdlejące w słońcu na białych trotuarach, zagubione w ogniu dnia
|
|
|
93 |
głębokiego. Po sprzątaniu Adela zapuszczała cień na pokoje, zasuwając
|
|
|
94 |
płócienne story. Wtedy barwy schodziły o oktawę głębiej, pokój napełniał
|
|
|
95 |
się cieniem, jakby pogrążony w światło głębi morskiej, jeszcze mętniej
|
|
|
96 |
odbity w zielonych zwierciadłach, a cały upał dnia oddychał na storach,
|
|
|
97 |
lekko falujących od marzeń południowej godziny. W sobotnie popołudnia
|
|
|
98 |
wychodziłem z matką na spacer. Z półmroku sieni wstępowało się od razu w
|
|
|
99 |
słoneczną kąpiel dnia. Przechodnie, brodząc w złocie, mieli oczy
|
|
|
100 |
zmrużone od żaru, jakby zalepione miodem, a podciągnięta górna warga
|
|
|
101 |
odsłaniała im dziąsła i zęby. I wszyscy brodzący w tym dniu złocistym
|
|
|
102 |
mieli ów grymas skwaru, jak gdyby słońce nałożyło swym wyznawcom jedną i
|
|
|
103 |
tę samą maskę - złotą maskę bractwa słonecznego; i wszyscy, którzy szli
|
|
|
104 |
dziś ulicami, spotykali się, mijali, starcy i młodzi, dzieci i kobiety,
|
|
|
105 |
pozdrawiali się w przejściu tą maską, namalowaną grubą, złotą farbą na
|
|
|
106 |
twarzy, szczerzyli do siebie ten grymas bakchiczny - barbarzyńską maskę
|
|
|
107 |
kultu pogańskiego. Rynek był pusty i żółty od żaru, wymieciony z kurzu
|
|
|
108 |
gorącymi wiatrami, jak biblijna pustynia. Cierniste akacje, wyrosłe z
|
|
|
109 |
pustki żółtego placu, kipiały nad nim jasnym listowiem, bukietami
|
|
|
110 |
szlachetnie uczłonkowanych filigranów zielonych, jak drzewa na starych
|
|
|
111 |
gobelinach. Zdawało się, że te drzewa afektują wicher, wzburzając
|
|
|
112 |
teatralnie swe korony, ażeby w patetycznych przegięciach ukazać
|
|
|
113 |
wytwomość wachlarzy listnych o srebrzystym podbrzuszu, jak futra
|
|
|
114 |
szlachetnych lisic. Stare domy, polerowane wiatrami wielu dni, zabawiały
|
|
|
115 |
się refleksami wielkiej atmosfery, echami, wspomnieniami barw,
|
|
|
116 |
rozproszonymi w głębi kolorowej pogody. Zdawało się, że całe generacje
|
|
|
117 |
dni letnich (jak cierpliwi sztukatorzy, obijający stare fasady z pleśni
|
|
|
118 |
tynku) obtłukiwały kłamliwą glazurę, wydobywając z dnia na dzień
|
|
|
119 |
wyraźniej prawdziwe oblicze domów, fizjonomię losu i życia, które
|
|
|
120 |
formowało je od wewnątrz. Teraz okna, oślepione blaskiem pustego placu,
|
|
|
121 |
spały; balkony wyznawały niebu swą pustkę; otwarte sienie pachniały
|
|
|
122 |
chłodem i winem. Kupka obdartusów, ocalała w kącie rynku przed płomienną
|
|
|
123 |
miotłą upału, oblegała kawałek muru, doświadczając go wciąż na nowo
|
|
|
124 |
rzutami guzików i monet, jak gdyby z horoskopu tych metalowych krążków
|
|
|
125 |
odczytać można było prawdziwą tajemnicę muru, porysowanego hieroglifami
|
|
|
126 |
rys i pęknięć. Zresztą rynek był pusty. Oczekiwało się, że przed tę sień
|
|
|
127 |
sklepioną z beczkami winiarza podjedzie w cieniu chwiejących się akacyj
|
|
|
128 |
osiołek Samarytanina, prowadzony za uzdę, a dwóch pachołków zwlecze
|
|
|
129 |
troskliwie chorego męża z rozpalonego siodła, ażeby go po chłodnych
|
|
|
130 |
schodach wnieść ostrożnie na pachnące szabasem piętro. Tak wędrowaliśmy
|
|
|
131 |
z matką przez dwie słoneczne strony rynku, wodząc nasze załamane cienie
|
|
|
132 |
po wszystkich domach, jak po klawiszach. Kwadraty bruku mijały powoli
|
|
|
133 |
pod naszymi miękkimi i płaskimi krokami - jedne bladoróżowe jak skóra
|
|
|
134 |
ludzka, inne złote i sine, wszystkie płaskie, ciepłe, aksamitne na
|
|
|
135 |
słońcu, jak jakieś twarze słoneczne, zadeptane stopami aż do niepoznaki,
|
|
|
136 |
do błogiej nicości. Aż wreszcie na rogu ulicy Stryjskiej weszliśmy w
|
|
|
137 |
cień apteki. Wielka bania z sokiem malinowym w szerokim oknie aptecznym
|
|
|
138 |
symbolizowała chłód balsamów, którym każde cierpienie mogło się tam
|
|
|
139 |
ukoić. I po paru jeszcze domach ulica nie mogła już utrzymać nadal
|
|
|
140 |
decorum miasta, jak chłop, który wracając do wsi rodzimej, rozdziewa się
|
|
|
141 |
po drodze z miejskiej swej elegancji, zamieniając się powoli, w miarę
|
|
|
142 |
zbliżania do wsi, w obdartusa wiejskiego. Przedmiejskie domki tonęły
|
|
|
143 |
wraz z oknami, zapadnięte w bujnym i zagmatwanym kwitnieniu małych
|
|
|
144 |
ogródków. Zapomniane przez wielki dzień, pleniły się bujnie i cicho
|
|
|
145 |
wszelkie ziela, kwiaty i chwasty, rade z tej pauzy, którą prześnić mogły
|
|
|
146 |
za marginesem czasu, na rubieżach nieskończonego dnia. Ogromny
|
|
|
147 |
słonecznik, wydźwignięty na potężnej łodydze i chory na elephantiasis,
|
|
|
148 |
czekał w żółtej żałobie ostatnich, smutnych dni żywota, uginając się pod
|
|
|
149 |
przerostem potwornej korpulencji. Ale naiwne przedmiejskie dzwonki i
|
|
|
150 |
perkalikowe, niewybredne kwiatuszki stały bezradne w swych
|
|
|
151 |
nakrochmalonych, różowych i białych koszulkach, bez zrozumienia dla
|
|
|
152 |
wielkiej tragedii słonecznika.
|
|
|
153 |
|
|
|
154 |
2 Splątany gąszcz traw, chwastów, zielska i bodiaków buzuje w ogniu
|
|
|
155 |
popołudnia. Huczy rojowiskiem much popołudniowa drzemka ogrodu. Złote
|
|
|
156 |
ściernisko krzyczy w słońcu, jak ruda szarańcza; w rzęsistym deszczu
|
|
|
157 |
ognia wrzeszczą świerszcze; strąki nasion eksplodują cicho, jak koniki
|
|
|
158 |
polne. A ku parkanowi kożuch traw podnosi się wypukłym garbem-pagórem,
|
|
|
159 |
jak gdyby ogród obrócił się we śnie na drugą stronę i grube jego,
|
|
|
160 |
chłopskie bary oddychają ciszą ziemi. Na tych barach ogrodu niechlujna,
|
|
|
161 |
babska bujność sierpnia wyolbrzymiała w głuche zapadliska ogromnych
|
|
|
162 |
łopuchów, rozpanoszyła się płatami włochatych blach listnych, wybujałymi
|
|
|
163 |
ozorami mięsistej zieleni. Tam te wyłupiaste pałuby łopuchów wybałuszyły
|
|
|
164 |
się jak babska szeroko rozsiadłe, na wpół pożarte przez własne oszalałe
|
|
|
165 |
spódnice. Tam sprzedawał ogród za darmo najtańsze krupy dzikiego bzu,
|
|
|
166 |
śmierdzącą mydłem, grubą kaszę babek, dziką okowitę mięty i wszelką
|
|
|
167 |
najgorszą tandetę sierpniową. Ale po drugiej stronie parkanu, za tym
|
|
|
168 |
matecznikiem lata, w którym rozrosła się głupota zidiociałych chwastów,
|
|
|
169 |
było śmietnisko zarosło dziko bodiakiem. Nikt nie wiedział, że tam
|
|
|
170 |
właśnie odprawiał sierpień tego lata swoją wielką pogańską orgię. Na tym
|
|
|
171 |
śmietnisku, oparte o parkan i zarośnięte dzikim bzem, stało łóżko
|
|
|
172 |
skretyniałej dziewczyny Tłui. Tak nazywaliśmy ją wszyscy. Na kupie
|
|
|
173 |
śmieci i odpadków, starych garnków, pantofli, rumowiska i gruzu stało
|
|
|
174 |
zielono pomalowane łóżko, podparte zamiast brakującej nogi dwiema
|
|
|
175 |
starymi cegłami. Powietrze nad tym rumowiskiem, zdziczałe od żaru, cięte
|
|
|
176 |
błyskawicami lśniących much końskich, rozwścieczonych słońcem,
|
|
|
177 |
trzeszczało jak od nie widzianych grzechotek, podniecając do szału.
|
|
|
178 |
Tłuja siedzi przykucnięta wśród żółtej pościeli i szmat. Wielka jej
|
|
|
179 |
głowa jeży się wiechciem czarnych włosów. Twarz jej jest kurczliwa jak
|
|
|
180 |
miech harmonii. Co chwila grymas płaczu składa tę harmonię w tysiąc
|
|
|
181 |
poprzecznych fałd, a zdziwienie rozciąga ją z powrotem, wygładza fałdy,
|
|
|
182 |
odsłania szparki drobnych oczu i wilgotne dziąsła z żółtymi zębami pod
|
|
|
183 |
ryjowatą, mięsistą wargą. Mijają godziny pełne żaru i nudy, podczas
|
|
|
184 |
których Tłuja gaworzy półgłosem, drzemie, zrzędzi z cicha i chrząka.
|
|
|
185 |
Muchy obsiadają nieruchomą gęstym rojem. Ale z nagła ta cała kupa
|
|
|
186 |
brudnych gałganów, szmat i strzępów zaczyna poruszać się, jakby ożywiona
|
|
|
187 |
chrobotem lęgnących się w niej szczurów. Muchy budzą się spłoszone i
|
|
|
188 |
podnoszą wielkim, huczącym rojem, pełnym wściekłego bzykania, błysków i
|
|
|
189 |
migotań. I podczas gdy gałgany zsypują się na ziemię i rozbiegają po
|
|
|
190 |
śmietnisku jak spłoszone szczury, wygrzebuje się z nich, odwija zwolna
|
|
|
191 |
jądro, wyłuszcza się rdzeń śmietniska: na wpół naga i ciemna kretynka
|
|
|
192 |
dźwiga się powoli i staje, podobna do bożka pogańskiego, na krótkich
|
|
|
193 |
dziecinnych nóżkach, a z napęczniałej napływem złości szyi, z
|
|
|
194 |
poczerwieniałej, ciemniejącej od gniewu twarzy, na której jak malowidła
|
|
|
195 |
barbarzyńskie wykwitają arabeski nabrzmiałych żył, wyrywa się wrzask
|
|
|
196 |
zwierzęcy, wrzask chrapliwy, dobyty ze wszystkich bronchij i piszczałek
|
|
|
197 |
tej półzwierzęcej-półboskiej piersi. Bodiaki, spalone słońcem, krzyczą,
|
|
|
198 |
łopuchy puchną i pysznią się bezwstydnym mięsem, chwasty ślinią się
|
|
|
199 |
błyszczącym jadem, a kretynka, ochrypła od krzyku, w konwulsji dzikiej
|
|
|
200 |
uderza mięsistym łonem z wściekłą zapalczywością w pień bzu dzikiego,
|
|
|
201 |
który skrzypi cicho pod natarczywością tej rozpustnej chuci, zaklinany
|
|
|
202 |
całym tym nędzarskim chórem do wynaturzonej, pogańskiej płodności. Matka
|
|
|
203 |
Tłui wynajmuje się gospodyniom do szorowania podłóg. Jest to mała, żółta
|
|
|
204 |
jak szafran kobieta i szafranem zaprawia też podłogi, jodłowe stoły,
|
|
|
205 |
ławy i szlabany, które w izbach ubogich ludzi zmywa. Raz zaprowadziła
|
|
|
206 |
mnie Adela do domu tej starej Maryśki. Była wczesna poranna godzina,
|
|
|
207 |
weszliśmy do małej izby niebiesko bielonej, z ubitą polepą glinianą na
|
|
|
208 |
podłodze, na której leżało wczesne słońce, jaskrawożółte w tej ciszy
|
|
|
209 |
porannej, odmierzanej przeraźliwym szczękiem chłopskiego zegara na
|
|
|
210 |
ścianie. W skrzyni na słomie leżała głupia Maryśka, blada jak opłatek i
|
|
|
211 |
cicha jak rękawiczka, z której wysunęła się dłoń. I jakby korzystając z
|
|
|
212 |
jej snu, gadała cisza, żółta, jaskrawa, zła cisza, monologowała, kłóciła
|
|
|
213 |
się, wygadywała głośno i ordynarnie swój maniacki monolog. Czas Maryśki
|
|
|
214 |
- czas więziony w jej duszy, wystąpił z niej straszliwie rzeczywisty i
|
|
|
215 |
szedł samopas przez izbę, hałaśliwy, huczący, piekielny, rosnący w
|
|
|
216 |
jaskrawym milczeniu poranka z głośnego młyna-zegara, jak zła mąka, sypka
|
|
|
217 |
mąka, głupia mąka wariatów.
|
|
|
218 |
|
|
|
219 |
3 W jednym z tych domków, otoczonym sztachetami brązowej barwy, tonącym
|
|
|
220 |
w bujnej zieleni ogródka, mieszkała ciotka Agata. Wchodząc do niej,
|
|
|
221 |
mijaliśmy w ogrodzie kolorowe szklane kule, tkwiące na tyczkach, różowe,
|
|
|
222 |
zielone i fioletowe, w których zaklęte były całe świetlane i jasne
|
|
|
223 |
światy, jak te idealne i szczęśliwe obrazy zamknięte w niedościgłej
|
|
|
224 |
doskonałości baniek mydlanych. W półciemnej sieni ze starymi
|
|
|
225 |
oleodrukami, pożartymi przez pleśń i oślepłymi od starości,
|
|
|
226 |
odnajdowaliśmy znany nam zapach. W tej zaufanej starej woni mieściło się
|
|
|
227 |
w dziwnie prostej syntezie życie tych ludzi, alembik rasy, gatunek krwi
|
|
|
228 |
i sekret ich losu, zawarty niedostrzegalnie w codziennym mijaniu ich
|
|
|
229 |
własnego, odrębnego czasu. Stare, mądre drzwi, których ciemne
|
|
|
230 |
westchnienia wpuszczały i wypuszczały tych ludzi, milczący świadkowie
|
|
|
231 |
wchodzenia i wychodzenia matki, córek i synów - otworzyły się bezgłośnie
|
|
|
232 |
jak odrzwia szafy i weszliśmy w ich życie. Siedzieli jakby w cieniu
|
|
|
233 |
swego losu i nie bronili się - w pierwszych niezręcznych gestach
|
|
|
234 |
wydalinam swoją tajemnicę. Czyż nie byliśmy krwią i losem spokrewnieni z
|
|
|
235 |
nimi? Pokój był ciemny i aksamitny od granatowych obić ze złotym
|
|
|
236 |
deseniem, lecz echo dnia płomiennego drgało i tutaj jeszcze mosiądzem na
|
|
|
237 |
ramach obrazów, na klamkach i listwach złotych, choć przepuszczone przez
|
|
|
238 |
gęstą zieleń ogrodu. Spod ściany podniosła się ciotka Agata, wielka i
|
|
|
239 |
bujna, o mięsie okrągłym i białym, centkowanym rudą rdzą piegów.
|
|
|
240 |
Przysiedliśmy się do nich, jakby na brzeg ich losu, zawstydzeni trochę
|
|
|
241 |
tą bezbronnością, z jaką wydali się nam bez zastrzeżeń, i piliśmy wodę z
|
|
|
242 |
sokiem różanym, napój przedziwny, w którym znalazłem jakby najgłębszą
|
|
|
243 |
esencję tej upalnej soboty. Ciotka narzekała. Był to zasadniczy ton jej
|
|
|
244 |
rozmów, głos tego mięsa białego i płodnego, bujającego już jakby poza
|
|
|
245 |
granicami osoby, zaledwie luźnie utrzymywanej w skupieniu, w więzach
|
|
|
246 |
formy indywidualnej, i nawet w tym skupieniu już zwielokrotnionej,
|
|
|
247 |
gotowej rozpaść się, rozgałęzić, rozsypać w rodzinę. Była to płodność
|
|
|
248 |
niemal samoródcza, kobiecość pozbawiona hamulców i chorobliwie wybujała.
|
|
|
249 |
Zdawało się, że sam aromat męskości, zapach dymu tytoniowego, dowcip
|
|
|
250 |
kawalerski mógł dać impuls tej zaognionej kobiecości do rozpustnego
|
|
|
251 |
dzieworództwa. I właściwie wszystkie jej skargi na męża, na służbę, jej
|
|
|
252 |
troski o dzieci były tylko kapryszeniem i dąsaniem się nie zaspokojonej
|
|
|
253 |
płodności, dalszym ciągiem tej opryskliwej, gniewnej i płaczliwej
|
|
|
254 |
kokieterii, którą nadaremnie doświadczała męża. Wuj Marek, mały,
|
|
|
255 |
zgarbiony, o twarzy wyjałowionej z płci, siedział w swym szarym
|
|
|
256 |
bankructwie, pogodzony z losem, w cieniu bezgranicznej pogardy, w którym
|
|
|
257 |
zdawał się wypoczywać. W jego szarych oczach tlił się daleki żar ogrodu,
|
|
|
258 |
rozpięty w oknie. Czasem próbował słabym ruchem robić jakieś
|
|
|
259 |
zastrzeżenia, stawiać opór, ale fala samowystarczalnej kobiecości
|
|
|
260 |
odrzucała na bok ten gest bez znaczenia, przechodziła triumfalnie mimo
|
|
|
261 |
niego, zalewała szerokim swym strumieniem słabe podrygi męskości. Było
|
|
|
262 |
coś tragicznego w tej płodności niechlujnej i nieumiarkowanej, była
|
|
|
263 |
nędza kreatury walczącej na granicy nicości i śmierci, był jakiś heroizm
|
|
|
264 |
kobiecości triumfującej urodzajnością nawet nad kalectwem natury, nad
|
|
|
265 |
insuficjencją mężczyzny. Ale potomstwo ukazywało rację tej paniki
|
|
|
266 |
macierzyńskiej, tego szału rodzenia, który wyczerpywał się w płodach
|
|
|
267 |
nieudanych, w efemerycznej generacji fantomów bez krwi i twarzy. Weszła
|
|
|
268 |
Łucja, średnia, z głową nazbyt rozkwitłą i dojrzałą na dziecięcym i
|
|
|
269 |
pulchnym ciele o mięsie białym i delikatnym. Podała mi rączkę lalkowatą,
|
|
|
270 |
jakby dopiero pączkującą, i zakwitła od razu całą twarzą, jak piwonia
|
|
|
271 |
przelewająca się pełnią różową. Nieszczęśliwa z powodu swych rumieńców,
|
|
|
272 |
które bezwstydnie mówiły o sekretach menstruacji, przymykała oczy i
|
|
|
273 |
płoniła się jeszcze bardziej pod dotknięciem najobojętniejszego pytania,
|
|
|
274 |
gdyż każde zawierało tajną aluzję do jej nadwrażliwego panieństwa. Emil,
|
|
|
275 |
najstarszy z kuzynów, z jasnoblond wąsem, z twarzą, z której życie zmyło
|
|
|
276 |
jakby wszelki wyraz, spacerował tam i z powrotem po pokoju, z rękami w
|
|
|
277 |
kieszeniach fałdzistych spodni. Jego strój elegancki i drogocenny nosił
|
|
|
278 |
piętno egzotycznych krajów, z których powrócił. Jego twarz, zwiędła i
|
|
|
279 |
zmętniała, zdawała się z dnia na dzień zapominać o sobie, stawać się
|
|
|
280 |
białą pustą ścianą z bladą siecią żyłek, w których jak linie na zatartej
|
|
|
281 |
mapie plątały się gasnące wspomnienia tego burzliwego i zmarnowanego
|
|
|
282 |
życia. Był mistrzem sztuk karcianych, palił długie, szlachetne fajki i
|
|
|
283 |
pachniał dziwnie zapachem dalekich krajów. Z wzrokiem wędrującym po
|
|
|
284 |
dawnych wspomnieniach opowiadał dziwne anegdoty, które w pewnym punkcie
|
|
|
285 |
urywały się nagle, rozprzęgały i rozwiewały w nicość. Wodziłem za nim
|
|
|
286 |
tęsknym wzrokiem, pragnąc, by zwrócił na mnie uwagę i wybawił mnie z
|
|
|
287 |
udręki nudów. I w samej rzeczy zdawało mi się, że mrugnął na mnie
|
|
|
288 |
oczyma, wychodząc do drugiego pokoju. Podążyłem za nim. Siedział nisko
|
|
|
289 |
na małej kozetce, z kolanami krzyżującymi się niemal na wysokości głowy,
|
|
|
290 |
łysej jak kula bilardowa. Zdawało się, że to ubranie samo leży,
|
|
|
291 |
fałdziste, zmięte, przerzucone przez fotel. Twarz jego była jak
|
|
|
292 |
tchnienie twarzy - smuga, którą nieznany przechodzień zostawił w
|
|
|
293 |
powietrzu. Trzymał w bladych, emaliowanych błękitnie dłoniach portfel, w
|
|
|
294 |
którym coś oglądał. Z mgły twarzy wyłoniło się z trudem wypukłe bielmo
|
|
|
295 |
bladego oka, wabiąc mnie figlarnym mruganiem. Czułem doń nieprzepartą
|
|
|
296 |
sympatię. Wziął mnie między kolana i tasując przed mymi oczyma wprawnymi
|
|
|
297 |
dłońmi fotografie, pokazywał wizerunki nagich kobiet i chłopców w
|
|
|
298 |
dziwnych pozycjach. Stałem oparty o niego bokiem i patrzyłem na te
|
|
|
299 |
delikatne ciała ludzkie dalekimi, niewidzącymi oczyma, gdy fluid
|
|
|
300 |
niejasnego wzburzenia, którym nagle zmętniało powietrze, doszedł do mnie
|
|
|
301 |
i zbiegł mię dreszczem niepokoju, falą nagłego zrozumienia. Ale
|
|
|
302 |
tymczasem ta mgiełka uśmiechu, która się zarysowała pod miękkim i
|
|
|
303 |
pięknym jego wąsem, zawiązek pożądania, który napiął się na jego
|
|
|
304 |
skroniach pulsującą żyłą, natężenie trzymające przez chwilę jego rysy w
|
|
|
305 |
skupieniu - upadły z powrotem w nicość i twarz odeszła w nieobecność,
|
|
|
306 |
zapomniała o sobie, rozwiała się,
|
|
|
307 |
|
|
|
308 |
NAWIEDZENIE 1 Już wówczas miasto nasze popadało coraz bardziej w
|
|
|
309 |
chroniczną szarość zmierzchu, porastało na krawędziach liszajem cienia,
|
|
|
310 |
puszystą pleśnią i mchem koloru żelaza. Ledwo rozpowity z brunatnych
|
|
|
311 |
dymów i mgieł poranka - przechylał się dzień od razu w niskie
|
|
|
312 |
bursztynowe popołudnie, stawał się przez chwilę przezroczysty i złoty
|
|
|
313 |
jak ciemne piwo, ażeby potem zejść pod wielokrotnie rozczłonkowane,
|
|
|
314 |
fantastyczne sklepienia kolorowych i rozległych nocy. Mieszkaliśmy w
|
|
|
315 |
rynku, w jednym z tych ciemnych domów o pustych i ślepych fasadach,
|
|
|
316 |
które tak trudno od siebie odróżnić. Daje to powód do ciągłych omyłek.
|
|
|
317 |
Gdyż wszedłszy raz w niewłaściwą sień na niewłaściwe schody, dostawało
|
|
|
318 |
się zazwyczaj w prawdziwy labirynt obcych mieszkań, ganków,
|
|
|
319 |
niespodzianych wyjść na obce podwórza i zapominało się o początkowym
|
|
|
320 |
celu wyprawy, ażeby po wielu dniach, wracając z manowców dziwnych i
|
|
|
321 |
splątanych przygód, o jakimś szarym świcie przypomnieć sobie wśród
|
|
|
322 |
wyrzutów sumienia dom rodzinny. Pełne wielkich szaf, głębokich kanap,
|
|
|
323 |
bladych luster i tandetnych palm sztucznych mieszkanie nasze coraz
|
|
|
324 |
bardziej popadało w stan zaniedbania wskutek opieszałości matki,
|
|
|
325 |
przesiadującej w sklepie, i niedbalstwa smukłonogiej Adeli, która nie
|
|
|
326 |
nadzorowana przez nikogo, spędzała dnie przed lustrami na rozwlekłej
|
|
|
327 |
toalecie, zostawiając wszędzie ślady w postaci wyczesanych włosów,
|
|
|
328 |
grzebieni, porzuconych pantofelków i gorsetów. Mieszkanie to nie
|
|
|
329 |
posiadało określonej liczby pokojów, gdyż nie pamiętano, ile z nich
|
|
|
330 |
wynajęte było obcym lokatorom. Nieraz otwierano przypadkiem którąś z
|
|
|
331 |
tych izb zapomnianych i znajdowano ją pustą; lokator dawno się
|
|
|
332 |
wyprowadził, a w nietkniętych od miesięcy szufladach dokonywano
|
|
|
333 |
niespodzianych odkryć. W dolnych pokojach mieszkali subiekci i nieraz w
|
|
|
334 |
nocy budziły nas ich jęki, wydawane pod wpływem zmory sennej. W zimie
|
|
|
335 |
była jeszcze na dworze głucha noc, gdy ojciec schodził do tych zimnych i
|
|
|
336 |
ciemnych pokojów, płosząc przed sobą świecą stada cieni, ulatujących
|
|
|
337 |
bokami po podłodze i ścianach; szedł budzić ciężko chrapiących z
|
|
|
338 |
twardego jak kamień snu. W świetle pozostawionej przezeń świecy wywijali
|
|
|
339 |
się leniwie z brudnej pościeli, wystawiali, siadając na łóżkach, bose i
|
|
|
340 |
brzydkie nogi i z skarpetką w ręce oddawali się jeszcze przez chwilę
|
|
|
341 |
rozkoszy ziewania - ziewania przeciągniętego aż do lubieżności, do
|
|
|
342 |
bolesnego skurczu podniebienia, jak przy tęgich wymiotach. W kątach
|
|
|
343 |
siedziały nieruchomo wielkie karakony, wyogromnione własnym cieniem,
|
|
|
344 |
którym obarczała każdego płonąca świeca i który nie odłączał się od nich
|
|
|
345 |
i wówczas, gdy któryś z tych płaskich, bezgłowych kadłubów z nagła
|
|
|
346 |
zaczynał biec niesamowitym, pajęczym biegiem. W tym czasie ojciec mój
|
|
|
347 |
zaczął zapadać na zdrowiu. Bywało już w pierwszych tygodniach tej
|
|
|
348 |
wczesnej zimy, że spędzał dnie całe w łóżku, otoczony flaszkami,
|
|
|
349 |
pigułkami i księgami handlowymi, które mu przynoszono z kontuaru. Gorzki
|
|
|
350 |
zapach choroby osiadał na dnie pokoju, którego tapety gęstwiały
|
|
|
351 |
ciemniejszym splotem arabesek. Wieczorami, gdy matka przychodziła ze
|
|
|
352 |
sklepu, bywał podniecony i skłonny do sprzeczek, zarzucał jej
|
|
|
353 |
niedokładności w prowadzeniu rachunków, dostawał wypieków i zapalał się
|
|
|
354 |
do niepoczytalności. Pamiętam, iż raz, obudziwszy się ze snu późno w
|
|
|
355 |
nocy, ujrzałem go, jak w koszuli i boso biegał tam i z powrotem po
|
|
|
356 |
skórzanej kanapie, dokumentując w ten sposób swą irytację przed bezradną
|
|
|
357 |
matką. W inne dni bywał spokojny i skupiony i pogrążał się zupełnie w
|
|
|
358 |
swych księgach, zabłąkany głęboko w labiryntach zawiłych obliczeń. Widzę
|
|
|
359 |
go w świetle kopcącej lampy, przykucniętego wśród poduszek, pod wielkim
|
|
|
360 |
rzeźbionym nadgłowiem łóżka, z ogromnym cieniem od głowy na ścianie,
|
|
|
361 |
kiwającego się w bezgłośnej medytacji. Chwilami wynurzał głowę z tych
|
|
|
362 |
rachunków, jakby dla zaczerpnięcia tchu, otwierał usta, mlaskał z
|
|
|
363 |
niesmakiem językiem, który był suchy i gorzki, i rozglądał się
|
|
|
364 |
bezradnie, jakby czegoś szukając. Wówczas bywało, że zbiegał po cichu z
|
|
|
365 |
łóżka w kąt pokoju, pod ścianę, na której wisiał zaufany instrument. Był
|
|
|
366 |
to rodzaj klepsydry wodnej albo wielkiej fioli szklanej, podzielonej na
|
|
|
367 |
uncje i napełnionej ciemnym fluidem. Mój ojciec łączył się z tym
|
|
|
368 |
instrumentem długą kiszką gumową, jakby krętą, bolesną pępowiną, i tak
|
|
|
369 |
połączony z żałosnym przyrządem - nieruchomiał w skupieniu, a oczy jego
|
|
|
370 |
ciemniały, zaś na twarz przybladłą występował wyraz cierpienia czy
|
|
|
371 |
jakiejś występnej rozkoszy. Potem znów przychodziły dni cichej skupionej
|
|
|
372 |
pracy, przeplatanej samotnymi monologami. Gdy tak siedział w świetle
|
|
|
373 |
lampy stołowej, wśród poduszek wielkiego łoża, a pokój ogromniał górą w
|
|
|
374 |
cieniu umbry, który go łączył z wielkim żywiołem nocy miejskiej za oknem
|
|
|
375 |
- czuł, nie patrząc, że przestrzeń obrasta go pulsującą gęstwiną tapet,
|
|
|
376 |
pełną szeptów, syków i seplenień. Słyszał, nie patrząc, tę zmowę pełną
|
|
|
377 |
porozumiewawczych mrugnięć perskich oczu, rozwijających się wśród
|
|
|
378 |
kwiatów małżowin usznych, które słuchały, i ciemnych ust, które się
|
|
|
379 |
uśmiechały. Wówczas pogrążał się pozornie jeszcze bardziej w pracę,
|
|
|
380 |
liczył i sumował, bojąc się zdradzić ten gniew, który w nim wzbierał, i
|
|
|
381 |
walcząc z pokusą, żeby z nagłym krzykiem nie rzucić się na oślep za
|
|
|
382 |
siebie i nie pochwycić pełnych garści tych kędzierzawych arabesek, tych
|
|
|
383 |
pęków oczu i uszu, które noc wyroiła ze siebie i które rosły i
|
|
|
384 |
zwielokrotniały się, wymajaczając coraz nowe pędy i odnogi z
|
|
|
385 |
macierzystego pępka ciemności. I uspokajał się dopiero, gdy z odpływem
|
|
|
386 |
nocy tapety więdły, zwijały się, gubiły liście i kwiaty i przerzedzały
|
|
|
387 |
się jesiennie, przepuszczając dalekie świtanie. Wtedy wśród świergotu
|
|
|
388 |
tapetowych ptaków, w żółtym zimowym świcie zasypiał na parę godzin
|
|
|
389 |
gęstym, czarnym snem. Od dni, od tygodni, gdy zdawał się być pogrążonym
|
|
|
390 |
w zawiłych konto-korrentach - myśl jego zapuszczała się tajnie w
|
|
|
391 |
labirynty własnych wnętrzności. Wstrzymywał oddech i nasłuchiwał. I gdy
|
|
|
392 |
wzrok jego wracał zbielały i mętny z tamtych głębin, uspokajał go
|
|
|
393 |
uśmiechem. Nie wierzył jeszcze i odrzucał jak absurd te uroszczenia, te
|
|
|
394 |
propozycje, które nań napierały. Za dnia były to jakby rozumowania i
|
|
|
395 |
perswazje, długie, monotonne rozważania prowadzone półgłosem i pełne
|
|
|
396 |
humorystycznych interiudiów, filuternych przekomarzań. Ale nocą
|
|
|
397 |
podnosiły się te głosy namiętniej. Żądanie wracało coraz wyraźniej i
|
|
|
398 |
doniosłej i słyszeliśmy, jak rozmawiał z Bogiem, prosząc się jak gdyby i
|
|
|
399 |
wzbraniając przed czymś, co natarczywie żądało i domagało się. Aż pewnej
|
|
|
400 |
nocy podniósł się ten głos groźnie i nieodparcie, żądając, aby mu dał
|
|
|
401 |
świadectwo usty i wnętrznościami swymi. I usłyszeliśmy, jak duch weń
|
|
|
402 |
wstąpił, jak podnosi się z łóżka, długi i rosnący gniewem proroczym,
|
|
|
403 |
dławiąc się hałaśliwymi słowy, które wyrzucał jak mitralieza.
|
|
|
404 |
Słyszeliśmy łomot walki i jęk ojca, jęk tytana ze złamanym biodrem,
|
|
|
405 |
który jeszcze urąga. Nie widziałem nigdy proroków Starego Testamentu,
|
|
|
406 |
ale na widok tego męża, którego gniew boży obalił, rozkraczonego szeroko
|
|
|
407 |
na ogromnym porcelanowym urynale, zakrytego wichrem ramion, chmurą
|
|
|
408 |
rozpaczliwych łamańców, nad którymi wyżej jeszcze unosił się głos jego,
|
|
|
409 |
obcy i twardy - zrozumiałem gniew boży świętych mężów. Był to dialog
|
|
|
410 |
groźny jak mowa piorunów. Łamańce rak jego rozrywały niebo na sztuki, a
|
|
|
411 |
w szczelinach ukazywała się twarz Jehowy, wzdęta gniewem i plująca
|
|
|
412 |
przekleństwa. Nie patrząc widziałem go, groźnego Demiurga, jak leżąc na
|
|
|
413 |
ciemnościach jak na Synaju, wsparłszy potężne dłonie na karniszu
|
|
|
414 |
firanek, przykładał ogromną twarz do górnych szyb okna, na których
|
|
|
415 |
płaszczył się potwornie mięsisty nos jego. Słyszałem jego głos w
|
|
|
416 |
przerwach proroczej tyrady mego ojca, słyszałem te potężne warknięcia
|
|
|
417 |
wzdętych warg, od których szyby brzęczały, mieszające się z wybuchami
|
|
|
418 |
zaklęć, lamentów, gróźb mego ojca. Czasami głosy przycichały i zżymały
|
|
|
419 |
się z cicha jak gaworzenie wiatru w nocnym kominie, to znowu wybuchały
|
|
|
420 |
wielkim zgiełkliwym hałasem, burzą zmieszanych szlochów i przekleństw. Z
|
|
|
421 |
nagła otworzyło się okno ciemnym ziewnięciem i płachta ciemności wionęła
|
|
|
422 |
przez pokój. W świetle błyskawicy ujrzałem ojca mego w rozwianej
|
|
|
423 |
bieliźnie, jak ze straszliwym przekleństwem wylewał potężnym chlustem w
|
|
|
424 |
okno zawartość nocnika w noc szumiącą jak muszla. 2 Mój ojciec powoli
|
|
|
425 |
zanikał, wiądł w oczach. Przykucnięty pod wielkimi poduszkami, dziko
|
|
|
426 |
nastroszony kępami siwych włosów, rozmawiał z sobą półgłosem, pogrążony
|
|
|
427 |
cały w jakieś zawiłe wewnętrzne afery. Zdawać się mogło, że osobowość
|
|
|
428 |
jego rozpadła się na wiele pokłóconych i rozbieżnych jaźni, gdyż kłócił
|
|
|
429 |
się ze sobą głośno, pertraktował usilnie i namiętnie, przekonywał i
|
|
|
430 |
prosił, to znowu zdawał się przewodniczyć zgromadzeniu wielu
|
|
|
431 |
interesantów, których usiłował z całym nakładem żarliwości i swady
|
|
|
432 |
pogodzić. Ale za każdym razem te hałaśliwe zebrania, pełne gorących
|
|
|
433 |
temperamentów, rozpryskiwały się przy końcu, wśród klątw, złorzeczeń i
|
|
|
434 |
obelg. Potem przyszedł okres jakiegoś uciszenia, ukojenia wewnętrznego,
|
|
|
435 |
błogiej pogody ducha. Znowu wielkie folianty rozłożone były na łóżku, na
|
|
|
436 |
stole, na podłodze i jakiś benedyktyński spokój pracy zalegał w świetle
|
|
|
437 |
lampy nad białą pościelą łóżka, nad pochyloną siwą głową mego ojca. Ale
|
|
|
438 |
gdy matka późnym wieczorem wracała ze sklepu, ojciec ożywiał się,
|
|
|
439 |
przywoływał ją do siebie i z dumą pokazywał jej świetne, kolorowe
|
|
|
440 |
odbijanki, którymi skrzętnie wylepił stronice księgi głównej.
|
|
|
441 |
Zauważyliśmy wówczas wszyscy, że ojciec zaczął z dnia na dzień maleć jak
|
|
|
442 |
orzech, który zsycha się wewnątrz łupiny. Zanikowi temu nie towarzyszył
|
|
|
443 |
bynajmniej upadek sił. Przeciwnie, stan jego zdrowia, humor, ruchliwość
|
|
|
444 |
zdawały się poprawiać. Często śmiał się teraz głośno i szczebiotliwie,
|
|
|
445 |
zanosił się wprost od śmiechu, albo też pukał w łóżko i odpowiadał sobie
|
|
|
446 |
„proszę” w różnych tonacjach, całymi godzinami. Od czasu do czasu złaził
|
|
|
447 |
z łóżka, wspinał się na szafę i przykucnięty pod sufitem porządkował coś
|
|
|
448 |
w starych gratach, pełnych rdzy i kurzu. Niekiedy ustawiał sobie dwa
|
|
|
449 |
krzesła naprzeciw siebie i wspierając się rękami o poręcze, bujał się
|
|
|
450 |
nogami wstecz i naprzód, szukając rozpromienionymi oczyma w naszych
|
|
|
451 |
twarzach wyrazów podziwu i zachęty. Z Bogiem, zdaje się, pogodził się
|
|
|
452 |
zupełnie. Niekiedy w nocy ukazywała się twarz brodatego Demiurga w oknie
|
|
|
453 |
sypialni, oblana ciemną purpurą bengalskiego światła, i patrzyła przez
|
|
|
454 |
chwilę dobrotliwie na uśpionego głęboko, którego śpiewne chrapanie
|
|
|
455 |
zdawało się wędrować daleko po nieznanych obszarach światów sennych.
|
|
|
456 |
Podczas długich, półciemnych popołudni tej późnej zimy ojciec mój
|
|
|
457 |
zapadał od czasu do czasu na całe godziny w gęsto zastawione gratami
|
|
|
458 |
zakamarki, szukając czegoś zawzięcie. I nieraz bywało podczas obiadu,
|
|
|
459 |
gdy zasiadaliśmy wszyscy do stołu, brakło ojca. Wówczas matka musiała
|
|
|
460 |
długo wołać „Jakubie!” i stukać łyżką w stół, zanim wylazł z jakiejś
|
|
|
461 |
szafy, oblepiony szmatami pajęczyny i kurzu, z wzrokiem nieprzytomnym i
|
|
|
462 |
pogrążonym w zawiłych, a jemu tylko wiadomych sprawach, które go
|
|
|
463 |
zaprzątały. Czasem wdrapywał się na karnisz i przybierał nieruchomą pozę
|
|
|
464 |
symetrycznie do wielkiego wypchanego sępa, który po drugiej stronie okna
|
|
|
465 |
zawieszony był na ścianie. W tej nieruchomej, przykucniętej pozie, z
|
|
|
466 |
wzrokiem zamglonym i z miną chytrze uśmiechniętą trwał godzinami, ażeby
|
|
|
467 |
z nagła przy czyimś wejściu zatrzepotać rękoma jak skrzydłami i zapiać
|
|
|
468 |
jak kogut. Przestaliśmy zwracać uwagę na te dziwactwa, w które się z
|
|
|
469 |
dnia na dzień głębiej wplątywał. Wyzbyty jakby zupełnie cielesnych
|
|
|
470 |
potrzeb, nie przyjmując tygodniami pokarmu, pogrążał się z dniem każdym
|
|
|
471 |
głębiej w zawiłe i dziwaczne afery, dla których nie mieliśmy
|
|
|
472 |
zrozumienia. Niedosięgły dla naszych perswazji i próśb, odpowiadał
|
|
|
473 |
urywkami swego wewnętrznego monologu, którego przebiegu nic z zewnątrz
|
|
|
474 |
zmącić nie mogło. Wiecznie zaaferowany, chorobliwie ożywiony, z
|
|
|
475 |
wypiekami na suchych policzkach nie zauważał nas i przeoczał.
|
|
|
476 |
Przywykliśmy do jego nieszkodliwej obecności, do jego cichego
|
|
|
477 |
gaworzenia, do tego dziecinnego, w sobie zatopionego świegotu, którego
|
|
|
478 |
trele przebiegały niejako na marginesie naszego czasu. Wtedy już znikał
|
|
|
479 |
niekiedy na wiele dni, podziewał się gdzieś w zapadłych zakamarkach
|
|
|
480 |
mieszkania i nie można go było znaleźć. Stopniowo te zniknięcia
|
|
|
481 |
przestały sprawiać na nas wrażenie, przywykliśmy do nich i kiedy po
|
|
|
482 |
wielu dniach znów się pojawiał, o parę cali mniejszy i chudszy, nie
|
|
|
483 |
zatrzymywało to na dłużej naszej uwagi. Przestaliśmy po prostu brać go w
|
|
|
484 |
rachubę, tak bardzo oddalił się od wszystkiego, co ludzkie i co
|
|
|
485 |
rzeczywiste. Węzeł po węźle odluźniał się od nas, punkt po punkcie gubił
|
|
|
486 |
związki łączące go ze wspólnotą ludzką. To, co jeszcze z niego
|
|
|
487 |
pozostało, to trochę cielesnej powłoki i ta garść bezsensownych dziwactw
|
|
|
488 |
- mogły zniknąć pewnego dnia, tak samo nie zauważone jak szara kupka
|
|
|
489 |
śmieci, gromadząca się w kącie, którą Adela co dzień wynosiła na
|
|
|
490 |
śmietnik.
|
|
|
491 |
|
|
|
492 |
PTAKI Nadeszły żółte, pełne nudy dni zimowe. Zrudziałą ziemię pokrywał
|
|
|
493 |
dziurawy, przetarty, za krótki obrus śniegu. Na wiele dachów nie
|
|
|
494 |
starczyło go i stały czarne lub rdzawe, gontowe strzechy i arki kryjące
|
|
|
495 |
w sobie zakopcone przestrzenie strychów - czarne, zwęglone katedry,
|
|
|
496 |
najeżone żebrami krokwi, płatwi i bantów - ciemne płuca wichrów
|
|
|
497 |
zimowych. Każdy świt odkrywał nowe kominy i dymniki, wyrosłe w nocy,
|
|
|
498 |
wydęte przez wicher nocny, czarne piszczałki organów diabelskich.
|
|
|
499 |
Kominiarze nie mogli opędzić się od wron, które na kształt żywych
|
|
|
500 |
czarnych liści obsiadały wieczorem gałęzie drzew pod kościołem, odrywały
|
|
|
501 |
się znów, trzepocąc, by wreszcie przylgnąć, każda do właściwego miejsca
|
|
|
502 |
na właściwej gałęzi, a o świcie ulatywały wielkimi stadami - tumany
|
|
|
503 |
sadzy, płatki kopciu, falujące i fantastyczne, plamiąc migotliwym
|
|
|
504 |
krakaniem mętnożółte smugi świtu. Dni stwardniały od zimna i nudy, jak
|
|
|
505 |
zeszłoroczne bochenki chleba. Napoczynano je tępymi nożami, bez apetytu,
|
|
|
506 |
z leniwą sennością. Ojciec nie wychodził już z domu. Palił w piecach,
|
|
|
507 |
studiował nigdy niezgłębioną istotę ognia, wyczuwał słony, metaliczny
|
|
|
508 |
posmak i wędzony zapach zimowych płomieni, chłodną pieszczotę
|
|
|
509 |
salamander, liżących błyszczącą sadzę w gardzieli komina. Z zamiłowaniem
|
|
|
510 |
wykonywał w owych dniach wszystkie reparatury w górnych regionach
|
|
|
511 |
pokoju. O każdej porze dnia można go było widzieć, jak - przykucnięty na
|
|
|
512 |
szczycie drabiny - majstrował coś przy suficie, przy kamiszach wysokich
|
|
|
513 |
okien, przy kulach i łańcuchach lamp wiszących. Zwyczajem malarzy
|
|
|
514 |
posługiwał się drabiną jak ogromnymi szczudłami i czuł się dobrze w tej
|
|
|
515 |
ptasiej perspektywie, w pobliżu malowanego nieba, arabesek i ptaków
|
|
|
516 |
sufitu. Od spraw praktycznego życia oddalał się coraz bardziej. Gdy
|
|
|
517 |
matka, pełna troski i zmartwienia z powodu jego stanu, starała się go
|
|
|
518 |
wciągnąć w rozmowę o interesach, o płatnościach najbliższego „ultimo”,
|
|
|
519 |
słuchał jej z roztargnieniem, pełen niepokoju, z drgawkami w nieobecnej
|
|
|
520 |
twarzy. I bywało, że przerywał jej nagle zaklinającym gestem ręki, ażeby
|
|
|
521 |
pobiec w kąt pokoju, przylgnąć uchem do szpary w podłodze i z
|
|
|
522 |
podniesionymi palcami wskazującymi obu rąk, wyrażającymi najwyższą
|
|
|
523 |
ważność badania - nasłuchiwać. Nie rozumieliśmy wówczas jeszcze smutnego
|
|
|
524 |
tła tych ekstrawagancji, opłakanego kompleksu, który dojrzewał w głębi.
|
|
|
525 |
Matka nie miała nań żadnego wpływu, natomiast wielką czcią i uwagą
|
|
|
526 |
darzył Adelę. Sprzątanie pokoju było dlań wielką i ważną ceremonią,
|
|
|
527 |
której nie zaniedbywał nigdy być świadkiem, śledząc z mieszaniną strachu
|
|
|
528 |
i rozkosznego dreszczu wszystkie manipulacje Adeli. Wszystkim jej
|
|
|
529 |
czynnościom przypisywał głębsze, symboliczne znaczenie. Gdy dziewczyna
|
|
|
530 |
młodymi i śmiałymi ruchami posuwała szczotkę na długim drążku po
|
|
|
531 |
podłodze, było to niemal ponad jego siły. Z oczu jego lały się wówczas
|
|
|
532 |
łzy, twarz zanosiła się od cichego śmiechu, a ciałem wstrząsał rozkoszny
|
|
|
533 |
spazm orgazmu. Jego wrażliwość na łaskotki dochodziła do szaleństwa.
|
|
|
534 |
Wystarczyło, by Adela skierowała doń palec ruchem oznaczającym
|
|
|
535 |
łaskotanie, a już w dzikim popłochu uciekał przez wszystkie pokoje,
|
|
|
536 |
zatrzaskując za sobą drzwi, by wreszcie w ostatnim paść brzuchem na
|
|
|
537 |
łóżko i wić się w konwulsjach śmiechu pod wpływem samego obrazu
|
|
|
538 |
wewnętrznego, któremu nie mógł się oprzeć. Dzięki temu miała Adela nad
|
|
|
539 |
ojcem władzę niemal nieograniczoną. W tym to czasie zauważyliśmy u ojca
|
|
|
540 |
po raz pierwszy namiętne zainteresowanie dla zwierząt. Była to
|
|
|
541 |
początkowo namiętność myśliwego i artysty zarazem, była może także
|
|
|
542 |
głębsza, zoologiczna sympatia kreatury dla pokrewnych, a tak odmiennych
|
|
|
543 |
form życia, eksperymentowanie w nie wypróbowanych rejestrach bytu.
|
|
|
544 |
Dopiero w późniejszej fazie wzięła sprawa ten niesamowity, zaplątany,
|
|
|
545 |
głęboko grzeszny i przeciwny naturze obrót, którego lepiej nie wywlekać
|
|
|
546 |
na światło dzienne. Zaczęło się to od wylęgania jaj ptasich. Z wielkim
|
|
|
547 |
nakładem trudu i pieniędzy sprowadzał ojciec z Hamburga, z Holandii, z
|
|
|
548 |
afrykańskich stacji zoologicznych zapłodnione jaja ptasie, które dawał
|
|
|
549 |
do wylęgania ogromnym kurom belgijskim. Był to proceder nader zajmujący
|
|
|
550 |
i dla mnie - to wykluwanie się piskląt, prawdziwych dziwotworów w
|
|
|
551 |
kształcie i ubarwieniu. Nie podobna było dopatrzyć się w tych monstrach
|
|
|
552 |
o ogromnych, fantastycznych dziobach, które natychmiast po urodzeniu
|
|
|
553 |
rozdzierały się szeroko, sycząc żarłocznie czeluściami gardła, w tych
|
|
|
554 |
jaszczurach o wątłym, nagim ciele garbusów - przyszłych pawi, bażantów,
|
|
|
555 |
głuszców i kondorów. Umieszczony w koszykach, w wacie, smoczy ten pomiot
|
|
|
556 |
podnosił na cienkich szyjach ślepe, bielmem zarosle głowy, kwacząc
|
|
|
557 |
bezgłośnie z niemych gardzieli. Mój ojciec chodził wzdłuż półek w
|
|
|
558 |
zielonym fartuchu, jak ogrodnik wzdłuż inspektów z kaktusami, i wywabiał
|
|
|
559 |
z nicości te pęcherze ślepe, pulsujące życiem, te niedołężne brzuchy,
|
|
|
560 |
przyjmujące świat zewnętrzny tylko w formie jedzenia, te narośle życia,
|
|
|
561 |
pnące się omackiem ku światłu. W parę tygodni później, gdy te ślepe
|
|
|
562 |
pączki życia pękły do światła, napełniły się pokoje kolorowym pogwarem,
|
|
|
563 |
migotliwym świergotem swych nowych mieszkańców. Obsiadały one karnisze
|
|
|
564 |
firanek, gzymsy szaf, gnieździły się w gęstwinie cynowych gałęzi i
|
|
|
565 |
arabesek wieloramiennych lamp wiszących. Gdy ojciec studiował wielkie
|
|
|
566 |
ornitologiczne kompendia i wertował kolorowe tablice, zdawały się
|
|
|
567 |
ulatywać z nich te pierzaste fantazmaty i napełniać pokój kolorowym
|
|
|
568 |
trzepotem, płatami purpury, strzępami szafiru, grynszpanu i srebra.
|
|
|
569 |
Podczas karmienia tworzyły one na podłodze barwną, falującą grządkę,
|
|
|
570 |
dywan żywy, który za czyimś niebacznym wejściem rozpadał się, rozlatywał
|
|
|
571 |
w ruchome kwiaty, trzepocące w powietrzu, aby w końcu rozmieścić się w
|
|
|
572 |
górnych regionach pokoju. W pamięci pozostał mi szczególnie jeden
|
|
|
573 |
kondor, ogromny ptak o szyi nagiej, twarzy pomarszczonej i wybujałej
|
|
|
574 |
naroślami. Był to chudy asceta, lama buddyjski, pełen niewzruszonej
|
|
|
575 |
godności w całym zachowaniu, kierujący się żelaznym ceremoniałem swego
|
|
|
576 |
wielkiego rodu. Gdy siedział naprzeciw ojca, nieruchomy w swej
|
|
|
577 |
monumentalnej pozycji odwiecznych bóstw egipskich, z okiem zawleczonym
|
|
|
578 |
białawym bielmem, które zasuwał z boku na źrenice, ażeby zamknąć się
|
|
|
579 |
zupełnie w kontemplacji swej dostojnej samotności - wydawał się ze swym
|
|
|
580 |
kamiennym profilem starszym bratem mego ojca. Ta sama materia ciała,
|
|
|
581 |
ścięgien i pomarszczonej twardej skóry, ta sama twarz wyschła i
|
|
|
582 |
koścista, te same zrogowaciałe, głębokie oczodoły. Nawet ręce, silne w
|
|
|
583 |
węzłach, długie, chude dłonie ojca, z wypukłymi paznokciami, miały swój
|
|
|
584 |
analogon w szponach kondora. Nie mogłem się oprzeć wrażeniu, widząc go
|
|
|
585 |
tak uśpionego, że mam przed sobą mumię - wyschłą i dlatego pomniejszoną
|
|
|
586 |
mumię mego ojca. Sądzę, że i uwagi matki nie uszło to przedziwne
|
|
|
587 |
podobieństwo, chociaż nigdy nie poruszaliśmy tego tematu.
|
|
|
588 |
Charakterystyczne jest, że kondor używał wspólnego z moim ojcem naczynia
|
|
|
589 |
nocnego. Nie poprzestając na wylęganiu coraz nowych egzemplarzy, ojciec
|
|
|
590 |
mój urządzał na strychu wesela ptasie, wysyłał swatów, uwiązywał w
|
|
|
591 |
lukach i dziurach strychu ponętne, stęsknione narzeczone i osiągnął w
|
|
|
592 |
samej rzeczy to, że dach naszego domu, ogromny, dwuspadowy dach gontowy,
|
|
|
593 |
stał się prawdziwą gospodą ptasią, arką Noego, do której zlatywały się
|
|
|
594 |
wszelkiego rodzaju skrzydlacze z dalekich stron. Nawet długo po
|
|
|
595 |
zlikwidowaniu ptasiego gospodarstwa utrzymywała się w świecie ptasim ta
|
|
|
596 |
tradycja naszego domu i w okresie wiosennych wędrówek spadały nieraz na
|
|
|
597 |
nasz dach całe chmary żurawi, pelikanów, pawi i wszelkiego ptactwa.
|
|
|
598 |
Impreza ta wzięła jednak niebawem - po krótkiej świetności - smutny
|
|
|
599 |
obrót. Wkrótce okazała się bowiem konieczna translokacja ojca do dwóch
|
|
|
600 |
pokojów na poddaszu, które służyły za rupieciarnie. Stamtąd dochodził
|
|
|
601 |
już o wczesnym świcie zmieszany klangor głosów ptasich. Drewniane pudła
|
|
|
602 |
pokojów na strychu, wspomagane rezonansem przestrzeni dachowej,
|
|
|
603 |
dźwięczały całe od szumu, trzepotu, piania, tokowania i gulgotu. Tak
|
|
|
604 |
straciliśmy ojca z widoku na przeciąg kilku tygodni. Rzadko tylko
|
|
|
605 |
schodził do mieszkania i wtedy mogliśmy zauważyć, że zmniejszył się
|
|
|
606 |
jakoby, schudł i skurczył. Niekiedy przez zapomnienie zrywał się z
|
|
|
607 |
krzesła przy stole i trzepiąc rękoma jak skrzydłami, wydawał pianie
|
|
|
608 |
przeciągłe, a oczy zachodziły mu mgłą bielma. Potem, zawstydzony, śmiał
|
|
|
609 |
się razem z nami i starał się ten incydent obrócić w żart. Pewnego razu
|
|
|
610 |
w okresie generalnych porządków zjawiła się niespodzianie Adela w
|
|
|
611 |
państwie ptasim ojca. Stanąwszy we drzwiach, załamała ręce nad fetorem,
|
|
|
612 |
który się unosił w powietrzu, oraz nad kupami kału, zalegającego
|
|
|
613 |
podłogi, stoły i meble. Szybko zdecydowana otworzyła okno, po czym przy
|
|
|
614 |
pomocy długiej szczotki wprawiła całą masę ptasią w wirowanie. Wzbił się
|
|
|
615 |
piekielny tuman piór, skrzydeł i krzyku, w którym Adela, podobna do
|
|
|
616 |
szalejącej Menady, zakrytej młyńcem swego tyrsu, tańczyła taniec
|
|
|
617 |
zniszczenia. Razem z ptasią gromadą ojciec mój, trzepiąc rękoma, w
|
|
|
618 |
przerażeniu próbował wznieść się w powietrze. Zwolna przerzedzał się
|
|
|
619 |
tuman skrzydlaty, aż w końcu na pobojowisku została sama Adela,
|
|
|
620 |
wyczerpana, dysząca, oraz mój ojciec z miną zafrasowaną i zawstydzoną,
|
|
|
621 |
gotów do przyjęcia każdej kapitulacji. W chwilę później schodził mój
|
|
|
622 |
ojciec ze schodów swojego dominium - człowiek złamany, król-banita,
|
|
|
623 |
który stracił tron i królowanie.
|
|
|
624 |
|
|
|
625 |
MANEKINY Ta ptasia impreza mego ojca była ostatnim wybuchem kolorowości,
|
|
|
626 |
ostatnim i świetnym kontrmarszem fantazji, który ten niepoprawny
|
|
|
627 |
improwizator, ten fechtmistrz wyobraźni poprowadził na szańce i okopy
|
|
|
628 |
jałowej i pustej zimy. Dziś dopiero rozumiem samotne bohaterstwo, z
|
|
|
629 |
jakim sam jeden wydał on wojnę bezbrzeżnemu żywiołowi nudy drętwiącej
|
|
|
630 |
miasto. Pozbawiony wszelkiego poparcia, bez uznania z naszej strony
|
|
|
631 |
bronił ten mąż przedziwny straconej sprawy poezji. Był on cudownym
|
|
|
632 |
młynem, w którego leje sypały się otręby pustych godzin, ażeby w jego
|
|
|
633 |
trybach zakwitnąć wszystkimi kolorami i zapachami korzeni Wschodu. Ale
|
|
|
634 |
przywykli do świetnego kuglarstwa tego metafizycznego prestidigitatora,
|
|
|
635 |
byliśmy skłonni zapoznawać wartość jego suwerennej magii, która nas
|
|
|
636 |
ratowała od letargu pustych dni i nocy. Adeli nie spotkał żaden wyrzut
|
|
|
637 |
za jej bezmyślny i tępy wandalizm. Przeciwnie, czuliśmy jakieś niskie
|
|
|
638 |
zadowolenie, haniebną satysfakcję z ukrócenia tych wybujałości, których
|
|
|
639 |
kosztowaliśmy łakomie do syta, ażeby potem uchylić się perfidnie od
|
|
|
640 |
odpowiedzialności za nie. A może był w tej zdradzie i tajny pokłon w
|
|
|
641 |
stronę zwycięskiej Adeli, której przypisywaliśmy niejasno jakąś misje i
|
|
|
642 |
posłannictwo sił wyższego rzędu. Zdradzony przez wszystkich, wycofał się
|
|
|
643 |
ojciec bez walki z miejsc swej niedawnej chwały. Bez skrzyżowania szpad
|
|
|
644 |
oddał w ręce wroga domenę swej byłej świetności. Dobrowolny banita
|
|
|
645 |
usunął się do pustego pokoju na końcu sieni i oszańcował się tam
|
|
|
646 |
samotnością. Zapomnieliśmy o nim. Obiegła nas znowu ze wszech stron
|
|
|
647 |
żałobna szarość miasta, zakwitając w oknach ciemnym liszajem świtów,
|
|
|
648 |
pasożytniczym grzybem zmierzchów, rozrastającym się w puszyste futro
|
|
|
649 |
długich nocy zimowych. Tapety pokojów, rozluźnione błogo za tamtych dni
|
|
|
650 |
i otwarte dla kolorowych lotów owej skrzydlatej czeredy, zamknęły się
|
|
|
651 |
znów w sobie, zgęstniały plącząc się w monotonii gorzkich monologów.
|
|
|
652 |
Lampy poczerniały i zwiędły jak stare osty i bodiaki. Wisiały teraz
|
|
|
653 |
osowiałe i zgryźliwe, dzwoniąc cicho kryształkami szkiełek, gdy ktoś
|
|
|
654 |
przeprawiał się omackiem przez zmierzch pokoju. Na próżno wetknęła Adela
|
|
|
655 |
we wszystkie ramiona tych lamp kolorowe świece, nieudolny surogat, blade
|
|
|
656 |
wspomnienie świetnych iluminacji, którymi kwitły niedawno wiszące ich
|
|
|
657 |
ogrody. Ach! gdzie było to świegotliwe pączkowanie, to owocowanie
|
|
|
658 |
pośpieszne i fantastyczne w bukietach tych lamp, z których jak z
|
|
|
659 |
pękających czarodziejskich tortów ulatywały skrzydlate fantazmaty,
|
|
|
660 |
rozbijające powietrze na talie kart magicznych, rozsypując je w kolorowe
|
|
|
661 |
oklaski, sypiące się gęstymi łuskami lazuru, pawiej, papuziej zieleni,
|
|
|
662 |
metalicznych połysków, rysując w powietrzu linie i arabeski, migotliwe
|
|
|
663 |
ślady lotów i kołowań, rozwijając kolorowe wachlarze trzepotów,
|
|
|
664 |
utrzymujące się długo po przelocie w bogatej i błyskotliwej atmosferze,
|
|
|
665 |
Jeszcze teraz kryły się w głębi zszarzałej aury echa i możliwości
|
|
|
666 |
barwnych rozbłysków, lecz nikt nie nawiercał fletem, nie doświadczał
|
|
|
667 |
świdrem zmętniałych słojów powietrznych. Tygodnie te stały pod znakiem
|
|
|
668 |
dziwnej senności. Łóżka cały dzień nie zaścielone, zawalone pościelą
|
|
|
669 |
zmiętą i wytarzaną od ciężkich snów, stały jak głębokie łodzie gotowe do
|
|
|
670 |
odpływu w mokre i zawiłe labirynty jakiejś czarnej, bezgwiezdnej
|
|
|
671 |
Wenecji. O głuchym świcie Adela przynosiła nam kawę. Ubieraliśmy się
|
|
|
672 |
leniwie w zimnych pokojach, przy świetle świecy odbitej wielokrotnie w
|
|
|
673 |
czar-nych szybach okien. Poranki te były pełne bezładnego krzątania się,
|
|
|
674 |
rozwlekłego szukania w różnych szufladach i szafach. Po całym mieszkaniu
|
|
|
675 |
słychać było kłapanie pantofelków Adeli. Subiekci zapalali latarnie,
|
|
|
676 |
brali z rąk matki wielkie klucze sklepowe i wychodzili w gęstą, wirującą
|
|
|
677 |
ciemność. Matka nie mogła dojść do ładu z toaletą. Świece dogasały w
|
|
|
678 |
lichtarzu. Adela przepadała gdzieś w odległych pokojach lub na strychu,
|
|
|
679 |
gdzie rozwieszała bieliznę. Nie można jej się było dowołać. Młody
|
|
|
680 |
jeszcze, mętny i brudny ogień w piecu lizał zimne, błyszczące narośle
|
|
|
681 |
sadzy w gardzieli komina. Świeca gasła, pokój pogrążał się w ciemności.
|
|
|
682 |
Z głowami na obrusie stołu, wśród resztek śniadania zasypialiśmy na wpół
|
|
|
683 |
ubrani. Leżąc twarzami na futrzanym brzuchu ciemności, odpływaliśmy na
|
|
|
684 |
jego falistym oddechu w bezgwiezdną nicość. Budziło nas głośne
|
|
|
685 |
sprzątanie Adeli. Matka nie mogła uporać się z toaletą. Nim skończyła
|
|
|
686 |
czesanie, subiekci wracali na obiad. Mrok na rynku przybierał kolor
|
|
|
687 |
złotawego dymu. Przez chwilę z tych dymnych miodów, z tych mętnych
|
|
|
688 |
bursztynów mogły się rozpowić kolory najpiękniejszego popołudnia. Ale
|
|
|
689 |
szczęśliwy moment mijał, amalgamat świtu przekwitał, wezbrany ferment
|
|
|
690 |
dnia, już niemal dościgły, opadał z powrotem w bezsilną szarość.
|
|
|
691 |
Zasiadaliśmy do stołu, subiekci zacierali czerwone z zimna ręce i nagle
|
|
|
692 |
proza ich rozmów sprowadzała od razu pełny dzień, szary i pusty wtorek,
|
|
|
693 |
dzień bez tradycji i bez twarzy. Ale gdy pojawiał się na stole półmisek
|
|
|
694 |
z rybą w szklistej galarecie, dwie duże ryby leżące bok przy boku, głową
|
|
|
695 |
do ogona jak figura zodiakalna, odpoznawaliśmy w nich herb owego dnia,
|
|
|
696 |
emblemat kalendarzowy bezimiennego wtorku, i rozbieraliśmy go
|
|
|
697 |
pospiesznie między siebie, pełni ulgi, że dzień odzyskał w nim swą
|
|
|
698 |
fizjonomię. Subiekci spożywali go z namaszczeniem, z powagą
|
|
|
699 |
kalendarzowej ceremonii. Zapach pieprzu rozchodził się po pokoju. A gdy
|
|
|
700 |
wytarli bułką ostatek galarety ze swych talerzy, rozważając w myśli
|
|
|
701 |
heraldykę następnych dni tygodnia, i na półmisku zostawały tylko głowy z
|
|
|
702 |
wygotowanymi oczyma - czuliśmy wszyscy, że dzień został wspólnymi siłami
|
|
|
703 |
pokonany i że reszta nie wchodziła już w rachubę. W samej rzeczy z
|
|
|
704 |
resztą tą, wydaną na jej łaskę, Adela nie robiła sobie długich
|
|
|
705 |
ceregieli. Wśród brzęku garnków i chlustów zimnej wody likwidowała z
|
|
|
706 |
energią tych parę godzin do zmierzchu, które matka przesypiała na
|
|
|
707 |
otomanie. Tymczasem w jadalni przygotowywano już scenerię wieczoru.
|
|
|
708 |
Polda i Paulina, dziewczęta do szycia, rozgospodarowywały się w niej z
|
|
|
709 |
rekwizytami swego fachu. Na ich ramionach wniesiona wchodziła do pokoju
|
|
|
710 |
milcząca, nieruchoma pani, dama z kłaków i płótna, z czarną drewnianą
|
|
|
711 |
gałką zamiast głowy. Ale ustawiona w kącie, między drzwiami a piecem, ta
|
|
|
712 |
cicha dama stawała się panią sytuacji. Ze swego kąta, stojąc nieruchomo,
|
|
|
713 |
nadzorowała w milczeniu pracę dziewcząt. Pełna krytycyzmu i niełaski
|
|
|
714 |
przyjmowała ich starania i umizgi, z jakimi przyklękały przed nią,
|
|
|
715 |
przymierzając fragmenty sukni, znaczone białą fastrygą. Obsługiwały z
|
|
|
716 |
uwagą i cierpliwością milczący idol, którego nic zadowolić nie mogło.
|
|
|
717 |
Ten moloch był nieubłagany, jak tylko kobiece molochy być potrafią, i
|
|
|
718 |
odsyłał je wciąż na nowo do pracy, a one, wrzecionowate i smukłe,
|
|
|
719 |
podobne do szpuli drewnianych, z których odwijały się nici, i tak
|
|
|
720 |
ruchliwe jak one, manipulowały zgrabnymi ruchami nad tą kupą jedwabiu i
|
|
|
721 |
sukna, wcinały się szczękającymi nożycami w jej kolorową masę, furkotały
|
|
|
722 |
maszyną, depcąc pedał lakierkową, tanią nóżką, a dookoła nich rosła kupa
|
|
|
723 |
odpadków, różnokolorowych strzępów i szmatek, jak wyplute łuski i plewy
|
|
|
724 |
dookoła dwóch wybrednych i marnotrawnych papug. Krzywe szczęki nożyc
|
|
|
725 |
otwierały się ze skrzypieniem, jak dzioby tych kolorowych ptaków.
|
|
|
726 |
Dziewczęta deptały nieuważnie po barwnych obrzynkach, brodząc
|
|
|
727 |
nieświadomie niby w śmietniku możliwego jakiegoś karnawału, w rupieciami
|
|
|
728 |
jakiejś wielkiej nieurzeczywistnionej maskarady. Otrzepywały się ze
|
|
|
729 |
szmatek z nerwowym śmiechem, łaskotały oczyma zwierciadła. Ich dusze,
|
|
|
730 |
szybkie czarodziejstwo ich rąk było nie w nudnych sukniach, które
|
|
|
731 |
zostawały na stole, ale w tych setkach odstrzygnięć, w tych wiórach
|
|
|
732 |
lekkomyślnych i płochych, którymi zasypać mogły cale miasto, jak
|
|
|
733 |
kolorową fantastyczną śnieżycą. Nagle było im gorąco i otwierały okno,
|
|
|
734 |
ażeby w niecierpliwości swej samotni, w głodzie obcych twarzy,
|
|
|
735 |
przynajmniej bezimienną twarz zobaczyć, do okna przyciśniętą. Wachlowały
|
|
|
736 |
rozpalone swe policzki przed wzbierającą firankami nocą zimową -
|
|
|
737 |
odsłaniały płonące dekolty, pełne nienawiści do siebie i rywalizacji,
|
|
|
738 |
gotowe stanąć do walki o tego pierrota, którego by ciemny powiew nocy
|
|
|
739 |
przywiał na okno. Ach! jak mało wymagały one od rzeczywistości. Miały
|
|
|
740 |
wszystko w sobie, miały nadmiar wszystkiego w sobie. Ach! byłby im
|
|
|
741 |
wystarczył pierrot wypchany trocinami, jedno-dwa słowa, na które od
|
|
|
742 |
dawna czekały, by móc wpaść w swą rolę dawno przygotowaną, z dawna
|
|
|
743 |
tłoczącą się na usta, pełną słodkiej i strasznej goryczy, ponoszącą
|
|
|
744 |
dziko, jak stronice romansu połykane nocą wraz ze łzami ronionymi na
|
|
|
745 |
wypieki lic. Podczas jednej ze swych wędrówek wieczornych po mieszkaniu,
|
|
|
746 |
przedsiębranych pod nieobecność Adeli, natknął się mój ojciec na ten
|
|
|
747 |
cichy seans wieczorny. Przez chwilę stał w ciemnych drzwiach przyległego
|
|
|
748 |
pokoju, z lampą w ręku, oczarowany sceną pełną gorączki i wypieków, tą
|
|
|
749 |
idyllą z pudru, kolorowej bibułki i atropiny, której jako tło pełne
|
|
|
750 |
znaczenia podłożona była noc zimowa, oddychająca wśród wzdętych firanek
|
|
|
751 |
okna. Nakładając okulary, zbliżył się w paru krokach i obszedł dookoła
|
|
|
752 |
dziewczęta, oświecając je podniesioną w ręku lampą. Przeciąg z otwartych
|
|
|
753 |
drzwi podniósł firanki u okna, panienki dawały się oglądać, kręcąc się w
|
|
|
754 |
biodrach, polśniewając emalią oczu, lakiem skrzypiących pantofelków,
|
|
|
755 |
sprzączkami podwiązek pod wzdętą od wiatru sukienką; szmatki jęły umykać
|
|
|
756 |
po podłodze, jak szczury, ku uchylonym drzwiom ciemnego pokoju, a ojciec
|
|
|
757 |
mój przyglądał się uważnie prychającym osóbkom, szepcąc półgłosem: -
|
|
|
758 |
Genus avium... jeśli się nie mylę, scansores albo pistacci... w
|
|
|
759 |
najwyższym stopniu godne uwagi. Przypadkowe to spotkanie stało się
|
|
|
760 |
początkiem całej serii seansów, podczas których ojciec mój zdołał rychło
|
|
|
761 |
oczarować obie panienki urokiem swej przedziwnej osobistości. Odpłacając
|
|
|
762 |
się za pełną galanterii i dowcipu konwersację, którą zapełniał im pustkę
|
|
|
763 |
wieczorów - dziewczęta pozwalały zapalonemu badaczowi studiować
|
|
|
764 |
strukturę swych szczupłych i tandetnych ciałek. Działo się to w toku
|
|
|
765 |
konwersacji, z powagą i wytwornością, która najryzykowniejszym punktom
|
|
|
766 |
tych badań odbierała dwuznaczny ich pozór. Odsuwając pończoszkę z kolana
|
|
|
767 |
Pauliny i studiując rozmiłowanymi oczyma zwięzłą i szlachetną
|
|
|
768 |
konstrukcję przegubu, ojciec mój mówił: - Jakże pełna uroku i jak
|
|
|
769 |
szczęśliwa jest forma bytu, którą panie obrały. Jakże piękna i prosta
|
|
|
770 |
jest teza, którą dano wam swym życiem ujawnić. Lecz za to z jakim
|
|
|
771 |
mistrzostwem, z jaką finezją wywiązują się panie z tego zadania. Gdybym
|
|
|
772 |
odrzucając respekt przed Stwórcą, chciał się zabawić w krytykę
|
|
|
773 |
stworzenia, wołałbym: - mniej treści, więcej formy! Ach, jakby ulżył
|
|
|
774 |
światu ten ubytek treści. Więcej skromności w zamierzeniach, więcej
|
|
|
775 |
wstrzemięźliwości w pretensjach - panowie demiurdzy - a świat byłby
|
|
|
776 |
doskonalszy! - wołał mój ojciec akurat w momencie, gdy dłoń jego
|
|
|
777 |
wyłuskiwała białą łydkę Pauliny z uwięzi pończoszki. W tej chwili Adela
|
|
|
778 |
stanęła w otwartych drzwiach jadalni, niosąc tacę z podwieczorkiem. Było
|
|
|
779 |
to pierwsze spotkanie dwu tych wrogich potęg od czasu wielkiej rozprawy.
|
|
|
780 |
My wszyscy, którzy asystowaliśmy przy tym spotkaniu, przeżyliśmy chwilę
|
|
|
781 |
wielkiej trwogi. Było nam nadwyraz przykro być świadkami nowego
|
|
|
782 |
upokorzenia i tak już ciężko doświadczonego męża. Mój ojciec powstał z
|
|
|
783 |
klęczek bardzo zmieszany, falą po fali zabarwiała się jego twarz coraz
|
|
|
784 |
ciemniej napływem wstydu. Ale Adela znalazła się niespodzianie na
|
|
|
785 |
wysokości sytuacji. Podeszła z uśmiechem do ojca i dała mu prztyczka w
|
|
|
786 |
nos. Na to hasło Polda i Paulina klasnęły rado-śnie w dłonie, zatupotały
|
|
|
787 |
nóżkami i uwiesiwszy się z obu stron u ramion ojca, obtańczyły z nim
|
|
|
788 |
stół dookoła. W ten sposób, dzięki dobremu sercu dziewcząt, rozwiał się
|
|
|
789 |
zarodek przykrego konfliktu w ogólnej wesołości. Oto jest początek
|
|
|
790 |
wielce ciekawych i dziwnych prelekcji, które mój ojciec, natchniony
|
|
|
791 |
urokiem tego małego i niewinnego audytorium, odbywał w następnych
|
|
|
792 |
tygodniach owej wczesnej zimy. Jest godne uwagi, jak w zetknięciu z
|
|
|
793 |
niezwykłym tym człowiekiem rzeczy wszystkie cofały się niejako do
|
|
|
794 |
korzenia swego bytu, odbudowywały swe zjawisko aż do metafizycznego
|
|
|
795 |
jądra, wracały niejako do pierwotnej idei, ażeby w tym punkcie
|
|
|
796 |
sprzeniewierzyć się jej i przechylić w te wątpliwe, ryzykowne i
|
|
|
797 |
dwuznaczne regiony, które nazwiemy tu krótko regionami wielkiej herezji.
|
|
|
798 |
Nasz herezjarcha szedł wśród rzeczy jak magnetyzer, zarażając je i
|
|
|
799 |
uwodząc swym niebezpiecznym czarem. Czy mam nazwać i Paulinę jego
|
|
|
800 |
ofiarą? Stała się ona w owych dniach jego uczennicą, adeptką jego
|
|
|
801 |
teoryj, modelem jego eksperymentów. Tutaj postaram się wyłożyć z
|
|
|
802 |
należytą ostrożnością, i unikając zgorszenia, tę nader kacerską
|
|
|
803 |
doktrynę, która opętała wówczas na długie miesiące mego ojca i opanowała
|
|
|
804 |
wszystkie jego poczynania.
|
|
|
805 |
|
|
|
806 |
TRAKTAT O MANEKINACH ALBO WTÓRA KSIĘGA RODZAJU Demiurgos - mówił mój
|
|
|
807 |
ojciec - nie posiadł monopolu na tworzenie - tworzenie jest przywilejem
|
|
|
808 |
wszystkich duchów. Materii dana jest nieskończona płodność,
|
|
|
809 |
niewyczerpana moc życiowa i zarazem uwodna siła pokusy, która nas nęci
|
|
|
810 |
do formowania. W głębi materii kształtują się niewyraźne uśmiechy,
|
|
|
811 |
zawiązują się napięcia, zgęszczają się próby kształtów. Cała materia
|
|
|
812 |
faluje od nieskończonych możliwości, które przez nią przechodzą mdłymi
|
|
|
813 |
dreszczami. Czekając na ożywcze tchnienie ducha, przelewa się ona w
|
|
|
814 |
sobie bez końca, kusi tysiącem słodkich okrąglizn i miękkości, które z
|
|
|
815 |
siebie w ślepych rojeniach wymajacza. Pozbawiona własnej inicjatywy,
|
|
|
816 |
lubieżnie podatna, po kobiecemu plastyczna, uległa wobec wszystkich
|
|
|
817 |
impulsów - stanowi ona teren wyjęty spod prawa, otwarty dla wszelkiego
|
|
|
818 |
rodzaju szarlatanerii i dyletantyzmów, domenę wszelkich nadużyć i
|
|
|
819 |
wątpliwych manipulacji demiurgicznych. Materia jest najbierniejszą i
|
|
|
820 |
najbezbronniejszą istotą w kosmosie. Każdy może ją ugniatać, formować,
|
|
|
821 |
każdemu jest posłuszna. Wszystkie organizacje materii są nietrwałe i
|
|
|
822 |
luźne, łatwe do uwstecznienia i rozwiązania. Nie ma żadnego zła w
|
|
|
823 |
redukcji życia do form innych i nowych. Zabójstwo nie jest grzechem.
|
|
|
824 |
Jest ono nieraz koniecznym gwałtem wobec opornych i skostniałych form
|
|
|
825 |
bytu, które przestały być zajmujące. W interesie ciekawego i ważnego
|
|
|
826 |
eksperymentu może ono nawet stanowić zasługę. Tu jest punkt wyjścia dla
|
|
|
827 |
nowej apologii sadyzmu. Mój ojciec był niewyczerpany w gloryfikacji tego
|
|
|
828 |
przedziwnego elementu, jakim była materia. - Nie ma materii martwej -
|
|
|
829 |
nauczał - martwota jest jedynie pozorem, za którym ukrywają się nieznane
|
|
|
830 |
formy życia. Skala tych form jest nieskończona, a odcienie i niuanse
|
|
|
831 |
niewyczerpane. Demiurgos był w posiadaniu ważnych i ciekawych recept
|
|
|
832 |
twórczych. Dzięki nim stworzył on mnogość rodzajów, odnawiających się
|
|
|
833 |
własną siłą. Nie wiadomo, czy recepty te kiedykolwiek zostaną
|
|
|
834 |
zrekonstruowane. Ale jest to niepotrzebne, gdyż jeśliby nawet te
|
|
|
835 |
klasyczne metody kreacji okazały się raz na zawsze niedostępne,
|
|
|
836 |
pozostają pewne metody illegalne, cały bezmiar metod heretyckich i
|
|
|
837 |
występnych. W miarę jak ojciec od tych ogólnych zasad kosmogonii zbliżał
|
|
|
838 |
się do terenu swych ciaśniejszych zainteresowań, głos jego zniżał się do
|
|
|
839 |
wnikliwego szeptu, wykład stawał się coraz trudniejszy i zawilszy, a
|
|
|
840 |
wyniki, do których dochodził, gubiły się w coraz bardziej wątpliwych i
|
|
|
841 |
ryzykownych regionach. Gestykulacja jego nabierała ezoterycznej
|
|
|
842 |
solenności. Przymykał jedno oko, przykładał dwa palce do czoła, chytrość
|
|
|
843 |
jego spojrzenia stawała się wprost niesamowita. Wwiercał się tą
|
|
|
844 |
chytrością w swe interlokutorki, gwałcił cynizmem tego spojrzenia
|
|
|
845 |
najwstydliwsze, najintymniejsze w nich rezerwy i dosięgał wymykające się
|
|
|
846 |
w najgłębszym zakamarku, przypierał do ściany i łaskotał, drapał
|
|
|
847 |
ironicznym palcem, póki nie dołaskotał się błysku zrozumienia i śmiechu,
|
|
|
848 |
śmiechu przyznania i porozumienia się, którym w końcu musiało się
|
|
|
849 |
kapitulować. Dziewczęta siedziały nieruchomo, lampa kopciła, sukno pod
|
|
|
850 |
igłą maszyny dawno się zsunęło, a maszyna stukotała pusto, stębnując
|
|
|
851 |
czarne, bezgwiezdne sukno, odwijające się z postawu nocy zimowej za
|
|
|
852 |
oknem. - Zbyt długo żyliśmy pod terrorem niedościgłej doskonałości
|
|
|
853 |
Demiurga - mówił mój ojciec - zbyt długo doskonałość jego tworu
|
|
|
854 |
paraliżowała naszą własną twórczość. Nie chcemy z nim konkurować. Nie
|
|
|
855 |
mamy ambicji mu dorównać. Chcemy być twórcami we własnej, niższej
|
|
|
856 |
sferze, pragniemy dla siebie twórczości, pragniemy rozkoszy twórczej,
|
|
|
857 |
pragniemy - jednym słowem - demiurgii. - Nie wiem, w czyim imieniu
|
|
|
858 |
proklamował mój ojciec te postulaty, jaka zbiorowość, jaka korporacja,
|
|
|
859 |
sekta czy zakon, nadawała swą solidarnością patos jego słowom. Co do
|
|
|
860 |
nas, to byliśmy dalecy od wszelkich zakusów demłurgicznych. Lecz ojciec
|
|
|
861 |
mój rozwinął tymczasem program tej wtórej demiurgii, obraz tej drugiej
|
|
|
862 |
generacji stworzeń, która stanąć miała w otwartej opozycji do panującej
|
|
|
863 |
epoki. - Nie zależy nam - mówił on - na tworach o długim oddechu, na
|
|
|
864 |
istotach na daleką metę. Nasze kreatury nie będą bohaterami romansów w
|
|
|
865 |
wielu tomach. Ich role będą krótkie, lapidarne, ich charaktery - bez
|
|
|
866 |
dalszych planów. Często dla jednego gestu, dla jednego słowa podejmiemy
|
|
|
867 |
się trudu powołania ich do życia na tę jedną chwilę. Przyznajemy
|
|
|
868 |
otwarcie: nie będziemy kładli nacisku na trwałość ani solidność
|
|
|
869 |
wykonania, twory nasze będą jak gdyby prowizoryczne, na jeden raz
|
|
|
870 |
zrobione. Jeśli będą to ludzie, to damy im na przykład tylko jedną
|
|
|
871 |
stronę twarzy, jedną rękę, jedną nogę, tę mianowicie, która im będzie w
|
|
|
872 |
ich roli potrzebna. Byłoby pedanterią troszczyć się o ich drugą, nie
|
|
|
873 |
wchodzącą w grę nogę. Z tyłu mogą być po prostu zaszyte płótnem lub
|
|
|
874 |
pobielone. Naszą ambicję pokładać będziemy w tej dumnej dewizie: dla
|
|
|
875 |
każdego gestu inny aktor. Do obsługi każdego słowa, każdego czynu
|
|
|
876 |
powołamy do życia innego człowieka. Taki jest nasz smak, to będzie świat
|
|
|
877 |
według naszego gustu. Demiurgos kochał się w wytrawnych, doskonałych i
|
|
|
878 |
skomplikowanych materiałach, my dajemy pierwszeństwo tandecie. Po prostu
|
|
|
879 |
porywa nas, zachwyca taniość, lichota, tandetność materiału. Czy
|
|
|
880 |
rozumiecie - pytał mój ojciec - głęboki sens tej słabości, tej pasji do
|
|
|
881 |
pstrej bibułki, do papier mâ ché , do lakowej farby, do kłaków i
|
|
|
882 |
trociny? To jest - mówił z bolesnym uśmiechem - nasza miłość do materii
|
|
|
883 |
jako takiej, do jej puszystości i porowatości, do jej jedynej,
|
|
|
884 |
mistycznej konsystencji. Demiurgos, ten wielki mistrz i artysta, czyni
|
|
|
885 |
ją niewidzialną, każe jej zniknąć pod grą życia. My, przeciwnie, kochamy
|
|
|
886 |
jej zgrzyt, jej oporność, jej pałubiastą niezgrabność. Lubimy pod każdym
|
|
|
887 |
gestem, pod każdym ruchem widzieć jej ociężały wysiłek, jej bezwład, jej
|
|
|
888 |
słodką niedźwiedziowatość. Dziewczęta siedziały nieruchomo z szklanymi
|
|
|
889 |
oczyma. Twarze ich były wyciągnięte i zgłupiałe zasłuchaniem, policzki
|
|
|
890 |
podmalowane wypiekami, trudno było w tej chwili ocenić, czy należą do
|
|
|
891 |
pierwszej, czy do drugiej generacji stworzenia. - Słowem - konkludował
|
|
|
892 |
mój ojciec - chcemy stworzyć po raz wtóry człowieka, na obraz i
|
|
|
893 |
podobieństwo manekinu. Tu musimy dla wierności sprawozdawczej opisać
|
|
|
894 |
pewien drobny i błahy incydent, który zaszedł w tym punkcie prelekcji i
|
|
|
895 |
do którego nie przywiązujemy żadnej wagi. Incydent ten, całkowicie
|
|
|
896 |
niezrozumiały i bezsensowny w tym danym szeregu zdarzeń, da się chyba
|
|
|
897 |
wytłumaczyć jako pewnego rodzaju automatyzm szczątkowy, bez antecedensów
|
|
|
898 |
i bez ciągłości, jako pewnego rodzaju złośliwość obiektu, przeniesiona w
|
|
|
899 |
dziedzinę psychiczną. Radzimy czytelnikowi zignorować go z równą
|
|
|
900 |
lekkomyślnością, jak my to czynimy. Oto jego przebieg: W chwili gdy mój
|
|
|
901 |
ojciec wymawiał słowo „manekin”, Adela spojrzała na zegarek na
|
|
|
902 |
bransoletce, po czym porozumiała się spojrzeniem z Poldą. Teraz wysunęła
|
|
|
903 |
się wraz z krzesłem o piędź naprzód, podniosła brzeg sukni, wystawiła
|
|
|
904 |
powoli stopę, opiętą w czarny jedwab, i wyprężyła ją jak pyszczek węża.
|
|
|
905 |
Tak siedziała przez cały czas tej sceny, całkiem sztywno, z wielkimi,
|
|
|
906 |
trzepoczącymi oczyma, pogłębionymi lazurem atropiny, z Poldą i Paulina
|
|
|
907 |
po obu bokach. Wszystkie trzy patrzyły rozszerzonymi oczami na ojca. Mój
|
|
|
908 |
ojciec chrząknął, zamilkł, pochylił się i stał się nagle bardzo
|
|
|
909 |
czerwony. W jednej chwili lineatura jego twarzy, dopiero co tak
|
|
|
910 |
rozwichrzona i pełna wibracji, zamknęła się na spokorniałych rysach. On
|
|
|
911 |
- herezjarcha natchniony, ledwo wypuszczony z wichru uniesienia - złożył
|
|
|
912 |
się nagle w sobie, zapadł i zwinął. A może wymieniono go na innego. Ten
|
|
|
913 |
inny siedział sztywny, bardzo czerwony, ze spuszczonymi oczyma. Panna
|
|
|
914 |
Polda podeszła i pochyliła się nad nim. Klepiąc go lekko po plecach,
|
|
|
915 |
mówiła tonem łagodnej zachęty: - Jakub będzie rozsądny, Jakub posłucha,
|
|
|
916 |
Jakub nie będzie uparty. No, proszę... Jakub, Jakub... Wypięty
|
|
|
917 |
pantofelek Adeli drżał lekko i błyszczał jak języczek węża. Mój ojciec
|
|
|
918 |
podniósł się powoli ze spuszczonymi oczyma, postąpił krok naprzód, jak
|
|
|
919 |
automat, i osunął się na kolana. Lampa syczała w ciszy, w gęstwinie
|
|
|
920 |
tapet biegły tam i z powrotem wymowne spojrzenia, leciały szepty
|
|
|
921 |
jadowitych języków, gzygzaki myśli...
|
|
|
922 |
|
|
|
923 |
TRAKTAT O MANEKINACH Ciąg dalszy Następnego wieczora ojciec podjął z
|
|
|
924 |
odnowioną swadą ciemny i zawiły swój temat. Lineatura jego zmarszczek
|
|
|
925 |
rozwijała się i zawijała z wyrafinowaną chytrością. W każdej spirali
|
|
|
926 |
ukryty był pocisk ironii. Ale czasami inspiracja rozszerzała kręgi jego
|
|
|
927 |
zmarszczek, które rosły jakąś ogromną wirującą grozą, uchodząc w
|
|
|
928 |
milczących wolutach w głąb nocy zimowej. - Figury panopticum, moje panie
|
|
|
929 |
- zaczął on - kalwaryjskie parodie manekinów, ale nawet w tej postaci
|
|
|
930 |
strzeżcie się lekko je traktować. Materia nie zna żartów. Jest ona
|
|
|
931 |
zawsze pełna tragicznej powagi. Kto ośmiela się myśleć, że można igrać z
|
|
|
932 |
materią, że kształtować ją można dla żartu, że żart nie wrasta w nią,
|
|
|
933 |
nie wżera się natychmiast jak los, jak przeznaczenie? Czy przeczuwacie
|
|
|
934 |
ból, cierpienie głuche, nie wyzwolone, zakute w materię cierpienie tej
|
|
|
935 |
pałuby, która nie wie, czemu nią jest, czemu musi trwać w tej gwałtem
|
|
|
936 |
narzuconej formie, będącej parodią? Czy pojmujecie potęgę wyrazu, formy,
|
|
|
937 |
pozoru, tyrańską samowolę, z jaką rzuca się on na bezbronną kłodę i
|
|
|
938 |
opanowuje, jak własna, tyrańska, panosząca się dusza? Nadajecie jakiejś
|
|
|
939 |
głowie z kłaków i płótna wyraz gniewu i pozostawiacie ją z tym gniewem,
|
|
|
940 |
z tą konwulsją, z tym napięciem raz na zawsze, zamkniętą ze ślepą
|
|
|
941 |
złością, dla której nie ma odpływu. Tłum śmieje się z tej parodii.
|
|
|
942 |
Płaczcie, moje panie, nad losem własnym, widząc nędzę materii więzionej,
|
|
|
943 |
gnębionej materii, która nie wie, kim jest i po co jest, dokąd prowadzi
|
|
|
944 |
ten gest, który jej raz na zawsze nadano. Tłum śmieje się. Czy
|
|
|
945 |
rozumiecie straszny sadyzm, upajające, demiurgiczne okrucieństwo tego
|
|
|
946 |
śmiechu? Bo przecież płakać nam, moje panie, trzeba nad losem własnym na
|
|
|
947 |
widok tej nędzy materii, gwałconej materii, na której dopuszczono się
|
|
|
948 |
strasznego bezprawia. Stąd płynie, moje panie, straszny smutek
|
|
|
949 |
wszystkich błazeńskich golemów, wszystkich pałub, zadumanych tragicznie
|
|
|
950 |
nad śmiesznym swym grymasem. Oto jest anarchista Luccheni, morderca
|
|
|
951 |
cesarzowej Elżbiety, oto Draga, demoniczna i nieszczęśliwa królowa
|
|
|
952 |
Serbii, oto genialny młodzieniec, nadzieja i duma rodu, którego zgubił
|
|
|
953 |
nieszczęsny nałóg onanii. O, ironio tych nazw, tych pozorów! Czy jest w
|
|
|
954 |
tej pałubie naprawdę coś z królowej Dragi, jej sobowtór, najdalszy bodaj
|
|
|
955 |
cień jej istoty? To podobieństwo, ten pozór, ta nazwa uspokaja nas i nie
|
|
|
956 |
pozwala nam pytać, kim jest dla siebie samego ten twór nieszczęśliwy. A
|
|
|
957 |
jednak to musi być ktoś, moje panie, ktoś anonimowy, ktoś groźny, ktoś
|
|
|
958 |
nieszczęśliwy, ktoś, co nie słyszał nigdy w swym głuchym życiu o
|
|
|
959 |
królowej Dradze... Czy słyszeliście po nocach straszne wycie tych pałub
|
|
|
960 |
woskowych, zamkniętych w budach jarmarcznych, żałosny chór tych kadłubów
|
|
|
961 |
z drzewa i porcelany, walących pięściami w ściany swych więzień? W
|
|
|
962 |
twarzy mego ojca, rozwichrzonej grozą spraw, które wywołał z ciemności,
|
|
|
963 |
utworzył się wir zmarszczek, lej rosnący w głąb, na którego dnie gorzało
|
|
|
964 |
groźne oko prorocze. Broda jego zjeżyła się dziwnie, wiechcie i pędzle
|
|
|
965 |
włosów, strzelające z brodawek, z pieprzów, z dziurek od nosa,
|
|
|
966 |
nastroszyły się na swych korzonkach. Tak stał drętwy, z gorejącymi
|
|
|
967 |
oczyma, drżąc od wewnętrznego wzburzenia, jak automat, który zaciął się
|
|
|
968 |
i zatrzymał na martwym punkcie. Adela wstała z krzesła i poprosiła nas o
|
|
|
969 |
przymknięcie oczu na to, co się za chwilę stanie. Potem podeszła do ojca
|
|
|
970 |
i z rękoma na biodrach, przybierając pozór podkreślonej stanowczości,
|
|
|
971 |
zażądała bardzo dobitnie... Panienki siedziały sztywno, ze spuszczonymi
|
|
|
972 |
oczyma, w dziwnej drętwości...
|
|
|
973 |
|
|
|
974 |
TRAKTAT O MANEKINACH Dokończenie Któregoś z następnych wieczorów ojciec
|
|
|
975 |
mój w te słowa ciągnął dalej swą prelekcję: - Nie o tych
|
|
|
976 |
nieporozumieniach ucieleśnionych, nie o tych smutnych parodiach, moje
|
|
|
977 |
panie, owocach prostackiej i wulgarnej niepowściągliwości - chciałem
|
|
|
978 |
mówić zapowiadając mą rzecz o manekinach. Miałem na myśli coś innego. Tu
|
|
|
979 |
ojciec mój zaczął budować przed naszymi oczyma obraz tej wymarzonej
|
|
|
980 |
przez niego „generaiio aequivoca”, jakiegoś pokolenia istot na wpół
|
|
|
981 |
tylko organicznych, jakiejś pseudowegetacji i pseudofauny, rezultatów
|
|
|
982 |
fantastycznej fermentacji materii. Były to twory podobne z pozoru do
|
|
|
983 |
istot żywych, do kręgowców, skorupiaków, członkonogów, lecz pozór ten
|
|
|
984 |
mylił. Były to w istocie istoty amorfne, bez wewnętrznej struktury,
|
|
|
985 |
płody imitatywnej tendencji materii, która obdarzona pamięcią, powtarza
|
|
|
986 |
z przyzwyczajenia raz przyjęte kształty. Skala morfologii, której
|
|
|
987 |
podlega materia, jest w ogóle ograniczona i pewien zasób form powtarza
|
|
|
988 |
się wciąż na różnych kondygnacjach bytu. Istoty te - ruchliwe, wrażliwe
|
|
|
989 |
na bodźce, a jednak dalekie od prawdziwego życia - można było otrzymać
|
|
|
990 |
zawieszając pewne skomplikowane koloidy w roztworach soli kuchennej.
|
|
|
991 |
Koloidy te po kilku dniach formowały się, organizowały w pewne
|
|
|
992 |
zagęszczenia substancji przypominającej niższe formy fauny. U istot tak
|
|
|
993 |
powstałych można było stwierdzić proces oddychania, przemianę materii,
|
|
|
994 |
ale analiza chemiczna nie wykazywała w nich nawet śladu połączeń
|
|
|
995 |
białkowych ani w ogóle związków węgla. Wszelako prymitywne te formy były
|
|
|
996 |
niczym w porównaniu z bogactwem kształtów i wspaniałości pseudofauny i
|
|
|
997 |
flory, która pojawia się niekiedy w pewnych ściśle określonych
|
|
|
998 |
środowiskach. Środowiskami tymi są stare mieszkania, przesycone
|
|
|
999 |
emanacjami wielu żywotów i zdarzeń - zużyte atmosfery, bogate w
|
|
|
1000 |
specyficzne ingrediencje marzeń ludzkich - rumowiska, obfitujące w humus
|
|
|
1001 |
wspomnień, tęsknot, jałowej nudy. Na takiej glebie owa pseudowegetacja
|
|
|
1002 |
kiełkowała szybko i powierzchownie, pasożytowała obficie i efemerycznie,
|
|
|
1003 |
pędziła krótkotrwałe generacje, które rozkwitały raptownie i świetnie,
|
|
|
1004 |
ażeby wnet zgasnąć i zwiędnąć. Tapety muszą być w takich mieszkaniach
|
|
|
1005 |
już bardzo zużyte i znudzone nieustanną wędrówką po wszystkich
|
|
|
1006 |
kadencjach rytmów; nic dziwnego, że schodzą na manowce dalekich,
|
|
|
1007 |
ryzykownych rojeń. Rdzeń mebli, ich substancja musi już być rozluźniona,
|
|
|
1008 |
zdegenerowana i podległa występnym pokusom: wtedy na tej chorej,
|
|
|
1009 |
zmęczonej i zdziczałej glebie wykwita, jak piękna wysypka, nalot
|
|
|
1010 |
fantastyczny, kolorowa, bujająca pleśń. - Wiedzą panie - mówił ojciec
|
|
|
1011 |
mój - że w starych mieszkaniach bywają pokoje, o których się zapomina.
|
|
|
1012 |
Nie odwiedzane miesiącami, więdną w opuszczeniu między starymi murami i
|
|
|
1013 |
zdarza się, że zasklepiają się w sobie, zarastają cegłą i, raz na zawsze
|
|
|
1014 |
stracone dla naszej pamięci, powoli tracą też swą egzystencję. Drzwi,
|
|
|
1015 |
prowadzące do nich z jakiegoś podestu tylnych schodów, mogą być tak
|
|
|
1016 |
dhigo przeoczane przez domowników, aż wrastają, wchodzą w ścianę, która
|
|
|
1017 |
zaciera ich ślad w fantastycznym rysunku pęknięć i rys. - Wszedłem raz -
|
|
|
1018 |
mówił ojciec mój - wczesnym rankiem na schyłku zimy, po wielu miesiącach
|
|
|
1019 |
nieobecności, do takiego na wpół zapomnianego traktu i zdumiony byłem
|
|
|
1020 |
wyglądem tych pokojów. Z wszystkich szpar w podłodze, z wszystkich
|
|
|
1021 |
gzymsów i framug wystrzelały cienkie pędy i napełniały szare powietrze
|
|
|
1022 |
migotliwą koronką filigranowego listowia, ażurową gęstwiną jakiejś
|
|
|
1023 |
cieplarni, pełnej szeptów, lśnień, kołysań, jakiejś fałszywej i błogiej
|
|
|
1024 |
wiosny. Dookoła łóżka, pod wieloramienną lampą, wzdłuż szaf chwiały się
|
|
|
1025 |
kępy delikatnych drzew, rozpryskiwały w górze w świetliste korony, w
|
|
|
1026 |
fontanny koronkowego listowia, bijące aż pod malowane niebo sufitu
|
|
|
1027 |
rozpylonym chlorofilem. W przyspieszonym procesie kwitnienia kiełkowały
|
|
|
1028 |
w tym listowiu ogromne, białe i różowe kwiaty, pączkowały w oczach,
|
|
|
1029 |
bujały od środka różowym miąższem i przelewały się przez brzegi, gubiąc
|
|
|
1030 |
płatki i rozpadając się w prędkim przekwitaniu. - Byłem szczęśliwy -
|
|
|
1031 |
mówił mój ojciec - z tego niespodzianego rozkwitu, który napełnił
|
|
|
1032 |
powietrze migotliwym szelestem, łagodnym szumem, przesypującym się jak
|
|
|
1033 |
kolorowe confetti przez cienkie rózgi gałązek. Widziałem, jak z drgania
|
|
|
1034 |
powietrza, z fermentacji zbyt bogatej aury wydziela się i materializuje
|
|
|
1035 |
to pospieszne kwitnienie, przelewanie się i rozpadanie fantastycznych
|
|
|
1036 |
oleandrów, które napełniły pokój rzadką, leniwą śnieżycą wielkich,
|
|
|
1037 |
różowych kiści kwietnych. - Nim zapadł wieczór - kończył ojciec - nie
|
|
|
1038 |
było już śladu tego świetnego rozkwitu. Cała złudna ta fatamorgana była
|
|
|
1039 |
tylko mistyfikacją, wypadkiem dziwnej symulacji materii, która podszywa
|
|
|
1040 |
się pod pozór życia. Ojciec mój był dnia tego dziwnie ożywiony,
|
|
|
1041 |
spojrzenia jego, chytre, ironiczne spojrzenia, tryskały werwą i humorem.
|
|
|
1042 |
Potem, nagle poważniejąc, znów rozpatrywał nieskończoną skalę form i
|
|
|
1043 |
odcieni, jakie przybierała wielokształtna materia. Fascynowały go formy
|
|
|
1044 |
graniczne, wątpliwe i problematyczne, jak ektoplazma somnambulików,
|
|
|
1045 |
pseudomateria, emanacja kataleptyczna mózgu, która w pewnych wypadkach
|
|
|
1046 |
rozrastała się z ust uśpionego na cały stół, napełniała cały pokój, jako
|
|
|
1047 |
bujająca, rzadka tkanka, astralne ciasto, na pograniczu ciała i ducha. -
|
|
|
1048 |
Kto wie - mówił - ile jest cierpiących, okaleczonych, fragmentarycznych
|
|
|
1049 |
postaci życia, jak sztucznie sklecone, gwoździami na gwałt zbite życie
|
|
|
1050 |
szaf i stołów, ukrzyżowanego drzewa, cichych męczenników okrutnej
|
|
|
1051 |
pomysłowości ludzkiej. Straszliwe transplantacje obcych i nienawidzących
|
|
|
1052 |
się ras drzewa, skucie ich w jedną nieszczęśliwą osobowość. Ile starej,
|
|
|
1053 |
mądrej męki jest w bejcowanych słojach, żyłach i fladrach naszych
|
|
|
1054 |
starych, zaufanych szaf. Kto rozpozna w nich stare, zheblowane,
|
|
|
1055 |
wypolerowane do niepoznaki rysy, uśmiechy, spojrzenia! Twarz mego ojca,
|
|
|
1056 |
gdy to mówił, rozeszła się zamyśloną lineaturą zmarszczek, stała się
|
|
|
1057 |
podobna do sęków i słojów starej deski, z której zheblowano wszystkie
|
|
|
1058 |
wspomnienia. Przez chwilę myśleliśmy, że ojciec popadnie w stan
|
|
|
1059 |
drętwoty, który nawiedzał go czasem, ale ocknął się nagle, opamiętał i
|
|
|
1060 |
tak ciągnął dalej: - Dawne, mistyczne plemiona balsamowały swych
|
|
|
1061 |
umarłych. W ściany ich mieszkań były wprawione, wmurowane ciała, twarze:
|
|
|
1062 |
w salonie stał ojciec - wypchany, wygarbowana żona-nieboszczka była
|
|
|
1063 |
dywanem pod stołem. Znałem pewnego kapitana, który miał w swej kajucie
|
|
|
1064 |
lampę-meluzynę, zrobioną przez malajskich balsamistów z jego
|
|
|
1065 |
zamordowanej kochanki. Na głowie miała ogromne rogi jelenie. W ciszy
|
|
|
1066 |
kajuty głowa ta, rozpięta między gałęziami rogów u stropu, powoli
|
|
|
1067 |
otwierała rzęsy oczu; na rozchylonych ustach lśniła błonka śliny,
|
|
|
1068 |
pękająca od cichego szeptu. Głowonogi, żółwie i ogromne kraby,
|
|
|
1069 |
zawieszone na belkach sufitu jako kandelabry i pająki, przebierały w tej
|
|
|
1070 |
ciszy bez końca nogami, szły i szły na miejscu... Twarz mojego ojca
|
|
|
1071 |
przybrała naraz wyraz troski i smutku, gdy myśli jego na drogach nie
|
|
|
1072 |
wiedzieć jakich asocjacji przeszły do nowych przykładów: - Czy mam
|
|
|
1073 |
przemilczeć - mówił przyciszonym głosem - że brat mój na skutek długiej
|
|
|
1074 |
i nieuleczalnej choroby zamienił się stopniowo w zwój kiszek gumowych,
|
|
|
1075 |
że biedna moja kuzynka dniem i nocą nosiła go w poduszkach, nucąc
|
|
|
1076 |
nieszczęśliwemu stworzeniu nieskończone kołysanki nocy zimowych? Czy
|
|
|
1077 |
może być coś smutniejszego niż człowiek zamieniony w kiszkę hegarową? Co
|
|
|
1078 |
za rozczarowanie dla rodziców, co za dezorientacja dla ich uczuć, co za
|
|
|
1079 |
rozwianie wszystkich nadziei, wiązanych z obiecującym młodzieńcem! A
|
|
|
1080 |
jednak wierna miłość biednej kuzynki towarzyszyła mu i w tej przemianie.
|
|
|
1081 |
- Ach! nie mogę już dłużej, nie mogę tego słuchać! - jęknęła Polda
|
|
|
1082 |
przechylając się na krześle. - Ucisz go, Adelo... Dziewczęta wstały,
|
|
|
1083 |
Adela podeszła do ojca i wyciągniętym palcem uczyniła ruch zaznaczający
|
|
|
1084 |
łaskotanie. Ojciec stropił się, zamilkł i zaczął, pełen przerażenia,
|
|
|
1085 |
cofać się tyłem przed kiwającym się palcem Adeli. Ta szła za nim ciągle,
|
|
|
1086 |
grożąc mu jadowicie palcem, i wypierała go krok za krokiem z pokoju.
|
|
|
1087 |
Paulina ziewnęła przeciągając się. Obie z Poldą, wsparte o siebie
|
|
|
1088 |
ramionami, spojrzały sobie w oczy z uśmiechem.
|
|
|
1089 |
|
|
|
1090 |
NEMROD Cały sierpień owego roku przebawiłem się z małym, kapitalnym
|
|
|
1091 |
pieskiem, który pewnego dnia znalazł się na podłodze naszej kuchni,
|
|
|
1092 |
niedołężny i piszczący, pachnący jeszcze mlekiem i niemowlęctwem, z nie
|
|
|
1093 |
uformowanym, okrągławym, drżącym łebkiem, z łapkami jak u kreta
|
|
|
1094 |
rozkraczonymi na boki i z najdelikatniejszą, mięciutką sierścią. Od
|
|
|
1095 |
pierwszego wejrzenia zdobyła sobie ta kruszynka życia cały zachwyt, cały
|
|
|
1096 |
entuzjazm chłopięcej duszy. Z jakiego nieba spadł tak niespodzianie ten
|
|
|
1097 |
ulubieniec bogów, milszy sercu od najpiękniejszych zabawek? Że też
|
|
|
1098 |
stare, zgoła nieinteresujące pomywaczki wpadają niekiedy na tak świetne
|
|
|
1099 |
pomysły i przynoszą z przedmieścia - o całkiem wczesnej,
|
|
|
1100 |
transcendentalnej porannej godzinie - takiego oto pieska do naszej
|
|
|
1101 |
kuchni! Ach! było się jeszcze - niestety - nieobecnym, nieurodzonym z
|
|
|
1102 |
ciemnego łona snu, a już to szczęście ziściło się, już czekało na nas,
|
|
|
1103 |
niedołężnie leżące na chłodnej podłodze kuchni, nie docenione przez
|
|
|
1104 |
Adelę i domowników. Dlaczego nie obudzono mnie wcześniej! Talerzyk mleka
|
|
|
1105 |
na podłodze świadczył o macierzyńskich impulsach Adeli, świadczył
|
|
|
1106 |
niestety także i o chwilach przeszłości, dla mnie na zawsze straconej, o
|
|
|
1107 |
rozkoszach przybranego macierzyństwa, w których nie brałem udziału. Ale
|
|
|
1108 |
przede mną leżała jeszcze cała przyszłość. Jakiż bezmiar doświadczeń,
|
|
|
1109 |
eksperymentów, odkryć otwierał się teraz! Sekret życia, jego
|
|
|
1110 |
najistotniejsza tajemnica sprowadzona do tej prostszej, poręczniejszej i
|
|
|
1111 |
zabawkowej formy odsłaniała się tu nienasyconej ciekawości. Było to
|
|
|
1112 |
nadwyraz interesujące, mieć na własność taką odrobinkę życia, taką
|
|
|
1113 |
cząsteczkę wieczystej tajemnicy, w postaci tak zabawnej i nowej,
|
|
|
1114 |
budzącej nieskończoną ciekawość i respekt sekretny swą obcością,
|
|
|
1115 |
niespodzianą transpozycją tego samego wątku życia, który i w nas był, na
|
|
|
1116 |
formę od naszej odmienną, zwierzęcą. Zwierzęta! cel nienasyconej
|
|
|
1117 |
ciekawości, egzemplifikacje zagadki życia, jakby stworzone po to, by
|
|
|
1118 |
człowiekowi pokazać człowieka, rozkładając jego bogactwo i komplikację
|
|
|
1119 |
na tysiąc kalejdoskopowych możliwości, każdą doprowadzoną do jakiegoś
|
|
|
1120 |
paradoksalnego krańca, do jakiejś wybujałości pełnej charakteru.
|
|
|
1121 |
Nieobciążone splotem egzotycznych interesów, mącących stosunki
|
|
|
1122 |
międzyludzkie, otwierało się serce pełne sympatii dla obcych emanacji
|
|
|
1123 |
wiecznego życia, pełne miłosnej współpracującej ciekawości, która była
|
|
|
1124 |
zamaskowanym głosem samopoznania. Piesek był aksamitny, ciepły i
|
|
|
1125 |
pulsujący małym, pospiesznym sercem. Miał dwa miękkie płatki uszu,
|
|
|
1126 |
niebieskawe, mętne oczka, różowy pyszczek, do którego można było włożyć
|
|
|
1127 |
palec bez żadnego niebezpieczeństwa, łapki delikatne i niewinne, z
|
|
|
1128 |
wzruszającą, różową brodaweczką z tyłu, nad stopami przednich nóg.
|
|
|
1129 |
Właził nimi do miski z mlekiem, żarłoczny i niecierpliwy, chłepcący
|
|
|
1130 |
napój różowym języczkiem, ażeby po nasyceniu się podnieść żałośnie małą
|
|
|
1131 |
mordkę z kroplą mleka na brodzie i wycofać się niedołężnie z kąpieli
|
|
|
1132 |
mlecznej. Chód jego był niezgrabnym toczeniem się, bokiem na ukos w
|
|
|
1133 |
niezdecydowanym kierunku, po linii trochę pijanej i chwiejnej. Dominantą
|
|
|
1134 |
jego nastroju była jakaś nieokreślona i zasadnicza żałość, sieroctwo i
|
|
|
1135 |
bezradność - niezdolność do zapełnienia czymś pustki życia pomiędzy
|
|
|
1136 |
sensacjami posiłków. Objawiało się to bezplanowością i niekonsekwencją
|
|
|
1137 |
ruchów, irracjonalnymi napadami nostalgii z żałosnym skomleniem i
|
|
|
1138 |
niemożnością znalezienia sobie miejsca. Nawet jeszcze w głębi snu, w
|
|
|
1139 |
którym potrzebę oparcia się i przytulenia zaspokajać musiał używając do
|
|
|
1140 |
tego własnej swej osoby, zwiniętej w kłębek drżący - towarzyszyło mu
|
|
|
1141 |
poczucie osamotnienia i bezdomności. Ach, życie - młode i wątłe życie,
|
|
|
1142 |
wypuszczone z zaufanej ciemności, z przytulnego ciepła łona
|
|
|
1143 |
macierzystego w wielki i obcy, świetlany świat, jakże kurczy się ono i
|
|
|
1144 |
cofa, jak wzdraga się zaakceptować tę imprezę, którą mu proponują -
|
|
|
1145 |
pełne awersji i zniechęcenia! Lecz zwolna mały Nemrod (otrzymał był to
|
|
|
1146 |
dumne i wojownicze imię) zaczyna smakować w życiu. Wyłączne opanowanie
|
|
|
1147 |
obrazem macierzystej prajedni ustępuje urokowi wielości. Świat zaczyna
|
|
|
1148 |
nań nastawiać pułapki: nieznany a czarujący smak różnych pokarmów,
|
|
|
1149 |
czworobok porannego słońca na podłodze, na którym tak dobrze jest
|
|
|
1150 |
położyć się, ruchy własnych członków, własne łapki, ogonek, figlarnie
|
|
|
1151 |
wyzywający do zabawy z samym sobą, pieszczoty ręki ludzkiej, pod którymi
|
|
|
1152 |
zwolna dojrzewa pewna swawolność, wesołość rozpierająca ciało i rodząca
|
|
|
1153 |
potrzebę zgoła nowych, gwałtownych i ryzykownych ruchów - wszystko to
|
|
|
1154 |
przekupuje, przekonywa i zachęca do przyjęcia, do pogodzenia się z
|
|
|
1155 |
eksperymentem życia. I jeszcze jedno. Nemrod zaczyna rozumieć, że to, co
|
|
|
1156 |
mu się tu podsuwa, mimo pozorów nowości jest w gruncie rzeczy czymś, co
|
|
|
1157 |
już było - było wiele razy - nieskończenie wiele razy. Jego ciało
|
|
|
1158 |
poznaje sytuacje, wrażenia i przedmioty. W gruncie rzeczy to wszystko
|
|
|
1159 |
nie dziwi go zbytnio. W obliczu każdej nowej sytuacji daje nura w swoją
|
|
|
1160 |
pamięć, w głęboką pamięć ciała, i szuka omackiem, gorączkowo - i bywa,
|
|
|
1161 |
że znajduje w sobie odpowiednią reakcję już gotową: mądrość pokoleń,
|
|
|
1162 |
złożoną w jego plazmie, w jego nerwach. Znajduje jakieś czyny, decyzje,
|
|
|
1163 |
o których sam nie wiedział, że już w nim dojrzały, że czekały na to, by
|
|
|
1164 |
wyskoczyć. Sceneria jego młodego życia, kuchnia z wonnymi cebrami, ze
|
|
|
1165 |
ścierkami o skomplikowanej i intrygującej woni, z kłapaniem pantofli
|
|
|
1166 |
Adeli, z jej hałaśliwym krzątaniem się - nie straszy go więcej. Przywykł
|
|
|
1167 |
uważać ją za swoją domenę, zadomowił się w niej i począł rozwijać w
|
|
|
1168 |
stosunku do niej niejasne poczucie przynależności, ojczyzny. Chyba że
|
|
|
1169 |
niespodzianie spadał nań kataklizm w postaci szorowania podłogi -
|
|
|
1170 |
obalenie praw natury, chlusty ciepłego ługu, podmywające wszystkie
|
|
|
1171 |
meble, i groźny szurgot szczotek Adeli. Ale niebezpieczeństwo mija,
|
|
|
1172 |
szczotka uspokojona i nieruchoma leży cicho w kącie, schnąca podłoga
|
|
|
1173 |
pachnie miło mokrym drzewem. Nemrod, przywrócony znowu do swych
|
|
|
1174 |
normalnych praw i do swobody na terenie własnym, czuje żywą ochotę
|
|
|
1175 |
chwytać zębami stary koc na podłodze i targać nim z całej siły na prawo
|
|
|
1176 |
i lewo. Pacyfikacja żywiołów napełnia go niewymowną radością. Wtem staje
|
|
|
1177 |
jak wryty: przed nim, o jakie trzy kroki pieskie, posuwa się czarna
|
|
|
1178 |
maszkara, potwór sunący szybko na pręcikach wielu pogmatwanych nóg. Do
|
|
|
1179 |
głębi wstrząśnięty Nemrod posuwa wzrokiem za skośnym kursem błyszczącego
|
|
|
1180 |
owada, śledząc w napięciu ten płaski, bezgłowy i ślepy kadłub, niesiony
|
|
|
1181 |
niesamowitą ruchliwością pajęczych nóg. Coś w nim na ten widok wzbiera,
|
|
|
1182 |
coś dojrzewa, pęcznieje, czego sam jeszcze nie rozumie, niby jakiś gniew
|
|
|
1183 |
albo strach, lecz raczej przyjemny i połączony z dreszczem siły,
|
|
|
1184 |
samopoczucia, agresywności. I nagle opada na przednie łapki i wyrzuca z
|
|
|
1185 |
siebie głos, jeszcze jemu samemu nie znany, obcy, całkiem niepodobny do
|
|
|
1186 |
zwykłego kwilenia. Wyrzuca go z siebie raz, i jeszcze raz, i jeszcze,
|
|
|
1187 |
cienkim dyszkantem, który się co chwila wykoleja. Ale nadaremnie
|
|
|
1188 |
apostrofuje owada w tym nowym, z nagłego natchnienia zrodzonym języku. W
|
|
|
1189 |
kategoriach umysłu karakoniego nie ma miejsca na tę tyradę i owad odbywa
|
|
|
1190 |
dalej swą skośną turę ku kątowi pokoju, wśród ruchów uświęconych
|
|
|
1191 |
odwiecznym karakonim rytuałem. Wszelako uczucia nienawiści nie mają
|
|
|
1192 |
jeszcze trwałości i mocy w duszy pieska. Nowoobudzona radość życia
|
|
|
1193 |
przeistacza każde uczucie w wesołość. Nemrod szczeka jeszcze, lecz sens
|
|
|
1194 |
tego szczekania zmienił się niepostrzeżenie, stało się ono swoją własną
|
|
|
1195 |
parodią - pragnąc w gruncie rzeczy wysłowić niewymowną udatność tej
|
|
|
1196 |
świetnej imprezy życia, pełnej pikanterii, niespodzianych dreszczyków i
|
|
|
1197 |
point.
|
|
|
1198 |
|
|
|
1199 |
PAN W kącie między tylnymi ścianami szop i przybudówek był zaułek
|
|
|
1200 |
podwórza, najdalsza, ostatnia odnoga, zamknięta między komorę, wychodek
|
|
|
1201 |
i tylną ścianę kurnika - głucha zatoka, poza którą nie było już wyjścia.
|
|
|
1202 |
Był to najdalszy przylądek, Gibraltar tego podwórza, bijący rozpaczliwie
|
|
|
1203 |
głową w ślepy parkan z poziomych desek, zamykającą i ostateczną ścianę
|
|
|
1204 |
tego świata. Spod jego omszonych dyli wyciekała strużka czarnej,
|
|
|
1205 |
śmierdzącej wody, żyła gnijącego, tłustego błota, nigdy nie wysychająca
|
|
|
1206 |
- jedyna droga, która poprzez granice parkanu wyprowadzała w świat. Ale
|
|
|
1207 |
rozpacz smrodliwego zaułka tak długo biła głową w tę zaporę, aż
|
|
|
1208 |
rozluźniła jedną z poziomych, potężnych desek. My, chłopcy, dokonaliśmy
|
|
|
1209 |
reszty i wyważyli, wysunęli ciężką omszałą deskę z osady. Tak zrobiliśmy
|
|
|
1210 |
wyłom, otworzyliśmy okno na słońce. Stanąwszy nogą na desce, rzuconej
|
|
|
1211 |
jak most przez kałużę, mógł więzień podwórza w poziomej pozycji
|
|
|
1212 |
przecisnąć się przez szparę, która wypuszczała go w nowy, przewiewny i
|
|
|
1213 |
rozległy świat. Był tam wielki, zdziczały stary ogród. Wysokie grusze,
|
|
|
1214 |
rozłożyste jabłonie rosły tu z rzadka potężnymi grupami, obsypane
|
|
|
1215 |
srebrnym szelestem, kipiącą siatką białawych połysków. Bujna, zmieszana,
|
|
|
1216 |
nie koszona trawa pokrywała puszystym kożuchem falisty teren. Były tam
|
|
|
1217 |
zwykłe, trawiaste źdźbła łąkowe z pierzastymi kitami kłosów; były
|
|
|
1218 |
delikatne filigrany dzikich pietruszek i marchwi; pomarszczone i
|
|
|
1219 |
szorstkie listki bluszczyków i ślepych pokrzyw, pachnące miętą;
|
|
|
1220 |
łykowate, błyszczące babki, nakrapiane rdzą, wystrzelające kiśćmi
|
|
|
1221 |
grubej, czerwonej kaszy. Wszystko to, splątane i puszyste, przepojone
|
|
|
1222 |
było łagodnym powietrzem, podbite błękitnym wiatrem i napuszczone
|
|
|
1223 |
niebem. Gdy się leżało w trawie, było się przykrytym całą błękitną
|
|
|
1224 |
geografią obłoków i płynących kontynentów, oddychało się całą rozległą
|
|
|
1225 |
mapą niebios. Od tego obcowania z powietrzem liście i pędy pokryły się
|
|
|
1226 |
delikatnymi włoskami, miękkim nalotem puchu, szorstką szczeciną haczków,
|
|
|
1227 |
jak gdyby dla chwytania i zatrzymywania przepływów tlenu. Ten nalot
|
|
|
1228 |
delikatny i białawy spokrewniał liście z atmosferą, dawał im srebrzysty,
|
|
|
1229 |
szary połysk fal powietrznych, cienistych zadumań między dwoma błyskami
|
|
|
1230 |
słońca. A jedna z tych roślin, żółta i pełna mlecznego soku w bladych
|
|
|
1231 |
łodygach, nadęta powietrzem, pędziła ze swych pustych pędów już samo
|
|
|
1232 |
powietrze, sam puch w kształcie pierzastych kul mleczowych rozsypywanych
|
|
|
1233 |
przez powiew i wsiąkających bezgłośnie w błękitną ciszę. Ogród był
|
|
|
1234 |
rozległy i rozgałęziony kilku odnogami i miał różne strefy i klimaty. W
|
|
|
1235 |
jednej stronie był otwarty, pełen mleka niebios i powietrza, i tam
|
|
|
1236 |
podścielał niebu co najmiększą, najdelikatniejszą, najpuszystszą zieleń.
|
|
|
1237 |
Ale w miarę jak opadał w głąb długiej odnogi i zanurzał się w cień
|
|
|
1238 |
między tylną ścianę opuszczonej fabryki wody sodowej, wyraźnie
|
|
|
1239 |
pochmurniał, stawał się opryskliwy i niedbały, zapuszczał się dziko i
|
|
|
1240 |
niechlujnie, srożył się pokrzywami, zjeżał bodiakami, parszywiał
|
|
|
1241 |
chwastem wszelkim, aż w samym końcu między ścianami, w szerokiej
|
|
|
1242 |
prostokątnej zatoce tracił wszelką miarę i wpadał w szał. Tam to nie był
|
|
|
1243 |
już sad, tylko paroksyzm szaleństwa, wybuch wściekłości, cyniczny
|
|
|
1244 |
bezwstyd i rozpusta. Tam, rozbestwione, dając upust swej pasji,
|
|
|
1245 |
panoszyły się puste, zdziczałe kapusty łopuchów - ogromne wiedźmy,
|
|
|
1246 |
rozdziewające się w biały dzień ze swych szerokich spódnic, zrzucając je
|
|
|
1247 |
z siebie, spódnica za spódnicą, aż ich wzdęte, szelestne, dziurawe
|
|
|
1248 |
łachmany oszalałymi płatami grzebały pod sobą kłótliwe to plemię
|
|
|
1249 |
bękarcie. A żarłoczne spódnice puchły i rozpychały się, piętrzyły się
|
|
|
1250 |
jedne na drugich, rozpierały i nakrywały wzajem, rosnąc razem wzdętą
|
|
|
1251 |
masą blach listnych, aż pod niski okap stodoły. Tam to było, gdziem go
|
|
|
1252 |
ujrzał jedyny raz w życiu, o nieprzytomnej od żaru godzinie południa.
|
|
|
1253 |
Była to chwila, kiedy czas, oszalały i dziki, wyłamuje się z kieratu
|
|
|
1254 |
zdarzeń i jak zbiegły włóczęga pędzi z krzykiem na przełaj przez pola.
|
|
|
1255 |
Wtedy lato, pozbawione kontroli, rośnie bez miary i rachuby na całej
|
|
|
1256 |
przestrzeni, rośnie z dzikim impetem na wszystkich punktach, w
|
|
|
1257 |
dwójnasób, w trójnasób, w inny jakiś, wyrodny czas, w nieznaną dymensję,
|
|
|
1258 |
w obłęd. O tej godzinie opanowywał mnie szał łowienia motyli, pasja
|
|
|
1259 |
ścigania tych migocących plamek, tych błędnych, białych płatków,
|
|
|
1260 |
trzęsących się w rozognionym powietrzu niedołężnym gzygzakiem. I
|
|
|
1261 |
zdarzyło się wówczas, że któraś z tych jaskrawych plamek rozpadła się w
|
|
|
1262 |
locie na dwie, potem na trzy - i ten drgający, oślepiająco biały
|
|
|
1263 |
trójpunkt wiódł mnie, jak błędny ognik, przez szał bodiaków, palących
|
|
|
1264 |
się w słońcu. Dopiero na granicy łopuchów zatrzymałem się, nie śmiejąc
|
|
|
1265 |
się pogrążyć w to głuche zapadlisko. Wtedy nagle ujrzałem go. Zanurzony
|
|
|
1266 |
po pachy w łopuchach, kucał przede mną. Widziałem jego grube bary w
|
|
|
1267 |
brudnej koszuli i niechlujny strzęp surduta. Przyczajony jak do skoku,
|
|
|
1268 |
siedział tak - z barami jakby wielkim ciężarem zgarbionymi. Ciało jego
|
|
|
1269 |
dyszało z natężenia, a z miedzianej, błyszczącej w słońcu twarzy lał się
|
|
|
1270 |
pot. Nieruchomy, zdawał się ciężko pracować, mocować się bez ruchu z
|
|
|
1271 |
jakimś ogromnym brzemieniem. Stałem, przygwożdżony jego wzrokiem, który
|
|
|
1272 |
mnie ujął jakby w kleszcze. Była to twarz włóczęgi lub pijaka. Wiecheć
|
|
|
1273 |
brudnych kłaków wichrzył się nad czołem wysokim i wypukłym jak buła
|
|
|
1274 |
kamienna, utoczona przez rzekę. Ale czoło to było skręcone w głębokie
|
|
|
1275 |
bruzdy. Nie wiadomo, czy ból, czy palący żar słońca, czy nadludzkie
|
|
|
1276 |
natężenie wkręciło się tak w tę twarz i napięło rysy do pęknięcia.
|
|
|
1277 |
Czarne oczy wbiły się we mnie z natężeniem najwyższej rozpaczy czy bólu.
|
|
|
1278 |
Te oczy patrzyły na mnie i nie patrzyły, widziały mnie i nie widziały
|
|
|
1279 |
wcale. Były to pękające gałki, wytężone najwyższym uniesieniem bólu albo
|
|
|
1280 |
dziką rozkoszą natchnienia. I nagle z tych rysów, naciągniętych do
|
|
|
1281 |
pęknięcia, wyboczył się jakiś straszny, załamany cierpieniem grymas i
|
|
|
1282 |
ten grymas rósł, brał w siebie tamten obłęd i natchnienie, pęczniał nim,
|
|
|
1283 |
wybaczał się coraz bardziej, aż wyłamał się ryczącym, charczącym kaszlem
|
|
|
1284 |
śmiechu. Do głębi wstrząśnięty, widziałem, jak hucząc śmiechem z
|
|
|
1285 |
potężnych piersi, dźwignął się powoli z kucek i zgarbiony jak goryl, z
|
|
|
1286 |
rękoma w opadających łachmanach spodni, uciekał, człapiąc przez łopocące
|
|
|
1287 |
blachy łopuchów, wielkimi skokami - Pan bez fletu, cofający się w
|
|
|
1288 |
popłochu do swych ojczystych kniei.
|
|
|
1289 |
|
|
|
1290 |
PAN KAROL Po południu w sobotę mój wuj, Karol, wdowiec słomiany,
|
|
|
1291 |
wybierał się pieszo do letniska, oddalonego o godzinę drogi od miasta,
|
|
|
1292 |
do żony i dzieci, które tam na wywczasach bawiły. Od czasu wyjazdu żony
|
|
|
1293 |
mieszkanie było nie sprzątane, łóżko nie zaścielane nigdy. Pan Karol
|
|
|
1294 |
przychodził do mieszkania późną nocą, sponiewierany, spustoszony przez
|
|
|
1295 |
nocne pohulanki, przez które go wlokły te dni upalne i puste. Zmięta,
|
|
|
1296 |
chłodna, dziko rozrzucona pościel była dlań wówczas jakąś błogą
|
|
|
1297 |
przystanią, wyspą zbawczą, do której przypadał ostatkiem sił jak
|
|
|
1298 |
rozbitek, miotany wiele dni i nocy przez wzburzone morze. Omackiem, w
|
|
|
1299 |
ciemności zapadał się gdzieś między białawe chmury, pasma i zwały
|
|
|
1300 |
chłodnego pierza i spał tak w niewiadomym kierunku, na wspak, głową na
|
|
|
1301 |
dół, wbity ciemieniem w puszysty miąższ pościeli, jak gdyby chciał we
|
|
|
1302 |
śnie przewiercić, przewędrować na wskroś te rosnące nocą, potężne masywy
|
|
|
1303 |
pierzyn. Walczył we śnie z tą pościelą, jak pływak z wodą, ugniatał ją i
|
|
|
1304 |
miesił ciałem, jak ogromną dzieżę ciasta, w którą się zapadał, i budził
|
|
|
1305 |
się o szarym świcie zdyszany, oblany potem, wyrzucony na brzeg tego
|
|
|
1306 |
stosu pościeli, którego zmóc nie mógł w ciężkich zapasach nocnych. Tak
|
|
|
1307 |
na wpół wyrzucony z toni snu, wisiał przez chwilę nieprzytomny na
|
|
|
1308 |
krawędzi nocy, chwytając piersiami powietrze, a pościel rosła dokoła
|
|
|
1309 |
niego, puchła i nakisała - i zarastała go znowu zwałem ciężkiego,
|
|
|
1310 |
białawego ciasta. Spał tak do późnego przedpołudnia, podczas gdy
|
|
|
1311 |
poduszki układały się w wielką, białą, płaską równinę, po której
|
|
|
1312 |
wędrował uspokojony sen jego. Tymi białymi gościńcami powracał powoli do
|
|
|
1313 |
siebie, do dnia, do jawy - i wreszcie otwierał oczy, jak śpiący pasażer,
|
|
|
1314 |
gdy pociąg zatrzymuje się na stacji. W pokoju panował odstały półmrok z
|
|
|
1315 |
osadem wielu dni samotności i ciszy. Tylko okno kipiało od rannego
|
|
|
1316 |
rojowiska much i story płonęły jaskrawo. Pan Karol wyziewał ze swego
|
|
|
1317 |
ciała, z głębi jam cielesnych, resztki dnia wczorajszego. To ziewanie
|
|
|
1318 |
chwytało go tak konwulsyjnie, jak gdyby chciało go odwrócić na nice. Tak
|
|
|
1319 |
wyrzucał z siebie ten piasek, te ciężary - nie strawione restancje dnia
|
|
|
1320 |
wczorajszego. Ulżywszy sobie w ten sposób, i swobodniejszy, wciągał do
|
|
|
1321 |
notesu wydatki, kalkulował, obliczał i marzył. Potem leżał długo
|
|
|
1322 |
nieruchomy, z szklanymi oczyma, które były koloru wody, wypukłe i
|
|
|
1323 |
wilgotne. W wodnistym półmroku pokoju, rozjaśnionym refleksem dnia
|
|
|
1324 |
upalnego za storami, oczy jego jak maleńkie lusterka odbijały wszystkie
|
|
|
1325 |
błyszczące przedmioty: białe plamy słońca w szparach okna, złoty
|
|
|
1326 |
prostokąt stor, i powtarzały, jak kropla wody, cały pokój z ciszą
|
|
|
1327 |
dywanów i pustych krzeseł. Tymczasem dzień za storami huczał coraz
|
|
|
1328 |
płomienniej bzykaniem much oszalałych od słońca. Okno nie mogło
|
|
|
1329 |
pomieścić tego białego pożaru i story omdlewały od jasnych falowań.
|
|
|
1330 |
Wtedy wywlekał się z pościeli i siedział jeszcze jakiś czas na łóżku,
|
|
|
1331 |
stękając bezwiednie. Jego trzydziestokilkoletnie ciało zaczynało
|
|
|
1332 |
skłaniać się do korpulencji. W tym organizmie, nabrzmiewającym
|
|
|
1333 |
tłuszczem, znękanym od nadużyć płciowych, ale wciąż wzbierającym bujnymi
|
|
|
1334 |
sokami, zdawał się teraz zwolna dojrzewać w tej ciszy jego przyszły los.
|
|
|
1335 |
Gdy tak siedział w bezmyślnym, wegetatywnym osłupieniu, cały zamieniony
|
|
|
1336 |
w krążenie, w respirację, w głębokie pulsowanie soków, rosła w głębi
|
|
|
1337 |
jego ciała, spoconego i pokrytego włosem w rozlicznych miejscach, jakaś
|
|
|
1338 |
niewiadoma, nie sformułowana przyszłość, niby potworna narośl,
|
|
|
1339 |
wyrastająca fantastycznie w nieznaną dymensję. Nie przerażał się jej,
|
|
|
1340 |
gdyż czuł już swoją tożsamość z tym niewiadomym a ogromnym, które miało
|
|
|
1341 |
nadejść, i rósł razem z nim bez sprzeciwu, w dziwnej zgodzie, zdrętwiały
|
|
|
1342 |
spokojną grozą, odpoznając przyszłego siebie w tych kolosalnych
|
|
|
1343 |
wykwitach, w tych fantastycznych spiętrzeniach, które przed jego
|
|
|
1344 |
wzrokiem wewnętrznym dojrzewały. Jedno jego oko lekko wtedy zbaczało na
|
|
|
1345 |
zewnątrz, jak gdyby odchodziło w inny wymiar. Potem z tych bezmyślnych
|
|
|
1346 |
otumanieni z tych zatraconych dali powracał znów do siebie i do chwili;
|
|
|
1347 |
widział swe stopy na dywanie, tłuste i delikatne jak u kobiety, i powoli
|
|
|
1348 |
wyjmował złote spinki z mankietów dziennej koszuli. Potem szedł do
|
|
|
1349 |
kuchni i znajdował tam w cienistym kącie wiaderko z wodą, krążek
|
|
|
1350 |
cichego, czujnego zwierciadła, które nań tam czekało - jedyna żywa i
|
|
|
1351 |
wiedząca istota w tym pustym mieszkaniu. Nalewał do miednicy wody i
|
|
|
1352 |
kosztował skórą jej młodej i odstałej, słodkawej mokrości. Długo i
|
|
|
1353 |
starannie robił toaletę, nie spiesząc się i włączając pauzy między
|
|
|
1354 |
poszczególne manipulacje. To mieszkanie, puste i zapuszczone, nie
|
|
|
1355 |
uznawało go, te meble i ściany śledziły za nim z milczącą krytyką. Czuł
|
|
|
1356 |
się, wchodząc w ich ciszę, jak intruz w tym podwodnym, zatopionym
|
|
|
1357 |
królestwie, w którym płynął inny, odrębny czas. Otwierając własne
|
|
|
1358 |
szuflady, miał uczucie złodzieja i chodził mimo woli na palcach, bojąc
|
|
|
1359 |
się obudzić hałaśliwe i nadmierne echo, czekające drażliwie na
|
|
|
1360 |
najlżejszą przyczynę, by wybuchnąć. A gdy wreszcie, idąc cicho od szafy
|
|
|
1361 |
do szafy, znajdował kawałek po kawałku wszystko potrzebne i kończył
|
|
|
1362 |
toaletę wśród tych mebli, które tolerowały go w milczeniu, z nieobecną
|
|
|
1363 |
miną, i wreszcie był gotów, to stojąc na odejściu z kapeluszem w ręku,
|
|
|
1364 |
czuł się zażenowany, że i w ostatniej chwili nie mógł znaleźć słowa,
|
|
|
1365 |
które by rozwiązało to wrogie milczenie, i odchodził ku drzwiom
|
|
|
1366 |
zrezygnowany, zwolna, ze spuszczoną głową - gdy w przeciwną stronę
|
|
|
1367 |
oddalał się tymczasem bez pośpiechu - w głąb zwierciadła - ktoś
|
|
|
1368 |
odwrócony na zawsze plecami - przez pustą amfiladę pokojów, które nie
|
|
|
1369 |
istniały.
|
|
|
1370 |
|
|
|
1371 |
SKLEPY CYNAMONOWE W okresie najkrótszych, sennych dni zimowych, ujętych
|
|
|
1372 |
z obu stron, od poranku i od wieczora, w futrzane krawędzie zmierzchów,
|
|
|
1373 |
gdy miasto rozgałęziało się coraz głębiej w labirynty zimowych nocy, z
|
|
|
1374 |
trudem przywoływane przez krótki świt do opamiętania, do powrotu -
|
|
|
1375 |
ojciec mój był już zatracony, zaprzedany, zaprzysiężony tamtej sferze.
|
|
|
1376 |
Twarz jego i głowa zarastały wówczas bujnie i dziko siwym włosem,
|
|
|
1377 |
sterczącym nieregularnie wiechciami, szczecinami, długimi pędzlami,
|
|
|
1378 |
strzelającymi z brodawek, z brwi, z dziurek od nosa - co nadawało jego
|
|
|
1379 |
fizjonomii wygląd starego, nastroszonego lisa. Węch jego i słuch
|
|
|
1380 |
zaostrzał się niepomiernie i znać było po grze jego milczącej i napiętej
|
|
|
1381 |
twarzy, że za pośrednictwem tych zmysłów pozostaje on w ciągłym
|
|
|
1382 |
kontakcie z niewidzialnym światem ciemnych zakamarków, dziur mysich,
|
|
|
1383 |
zmurszałych przestrzeni pustych pod podłogą i kanałów kominowych.
|
|
|
1384 |
Wszystkie chroboty, trzaski nocne, tajne, skrzypiące życie podłogi miały
|
|
|
1385 |
w nim nieomylnego i czujnego dostrzegacza, szpiega i współspiskowca.
|
|
|
1386 |
Absorbowało go to w tym stopniu, że pogrążał się zupełnie w tej
|
|
|
1387 |
niedostępnej dla nas sferze, z której nie próbował zdawać nam sprawy.
|
|
|
1388 |
Nieraz musiał strzepywać palcami i śmiać się cicho do siebie samego, gdy
|
|
|
1389 |
te wybryki niewidzialnej sfery stawały się zbyt absurdalne; porozumiewał
|
|
|
1390 |
się wówczas spojrzeniem z naszym kotem, który również wtajemniczony w
|
|
|
1391 |
ten świat, podnosił swą cyniczną, zimną, porysowaną pręgami twarz,
|
|
|
1392 |
mrużąc z nudów i obojętności skośne szparki oczu. Zdarzało się podczas
|
|
|
1393 |
obiadu, że wśród jedzenia odkładał nagle nóż i widelec i z serwetą
|
|
|
1394 |
zawiązaną pod szyją podnosił się kocim ruchem, skradał na brzuścach
|
|
|
1395 |
palców do drzwi sąsiedniego, pustego pokoju i z największą ostrożnością
|
|
|
1396 |
zaglądał przez dziurkę od klucza. Potem wracał do stołu, jakby
|
|
|
1397 |
zawstydzony, z zakłopotanym uśmiechem, wśród mruknięć i niewyraźnych
|
|
|
1398 |
mamrotań, odnoszących się do wewnętrznego monologu, w którym był
|
|
|
1399 |
pogrążony. Ażeby mu sprawić pewną dystrakcję i oderwać go od
|
|
|
1400 |
chorobliwych dociekań, wyciągała go matka na wieczorne spacery, na które
|
|
|
1401 |
szedł, milcząc, bez oporu, ale i bez przekonania, roztargniony i
|
|
|
1402 |
nieobecny duchem. Raz nawet poszliśmy do teatru. Znaleźliśmy się znowu w
|
|
|
1403 |
tej wielkiej, źle oświetlonej i brudnej sali, pełnej sennego gwaru
|
|
|
1404 |
ludzkiego i bezładnego zamętu. Ale gdy przebrnęliśmy przez ciżbę ludzką,
|
|
|
1405 |
wynurzyła się przed nami olbrzymia bladomebieska kurtyna, jak niebo
|
|
|
1406 |
jakiegoś innego firmamentu. Wielkie, malowane maski różowe, z wydętymi
|
|
|
1407 |
policzkami, nurzały się w ogromnym płóciennym przestworzu. To sztuczne
|
|
|
1408 |
niebo szerzyło się i płynęło wzdłuż i w poprzek, wzbierając ogromnym
|
|
|
1409 |
tchem patosu i wielkich gestów, atmosferą tego świata sztucznego i
|
|
|
1410 |
pełnego blasku, który budował się tam, na dudniących rusztowaniach
|
|
|
1411 |
sceny. Dreszcz płynący przez wielkie oblicze tego nieba, oddech
|
|
|
1412 |
ogromnego płótna, od którego rosły i ożywały maski, zdradzał
|
|
|
1413 |
iluzoryczność tego firmamentu, sprawiał to drganie rzeczywistości, które
|
|
|
1414 |
w chwilach metafizycznych odczuwamy jako migotanie tajemnicy. Maski
|
|
|
1415 |
trzepotały czerwonymi powiekami, kolorowe wargi szeptały coś bezgłośnie
|
|
|
1416 |
i wiedziałem, że przyjdzie chwila, kiedy napięcie tajemnicy dojdzie do
|
|
|
1417 |
zenitu i wtedy wezbrane niebo kurtyny pęknie naprawdę, uniesie się i
|
|
|
1418 |
ukaże rzeczy niesłychane i olśniewające. Lecz nie było mi dane doczekać
|
|
|
1419 |
tej chwili, albowiem tymczasem ojciec zaczął zdradzać pewne oznaki
|
|
|
1420 |
zaniepokojenia, chwytał się za kieszenie i wreszcie oświadczył, że
|
|
|
1421 |
zapomniał portfelu z pieniędzmi i ważnymi dokumentami. Po krótkiej
|
|
|
1422 |
naradzie z matką, w której uczciwość Adeli została poddana pospiesznej,
|
|
|
1423 |
ryczałtowej ocenie, zaproponowano mi, żebym wyruszył do domu na
|
|
|
1424 |
poszukiwanie portfelu. Zdaniem matki do rozpoczęcia widowiska było
|
|
|
1425 |
jeszcze wiele czasu i przy mojej zwinności mogłem na czas powrócić.
|
|
|
1426 |
Wyszedłem w noc zimową, kolorową od iluminacji nieba. Była to jedna z
|
|
|
1427 |
tych jasnych nocy, w których firmament gwiezdny jest tak rozległy i
|
|
|
1428 |
rozgałęziony, jakby rozpadł się, rozłamał i podzielił na labirynt
|
|
|
1429 |
odrębnych niebios, wystarczających do obdzielenia całego miesiąca nocy
|
|
|
1430 |
zimowych i do nakrycia swymi srebrnymi i malowanymi kloszami wszystkich
|
|
|
1431 |
ich nocnych zjawisk, przygód, awantur i karnawałów. Jest lekkomyślnością
|
|
|
1432 |
nie do darowania wysyłać w taką noc młodego chłopca z misją ważną i
|
|
|
1433 |
pilną, albowiem w jej półświetle zwielokrotniają się, plączą i
|
|
|
1434 |
wymieniają jedne z drugimi ulice. Otwierają się w głębi miasta, żeby tak
|
|
|
1435 |
rzec, ulice podwójne, ulice sobowtóry, ulice kłamliwe i zwodne.
|
|
|
1436 |
Oczarowana i zmylona wyobraźnia wytwarza złudne plany miasta, rzekomo
|
|
|
1437 |
dawno znane i wiadome, w których te ulice mają swe miejsce i nazwę, a
|
|
|
1438 |
noc w niewyczerpanej swej płodności nie ma nic lepszego do roboty, jak
|
|
|
1439 |
dostarczać wciąż nowych i urojonych konfiguracji. Te kuszenia nocy
|
|
|
1440 |
zimowych zaczynają się zazwyczaj niewinnie od chętki skrócenia sobie
|
|
|
1441 |
drogi, użycia niezwykłego lub prędszego przejścia. Powstają ponętne
|
|
|
1442 |
kombinacje przecięcia zawiłej wędrówki jakąś nie wypróbowaną przecznicą.
|
|
|
1443 |
Ale tym razem zaczęło się inaczej. Uszedłszy parę kroków, spostrzegłem,
|
|
|
1444 |
że jestem bez płaszcza. Chciałem zawrócić, lecz po chwili wydało mi się
|
|
|
1445 |
to niepotrzebną stratą czasu, gdyż noc nie była wcale zimna, przeciwnie
|
|
|
1446 |
- pożyłkowana strugami dziwnego ciepła, tchnieniami jakiejś fałszywej
|
|
|
1447 |
wiosny. Śnieg skurczył się w baranki białe, w niewinne i słodkie runo,
|
|
|
1448 |
które pachniało fiołkami. W takie same baranki rozpuściło się niebo, w
|
|
|
1449 |
którym księżyc dwoił się i troił, demonstrując w tym zwielokrotnieniu
|
|
|
1450 |
wszystkie swe fazy i pozycje. Niebo obnażało tego dnia wewnętrzną swą
|
|
|
1451 |
konstrukcję w wielu jakby anatomicznych preparatach, pokazujących
|
|
|
1452 |
spirale i słoje światła, przekroje seledynowych brył nocy, plazmę
|
|
|
1453 |
przestworzy, tkankę rojeń nocnych. W taką noc nie podobna iść Podwalem
|
|
|
1454 |
ani żadną inną z ciemnych ulic, które są odwrotną stroną, niejako
|
|
|
1455 |
podszewką czterech linij rynku, i nie przypomnieć sobie, że o tej późnej
|
|
|
1456 |
porze bywają czasem jeszcze otwarte niektóre z owych osobliwych a tyle
|
|
|
1457 |
nęcących sklepów, o których zapomina się w dnie zwyczajne. Nazywam je
|
|
|
1458 |
sklepami cynamonowymi dla ciemnych boazeryj tej barwy, którymi są
|
|
|
1459 |
wyłożone. Te prawdziwie szlachetne handle, w późną noc otwarte, były
|
|
|
1460 |
zawsze przedmiotem moich gorących marzeń. Słabo oświetlone, ciemne i
|
|
|
1461 |
uroczyste ich wnętrza pachniały głębokim zapachem farb, laku, kadzidła,
|
|
|
1462 |
aromatem dalekich krajów i rzadkich materiałów. Mogłeś tam znaleźć ognie
|
|
|
1463 |
bengalskie, szkatułki czarodziejskie, marki krajów dawno zaginionych,
|
|
|
1464 |
chińskie odbijanki, indygo, kalafonium z Malabaru, jaja owadów
|
|
|
1465 |
egzotycznych, papug, tukanów, żywe salamandry i bazyliszki, korzeń
|
|
|
1466 |
Mandragory, norymberskie mechanizmy, homunculusy w doniczkach,
|
|
|
1467 |
mikroskopy i lunety, a nade wszystko rzadkie i osobliwe książki, stare
|
|
|
1468 |
folianty pełne przedziwnych rycin i oszołamiających historyj. Pamiętam
|
|
|
1469 |
tych starych i pełnych godności kupców, którzy obsługiwali klientów ze
|
|
|
1470 |
spuszczonymi oczyma, w dyskretnym milczeniu, i pełni byli mądrości i
|
|
|
1471 |
wyrozumienia dla ich najtajniejszych życzeń. Ale nade wszystko była tam
|
|
|
1472 |
jedna księgarnia, w której raz oglądałem rzadkie i zakazane druki,
|
|
|
1473 |
publikacje tajnych klubów, zdejmując zasłonę z tajemnic dręczących i
|
|
|
1474 |
upojnych. Tak rzadko zdarzała się sposobność odwiedzania tych sklepów -
|
|
|
1475 |
i w dodatku z małą, lecz wystarczającą sumą pieniędzy w kieszeni. Nie
|
|
|
1476 |
można było pominąć tej okazji mimo ważności misji powierzonej naszej
|
|
|
1477 |
gorliwości. Trzeba się było zapuścić według mego obliczenia w boczną
|
|
|
1478 |
uliczkę, minąć dwie albo trzy przecznice, ażeby osiągnąć ulicę nocnych
|
|
|
1479 |
sklepów. To oddalało mnie od celu, ale można było nadrobić spóźnienie,
|
|
|
1480 |
wracając drogą na Żupy Solne. Uskrzydlony pragnieniem zwiedzenia sklepów
|
|
|
1481 |
cynamonowych, skręciłem w wiadomą mi ulicę i leciałem więcej, aniżeli
|
|
|
1482 |
szedłem, bacząc, by nie zmylić drogi. Tak minąłem już trzecią czy
|
|
|
1483 |
czwartą przecznicę, a upragnionej ulicy wciąż nie było. W dodatku nawet
|
|
|
1484 |
konfiguracja ulic nie odpowiadała oczekiwanemu obrazowi. Sklepów ani
|
|
|
1485 |
śladu. Szedłem ulicą, której domy nie miały nigdzie bramy wchodowej,
|
|
|
1486 |
tylko okna szczelnie zamknięte, ślepe odblaskiem księżyca. Po drugiej
|
|
|
1487 |
stronie tych domów musi prowadzić właściwa ulica, od której te domy są
|
|
|
1488 |
dostępne - myślałem sobie. Z niepokojem przyspieszałem kroku, rezygnując
|
|
|
1489 |
w duchu z myśli zwiedzenia sklepów. Byle tylko wydostać się stąd prędko
|
|
|
1490 |
w znane okolice miasta. Zbliżałem się do wylotu, pełen niepokoju, gdzie
|
|
|
1491 |
też ona mnie wyprowadzi. Wyszedłem na szeroki, rzadko zabudowany
|
|
|
1492 |
gościniec, bardzo długi i prosty. Owiał mnie od razu oddech szerokiej
|
|
|
1493 |
przestrzeni. Stały tam przy ulicy albo w głębi ogrodów malownicze wille,
|
|
|
1494 |
ozdobne budynki bogaczy. W przerwach między nimi widniały parki i mury
|
|
|
1495 |
sadów. Obraz przypominał z daleka ulicę Leszniańską w jej dolnych i
|
|
|
1496 |
rzadko zwiedzanych okolicach. Światło księżyca, rozpuszczone w
|
|
|
1497 |
tysiącznych barankach, w łuskach srebrnych na niebie, było blade i tak
|
|
|
1498 |
jasne jak w dzień - tylko parki i ogrody czerniały w tym srebrnym
|
|
|
1499 |
krajobrazie. Przyjrzawszy się bacznie jednemu z budynków, doszedłem do
|
|
|
1500 |
przekonania, że mam przed sobą tylną i nigdy nie widzianą stronę gmachu
|
|
|
1501 |
gimnazjalnego. Właśnie dochodziłem do bramy, która ku memu zdziwieniu
|
|
|
1502 |
była otwarta, sień oświetlona. Wszedłem i znalazłem się na czerwonym
|
|
|
1503 |
chodniku korytarza. Miałem nadzieję, że zdołam nie spostrzeżony
|
|
|
1504 |
przekraść się przez budynek i wyjść przednią bramą, skracając sobie
|
|
|
1505 |
znakomicie drogę. Przypomniałem sobie, że o tej późnej godzinie musi się
|
|
|
1506 |
w sali profesora Arendta odbywać jedna z lekcyj nadobowiązkowych,
|
|
|
1507 |
prowadzona w późną noc, na które zbieraliśmy się zimową porą, płonąc
|
|
|
1508 |
szlachetnym zapałem do ćwiczeń rysunkowych, jakim natchnął nas ten
|
|
|
1509 |
znakomity nauczyciel. Mała gromadka pilnych gubiła się prawie w wielkiej
|
|
|
1510 |
ciemnej sali, na której ścianach ogromniały i łamały się cienie naszych
|
|
|
1511 |
głów, rzucane od dwóch małych świeczek płonących w szyjkach butelek.
|
|
|
1512 |
Prawdę mówiąc, niewieleśmy podczas tych godzin rysowali i profesor nie
|
|
|
1513 |
stawiał zbyt ścisłych wymagań. Niektórzy przynosili sobie z domu
|
|
|
1514 |
poduszki i układali się na ławkach do powierzchownej drzemki. I tylko
|
|
|
1515 |
najpilniejsi rysowali pod samą świecą, w złotym kręgu jej blasku.
|
|
|
1516 |
Czekaliśmy zazwyczaj długo na przyjście profesora, nudząc się wśród
|
|
|
1517 |
sennych rozmów. Wreszcie otwierały się drzwi jego pokoju i wchodził -
|
|
|
1518 |
mały, z piękną brodą, pełen ezoterycznych uśmiechów, dyskretnych
|
|
|
1519 |
przemilczeń i aromatu tajemnicy. Szybko zaciskał za sobą drzwi gabinetu,
|
|
|
1520 |
przez które w momencie otworzenia tłoczyła się za jego głową ciżba
|
|
|
1521 |
gipsowych cieni, fragmentów klasycznych, bolesnych Niobid, Danaid i
|
|
|
1522 |
Tantalidów, cały smutny i jałowy Olimp, więdnący od lat w tym muzeum
|
|
|
1523 |
gipsów. Zmierzch tego pokoju mętniał i za dnia i przelewał się sennie od
|
|
|
1524 |
gipsowych marzeń, pustych spojrzeń, blednących owali i zamyśleń
|
|
|
1525 |
odchodzących w nicość. Lubiliśmy nieraz podsłuchiwać pod drzwiami -
|
|
|
1526 |
ciszy, pełnej westchnień i szeptów tego kruszejącego w pajęczynach
|
|
|
1527 |
rumowiska, tego rozkładającego się w nudzie i monotonii zmierzchu bogów.
|
|
|
1528 |
Profesor przechadzał się dostojnie, pełen namaszczenia, wzdłuż pustych
|
|
|
1529 |
ławek, wśród których rozrzuceni małymi grupkami, rysowaliśmy coś w
|
|
|
1530 |
szarym odblasku nocy zimowej. Było zacisznie i sennie. Gdzieniegdzie
|
|
|
1531 |
koledzy moi układali się do snu. Świeczki powoli dogasały w butelkach.
|
|
|
1532 |
Profesor pogrążał się w głęboką witrynę, pełną starych foliałów,
|
|
|
1533 |
staromodnych ilustracyj, sztychów i druków. Pokazywał nam wśród
|
|
|
1534 |
ezoterycznych gestów stare litografie wieczornych pejzaży, gęstwiny
|
|
|
1535 |
nocne, aleje zimowych parków, czerniejące na białych drogach
|
|
|
1536 |
księżycowych. Wśród sennych rozmów upływał niespostrzeżenie czas i biegł
|
|
|
1537 |
nierównomiernie, robiąc niejako węzły w upływie godzin, połykając kędyś
|
|
|
1538 |
całe puste interwały trwania, Niespostrzeżenie, bez przejścia,
|
|
|
1539 |
odnajdywaliśmy naszą czeredę już w drodze powrotnej na białej od śniegu
|
|
|
1540 |
ścieżce szpaleru, flankowanej czarną, suchą gęstwiną krzaków. Szliśmy
|
|
|
1541 |
wzdłuż tego włochatego brzegu ciemności, ocierając się o niedźwiedzie
|
|
|
1542 |
futro krzaków, trzaskających pod naszymi nogami w jasną noc
|
|
|
1543 |
bezksiężycową, w mleczny, fałszywy dzień, daleko po północy. Rozprószona
|
|
|
1544 |
biel tego światła, mżąca ze śniegu, z bladego powietrza, z mlecznych
|
|
|
1545 |
przestworzy, była jak szary papier sztychu, na którym głęboką czernią
|
|
|
1546 |
plątały się kreski i szrafirunki gęstych zarośli. Noc powtarzała teraz
|
|
|
1547 |
głęboko po północy te serie nokturnów, sztychów nocnych profesora
|
|
|
1548 |
Arendta, kontynuowała jego fantazje. W tej czarnej gęstwinie parku, we
|
|
|
1549 |
włochatej sierści zarośli, w masie kruchego chrustu były miejscami
|
|
|
1550 |
nisze, gniazda najgłębszej puszystej czarności, pełne plątaniny,
|
|
|
1551 |
sekretnych gestów, bezładnej rozmowy na migi. Było w tych gniazdach
|
|
|
1552 |
zacisznie i ciepło. Siadaliśmy tam na letnim miękkim śniegu w naszych
|
|
|
1553 |
włochatych płaszczach, zajadając orzechy, których pełna była leszczynowa
|
|
|
1554 |
ta gęstwina w ową wiosenną zimę. Przez zarośla przewijały się bezgłośnie
|
|
|
1555 |
kuny, łasice i ichneumony, futrzane, węszące zwierzątka, śmierdzące
|
|
|
1556 |
kożuchem, wydłużone, na niskich łapkach. Podejrzewaliśmy, że były między
|
|
|
1557 |
nimi okazy gabinetu szkolnego, które choć wypatroszone i łysiejące,
|
|
|
1558 |
uczuwały w tę białą noc w swym pustym wnętrzu głos starego instynktu,
|
|
|
1559 |
głos rui, i wracały do matecznika na krótki, złudny żywot. Ale powoli
|
|
|
1560 |
fosforescencja wiosennego śniegu mętniała i gasła i nadchodziła czarna i
|
|
|
1561 |
gęsta oćma przed świtem. Niektórzy z nas zasypiali w ciepłym śniegu,
|
|
|
1562 |
inni domacywali się w gęstwinie bram swych domów, wchodzili omackiem do
|
|
|
1563 |
ciemnych wnętrzy, w sen rodziców i braci, w dalszy ciąg głębokiego
|
|
|
1564 |
chrapania, które doganiali na swych spóźnionych drogach. Te nocne seanse
|
|
|
1565 |
pełne były dla mnie tajemnego uroku, nie mogłem i teraz pominąć
|
|
|
1566 |
sposobności, by nie zaglądnąć na moment do sali rysunkowej,
|
|
|
1567 |
postanawiając, że nie pozwolę się tam zatrzymać dłużej nad krótką
|
|
|
1568 |
chwilkę. Ale wstępując po tylnych, cedrowych schodach, pełnych
|
|
|
1569 |
dźwięcznego rezonansu, poznałem, że znajduję się w obcej, nigdy nie
|
|
|
1570 |
widzianej stronie gmachu. Najlżejszy szmer nie przerywał tu solennej
|
|
|
1571 |
ciszy. Korytarze były w tym skrzydle obszerniejsze, wysłane pluszowym
|
|
|
1572 |
dywanem i pełne wytworności. Małe, ciemno płonące lampy świeciły na ich
|
|
|
1573 |
zagięciach. Minąwszy jedno takie kolano, znalazłem się na korytarzu
|
|
|
1574 |
jeszcze większym, strojnym w przepych pałacowy. Jedna jego ściana
|
|
|
1575 |
otwierała się szerokimi, szklanymi arkadami do wnętrza mieszkania.
|
|
|
1576 |
Zaczynała się tu przed oczyma długa amfilada pokojów, biegnących w głąb
|
|
|
1577 |
i urządzonych z olśniewającą wspaniałością. Szpalerem obić jedwabnych,
|
|
|
1578 |
luster złoconych, kosztownych mebli i kryształowych pająków biegł wzrok
|
|
|
1579 |
w puszysty miąższ tych zbytkownych wnętrzy, pełnych kolorowego wirowania
|
|
|
1580 |
i migotliwych arabesek, plączących się girland i pączkujących kwiatów.
|
|
|
1581 |
Głęboka cisza tych pustych salonów pełna była tylko tajnych spojrzeń,
|
|
|
1582 |
które oddawały sobie zwierciadła, i popłochu arabesek, biegnących wysoko
|
|
|
1583 |
fryzami wzdłuż ścian i gubiących się w sztukateriach białych sufitów. Z
|
|
|
1584 |
podziwem i czcią stałem przed tym przepychem, domyślałem się, że nocna
|
|
|
1585 |
moja eskapada zaprowadziła mnie niespodzianie w skrzydło dyrektora,
|
|
|
1586 |
przed jego prywatne mieszkanie. Stałem przygwożdżony ciekawością, z
|
|
|
1587 |
bijącym sercem, gotów do ucieczki za najlżejszym szmerem. Jakże mógłbym,
|
|
|
1588 |
przyłapany, usprawiedliwić to moje nocne szpiegowanie, moje zuchwałe
|
|
|
1589 |
wścibstwo? W którymś z głębokich pluszowych foteli mogła, nie
|
|
|
1590 |
dostrzeżona i cicha, siedzieć córeczka dyrektora i podnieść nagle na
|
|
|
1591 |
mnie oczy znad książki - czarne, sybilińskie, spokojne oczy, których
|
|
|
1592 |
spojrzenia nikt z nas wytrzymać nie umiał. Ale cofnąć się w połowie
|
|
|
1593 |
drogi, nie dokonawszy powziętego planu, poczytałbym był sobie za
|
|
|
1594 |
tchórzostwo. Zresztą głęboka cisza panowała dookoła w pełnych przepychu
|
|
|
1595 |
wnętrzach, oświetlonych przyćmionym światłem nie określonej pory. Przez
|
|
|
1596 |
arkady korytarza widziałem na drugim końcu wielkiego salonu duże,
|
|
|
1597 |
oszklone drzwi, prowadzące na taras. Było tak cicho wokoło, że nabrałem
|
|
|
1598 |
odwagi. Nie wydawało mi się to połączone ze zbyt wielkim ryzykiem, zejść
|
|
|
1599 |
z paru stopni, prowadzących do poziomu sali, w kilku susach przebiegnąć
|
|
|
1600 |
wielki, kosztowny dywan i znaleźć się na tarasie, z którego bez trudu
|
|
|
1601 |
dostać się mogłem na dobrze mi znaną ulicę. Uczyniłem tak. Zeszedłszy na
|
|
|
1602 |
parkiety salonu, pod wielkie palmy, wystrzelające tam z wazonów aż do
|
|
|
1603 |
arabesek sufitu, spostrzegłem, że znajduję się już właściwie na gruncie
|
|
|
1604 |
neutralnym, gdyż salon nie miał wcale przedniej ściany. Był on rodzajem
|
|
|
1605 |
wielkiej loggii, łączącej się przy pomocy paru stopni z placem miejskim.
|
|
|
1606 |
Była to niejako odnoga tego placu i niektóre meble stały już na bruku.
|
|
|
1607 |
Zbiegłem z kilku kamiennych schodów i znalazłem się znów na ulicy.
|
|
|
1608 |
Konstelacje stały już stromo na głowie, wszystkie gwiazdy przekręciły
|
|
|
1609 |
się na drugą stronę, ale księżyc, zagrzebany w pierzyny obłoczków, które
|
|
|
1610 |
rozświetlał swą niewidzialną obecnością, zdawał się mieć przed sobą
|
|
|
1611 |
jeszcze nieskończoną drogę i, zatopiony w swych zawiłych procederach
|
|
|
1612 |
niebieskich, nie myślał o świcie. Na ulicy czerniało kilka dorożek,
|
|
|
1613 |
rozjechanych i rozklekotanych jak kalekie, drzemiące kraby czy karakony.
|
|
|
1614 |
Woźnica nachylił się z wysokiego kozła. Miał twarz drobną, czerwoną i
|
|
|
1615 |
dobroduszną. - Pojedziemy, paniczu? - zapytał. Powóz zadygotał we
|
|
|
1616 |
wszystkich stawach i przegubach swego wieloczłonkowego ciała i ruszył na
|
|
|
1617 |
lekkich obręczach. Ale kto w taką noc powierza się kaprysom
|
|
|
1618 |
nieobliczalnego dorożkarza? Wśród klekotu szprych, wśród dudnienia pudła
|
|
|
1619 |
i budy nie mogłem porozumieć się z nim co do celu drogi. Kiwał na
|
|
|
1620 |
wszystko niedbale i pobłażliwie głową i podśpiewywał sobie, jadąc drogą
|
|
|
1621 |
okrężną przez miasto. Przed jakimś szynkiem stała grupa dorożkarzy,
|
|
|
1622 |
kiwając nań przyjaźnie rękami. Odpowiedział im coś radośnie, po czym nie
|
|
|
1623 |
zatrzymując pojazdu, rzucił mi lejce na kolana, spuścił się z kozła i
|
|
|
1624 |
przyłączył do gromady kolegów. Koń, stary mądry koń dorożkarski,
|
|
|
1625 |
oglądnął się pobieżnie i pojechał dalej jednostajnym, dorożkarskim
|
|
|
1626 |
kłusem. Właściwie koń ten budził zaufanie - wydawał się mądrzejszy od
|
|
|
1627 |
woźnicy. Ale powozić nie umiałem - trzeba się było zdać na jego wolę.
|
|
|
1628 |
Wjechaliśmy na podmiejską ulicę ujętą z obu stron w ogrody. Ogrody te
|
|
|
1629 |
przechodziły zwolna, w miarę posuwania się, w parki wielkodrzewne, a te
|
|
|
1630 |
w lasy. Nie zapomnę nigdy tej jazdy świetlistej w najjaśniejszą noc
|
|
|
1631 |
zimową. Kolorowa mapa niebios wyogromniała w kopułę niezmierną, na
|
|
|
1632 |
której spiętrzyły się fantastyczne lądy, oceany i morza, porysowane
|
|
|
1633 |
liniami wirów i prądów gwiezdnych, świetlistymi liniami geografii
|
|
|
1634 |
niebieskiej. Powietrze stało się lekkie do oddychania i świetlane jak
|
|
|
1635 |
gaza srebrna. Pachniało fiołkami. Spod wełnianego jak białe karakuły
|
|
|
1636 |
śniegu wychylały się anemony drżące, z iskrą światła księżycowego w
|
|
|
1637 |
delikatnym kielichu. Las cały zdawał się iluminować tysiącznymi
|
|
|
1638 |
światłami, gwiazdami, które rzęsiście ronił grudniowy firmament.
|
|
|
1639 |
Powietrze dyszało jakąś tajną wiosną, niewypowiedzianą czystością śniegu
|
|
|
1640 |
i fiołków. Wjechaliśmy w teren pagórkowaty. Linie wzgórzy, włochatych
|
|
|
1641 |
nagimi rózgami drzew, podnosiły się jak błogie westchnienia w niebo.
|
|
|
1642 |
Ujrzałem na tych szczęśliwych zboczach całe grupy wędrowców,
|
|
|
1643 |
zbierających wśród mchu i krzaków opadłe i mokre od śniegu gwiazdy.
|
|
|
1644 |
Droga stała się stroma, koń poślizgiwał się i z trudem ciągnął pojazd,
|
|
|
1645 |
grający wszystkimi przegubami. Byłem szczęśliwy. Pierś moja wchłaniała
|
|
|
1646 |
tę błogą wiosnę powietrza, świeżość gwiazd i śniegu. Przed piersią konia
|
|
|
1647 |
zbierał się wał białej piany śnieżnej, coraz wyższy i wyższy. Z trudem
|
|
|
1648 |
przekopywał się koń przez czystą i świeżą jego masę. Wreszcie ustał.
|
|
|
1649 |
Wyszedłem z dorożki. Dyszał ciężko ze zwieszoną głową. Przytuliłem jego
|
|
|
1650 |
łeb do piersi, w jego wielkich czarnych oczach lśniły łzy. Wtedy
|
|
|
1651 |
ujrzałem na jego brzuchu okrągłą czarną ranę. - -Dlaczego mi nie
|
|
|
1652 |
powiedziałeś? - szepnąłem ze łzami. - Drogi mój - to dla ciebie - rzekł
|
|
|
1653 |
i stał się bardzo mały, jak konik z drzewa. Opuściłem go. Czułem się
|
|
|
1654 |
dziwnie lekki i szczęśliwy. Zastanawiałem się, czy czekać na małą
|
|
|
1655 |
kolejkę lokalną, która tu zajeżdżała, czy też pieszo wrócić do miasta.
|
|
|
1656 |
Zacząłem schodzić stromą serpentyną wśród lasu, początkowo idąc krokiem
|
|
|
1657 |
lekkim, elastycznym, potem, nabierając rozpędu, przeszedłem w posuwisty
|
|
|
1658 |
szczęśliwy bieg, który zmienił się wnet w jazdę jak na nartach. Mogłem
|
|
|
1659 |
dowoli regulować szybkość, kierować jazdą przy pomocy lekkich zwrotów
|
|
|
1660 |
ciała. W pobliżu miasta zahamowałem ten bieg tryumfalny, zmieniając go
|
|
|
1661 |
na przyzwoity krok spacerowy. Księżyc stał jeszcze ciągle wysoko.
|
|
|
1662 |
Transformacje nieba, metamorfozy jego wielokrotnych sklepień w coraz to
|
|
|
1663 |
kunsztowniejsze konfiguracje nie miały końca. Jak srebrne astrolabium
|
|
|
1664 |
otwierało niebo w tę noc czarodziejską mechanizm wnętrza i ukazywało w
|
|
|
1665 |
nieskończonych ewolucjach złocistą matematykę swych kół i trybów. Na
|
|
|
1666 |
rynku spotkałem ludzi zażywających przechadzki. Wszyscy, oczarowani
|
|
|
1667 |
widowiskiem tej nocy, mieli twarze wzniesione i srebrne od magii nieba.
|
|
|
1668 |
Troska o portfel opuściła mnie zupełnie. Ojciec, pogrążony w swych
|
|
|
1669 |
dziwactwach, zapewne zapomniał już o zgubie, o matkę nie dbałem. W taką
|
|
|
1670 |
noc, jedyną w roku, przychodzą szczęśliwe myśli, natchnienia, wieszcze
|
|
|
1671 |
tknięcia palca bożego. Pełen pomysłów i inspiracji, chciałem skierować
|
|
|
1672 |
się do domu, gdy zaszli mi drogę koledzy z książkami pod pachą. Zbyt
|
|
|
1673 |
wcześnie wyszli do szkoły, obudzeni jasnością tej nocy, która nie
|
|
|
1674 |
chciała się skończyć. Poszliśmy gromadą na spacer stromo spadającą
|
|
|
1675 |
ulicą, z której wiał powiew fiołków, niepewni, czy to jeszcze magia nocy
|
|
|
1676 |
srebrzyła się na śniegu, czy też świt już wstawał...
|
|
|
1677 |
|
|
|
1678 |
ULICA KROKODYLI Mój ojciec przechowywał w dolnej szufladzie swego
|
|
|
1679 |
głębokiego biurka starą i piękną mapę naszego miasta. Był to cały
|
|
|
1680 |
wolumen in folio pergaminowych kart, które pierwotnie spojone skrawkami
|
|
|
1681 |
płótna, tworzyły ogromną mapę ścienną w kształcie panoramy z ptasiej
|
|
|
1682 |
perspektywy. Zawieszona na ścianie, zajmowała niemal przestrzeń całego
|
|
|
1683 |
pokoju i otwierała daleki widok na całą dolinę Tyśmienicy, wijącej się
|
|
|
1684 |
falisto bladozłotą wstęgą, na całe pojezierze szeroko rozlanych moczarów
|
|
|
1685 |
i stawów, na pofałdowane przedgórza, ciągnące się ku południowi, naprzód
|
|
|
1686 |
z rzadka, potem coraz tłumniejszymi pasmami, szachownicą okrągławych
|
|
|
1687 |
wzgórzy, coraz mniejszych i coraz bledszych, w miarę jak odchodziły ku
|
|
|
1688 |
złotawej i dymnej mgle horyzontu. Z tej zwiędłej dali peryferii
|
|
|
1689 |
wynurzało się miasto i rosło ku przodowi, naprzód jeszcze w nie
|
|
|
1690 |
zróżnicowanych kompleksach, w zwartych blokach i masach domów,
|
|
|
1691 |
poprzecinanych głębokimi parowami ulic, by bliżej jeszcze wyodrębnić się
|
|
|
1692 |
w pojedyncze kamienice, sztychowane z ostrą wyrazistością widoków
|
|
|
1693 |
oglądanych przez lunetę. Na tych bliższych planach wydobył sztycharz
|
|
|
1694 |
cały zawikłany i wieloraki zgiełk ulic i zaułków, ostrą wyrazistość
|
|
|
1695 |
gzymsów, architrawów, archiwolt i pilastrów, świecących w późnym i
|
|
|
1696 |
ciemnym złocie pochmurnego popołudnia, które pogrąża wszystkie załomy i
|
|
|
1697 |
framugi w głębokiej sepii cienia. Bryły i pryzmy tego cienia wcinały
|
|
|
1698 |
się, jak plastry ciemnego miodu, w wąwozy ulic, zatapiały w swej
|
|
|
1699 |
ciepłej, soczystej masie tu całą połowę ulicy, tam wyłom między domami,
|
|
|
1700 |
dramatyzowały i orkiestrowały ponurą romantyką cieni tę wieloraką
|
|
|
1701 |
polifonię architektoniczną. Na tym planie, wykonanym w stylu barokowych
|
|
|
1702 |
prospektów, okolica Ulicy Krokodylej świeciła pustą bielą, jaką na
|
|
|
1703 |
kartach geograficznych zwykło się oznaczać okolice podbiegunowe, krainy
|
|
|
1704 |
niezbadane i niepewnej egzystencji. Tylko linie kilku ulic wrysowane tam
|
|
|
1705 |
były czarnymi kreskami i opatrzone nazwami w prostym, nieozdobnym
|
|
|
1706 |
piśmie, w odróżnieniu od szlachetnej antykwy innych napisów. Widocznie
|
|
|
1707 |
kartograf wzbraniał się uznać przynależność tej dzielnicy do zespołu
|
|
|
1708 |
miasta i zastrzeżenie swe wyraził w tym odrębnym i postponującym
|
|
|
1709 |
wykonaniu. Aby zrozumieć tę rezerwę, musimy już teraz zwrócić uwagę na
|
|
|
1710 |
dwuznaczny i wątpliwy charakter tej dzielnicy, tak bardzo odbiegający od
|
|
|
1711 |
zasadniczego tonu całego miasta. Był to dystrykt przemysłowo-handlowy z
|
|
|
1712 |
podkreślonym jaskrawo charakterem trzeźwej użytkowości. Duch czasu,
|
|
|
1713 |
mechanizm ekonomiki, nie oszczędził i naszego miasta i zapuścił korzenie
|
|
|
1714 |
na skrawku jego peryferii, gdzie rozwinął się w pasożytniczą dzielnicę.
|
|
|
1715 |
Kiedy w starym mieście panował wciąż jeszcze nocny, pokątny handel,
|
|
|
1716 |
pełen solennej ceremonialności, w tej nowej dzielnicy rozwinęły się od
|
|
|
1717 |
razu nowoczesne, trzeźwe formy komercjalizmu. Pseudoamerykanizm,
|
|
|
1718 |
zaszczepiony na starym, zmurszałym gruncie miasta, wystrzelił tu bujną,
|
|
|
1719 |
lecz pustą i bezbarwną wegetacją tandetnej, lichej pretensjonalności.
|
|
|
1720 |
Widziało się tam tanie, marnie budowane kamienice o karykaturalnych
|
|
|
1721 |
fasadach, oblepione monstrualnymi sztukateriami z popękanego gipsu.
|
|
|
1722 |
Stare, krzywe domki podmiejskie otrzymały szybko sklecone portale, które
|
|
|
1723 |
dopiero bliższe przyjrzenie demaskowało jako nędzne imitacje
|
|
|
1724 |
wielkomiejskich urządzeń. Wadliwe, mętne i brudne szyby, łamiące w
|
|
|
1725 |
falistych refleksach ciemne odbicie ulicy, nie heblowane drzewo portali,
|
|
|
1726 |
szara atmosfera jałowych tych wnętrzy, osiadających pajęczyną i kłakami
|
|
|
1727 |
kurzu na wysokich półkach i wzdłuż odartych i kruszących się ścian,
|
|
|
1728 |
wyciskały tu, na sklepach, piętno dzikiego Klondike'u. Tak ciągnęły się
|
|
|
1729 |
jeden za drugim, magazyny krawców, konfekcje, składy porcelany,
|
|
|
1730 |
drogerie, zakłady fryzjerskie. Szare ich, wielkie szyby wystawowe nosiły
|
|
|
1731 |
ukośnie lub w półkolu biegnące napisy ze złoconych plastycznych liter:
|
|
|
1732 |
CONFISERIE, MANUCURE, KING OF ENGLAND. Rdzenni mieszkańcy miasta
|
|
|
1733 |
trzymali się z dala od tej okolicy, zamieszkiwanej przez szumowiny,
|
|
|
1734 |
przez gmin, przez kreatury bez charakteru, bez gęstości, przez istną
|
|
|
1735 |
lichotę moralną, tę tandetną odmianę człowieka, która rodzi się w takich
|
|
|
1736 |
efemerycznych środowiskach. Ale w dniach upadku, w godzinach niskiej
|
|
|
1737 |
pokusy zdarzało się, że ten lub ów z mieszkańców miasta zabłąkiwał się
|
|
|
1738 |
na wpół przypadkiem w tę wątpliwą dzielnicę. Najlepsi nie byli czasem
|
|
|
1739 |
wolni od pokusy dobrowolnej degradacji, zniwelowania granic i
|
|
|
1740 |
hierarchii, pławienia się w tym płytkim błocie wspólnoty, łatwej
|
|
|
1741 |
intymności, brudnego zmieszania. Dzielnica ta była eldoradem takich
|
|
|
1742 |
dezerterów moralnych, takich zbiegów spod sztandaru godności własnej.
|
|
|
1743 |
Wszystko zdawało się tam podejrzane i dwuznaczne, wszystko zapraszało
|
|
|
1744 |
sekretnym mrugnięciem, cynicznie artykułowanym gestem, wyraźnie
|
|
|
1745 |
przymrużonym perskim okiem - do nieczystych nadziei, wszystko wyzwalało
|
|
|
1746 |
z pęt niską naturę. Mało kto, nie uprzedzony, spostrzegał dziwną
|
|
|
1747 |
osobliwość tej dzielnicy: brak barw, jak gdyby w tym tandetnym, w
|
|
|
1748 |
pośpiechu wyrosłym mieście nie można było sobie pozwolić na luksus
|
|
|
1749 |
kolorów. Wszystko tam było szare jak na jednobarwnych fotografiach, jak
|
|
|
1750 |
w ilustrowanych prospektach. Podobieństwo to wychodziło poza zwykłą
|
|
|
1751 |
metaforę, gdyż chwilami, wędrując po tej części miasta, miało się w
|
|
|
1752 |
istocie wrażenie, że wertuje się w jakimś prospekcie, w nudnych
|
|
|
1753 |
rubrykach komercjalnych ogłoszeń, wśród których zagnieździły się
|
|
|
1754 |
pasożytniczo podejrzane anonse, drażliwe notatki, wątpliwe ilustracje; i
|
|
|
1755 |
wędrówki te były równie jałowe i bez rezultatu jak ekscytacje fantazji,
|
|
|
1756 |
pędzonej przez szpalty i kolumny pornograficznych druków. Wchodziło się
|
|
|
1757 |
do jakiegoś krawca, żeby zamówić ubranie - ubranie o taniej elegancji,
|
|
|
1758 |
tak charakterystycznej dla tej dzielnicy. Lokal był wielki i pusty,
|
|
|
1759 |
bardzo wysoki i bezbarwny. Ogromne wielopiętrowe półki wznoszą się jedne
|
|
|
1760 |
nad drugimi w nie określoną wysokość tej hali. Kondygnacje pustych półek
|
|
|
1761 |
wyprowadzają wzrok w górę aż pod sufit, który może być niebem - lichym,
|
|
|
1762 |
bezbarwnym, odrapanym niebem tej dzielnicy. Natomiast dalsze magazyny,
|
|
|
1763 |
które widać przez otwarte drzwi, pełne są aż pod sufit pudeł i kartonów,
|
|
|
1764 |
piętrzących się ogromną kartoteką, która rozpada się w górze, pod
|
|
|
1765 |
zagmatwanym niebem strychu w kubaturę pustki, w jałowy budulec nicości.
|
|
|
1766 |
Przez wielkie szare okna, kratkowane wielokrotnie jak arkusze papieru
|
|
|
1767 |
kancelaryjnego, nie wchodzi światło, gdyż przestrzeń sklepu już
|
|
|
1768 |
napełniona jest, jak wodą, indyferentną szarą poświatą, która nie rzuca
|
|
|
1769 |
cienia i nie akcentuje niczego. Wnet nawija się jakiś smukły
|
|
|
1770 |
młodzieniec, zadziwiająco usłużny, giętki i nieodporny, ażeby dogodzić
|
|
|
1771 |
naszym życzeniom i zalać nas tanią i łatwą wymową subiekta. Ale gdy,
|
|
|
1772 |
gadając, rozwija ogromne postawy sukna, przymierza, fałduje i drapuje
|
|
|
1773 |
niekończącą się strugę materiału, przepływającą przez jego ręce,
|
|
|
1774 |
formując z jego fal iluzoryczne surduty i spodnie, cała ta manipulacja
|
|
|
1775 |
wydaje się czymś nieistotnym, pozorem, komedią, ironicznie zarzuconą
|
|
|
1776 |
zasłoną na prawdziwy sens sprawy. Panienki sklepowe, smukłe i czarne,
|
|
|
1777 |
każda z jakąś skazą piękności (charakterystyczną dla tej dzielnicy
|
|
|
1778 |
wybrakowanych artykułów), wchodzą i wychodzą, stają w drzwiach
|
|
|
1779 |
magazynów, sondując oczyma, czy rzecz wiadoma (powierzona doświadczonym
|
|
|
1780 |
rękom subiekta) dojrzewa do punktu właściwego. Subiekt przymila się i
|
|
|
1781 |
kryguje i chwilami robi wrażenie transwestyty. Chciałoby się go ująć pod
|
|
|
1782 |
miękko zarysowaną brodę lub uszczyp-nąć w upudrowany blady policzek, gdy
|
|
|
1783 |
z porozumiewawczym półspojrzeniem dyskretnie zwraca uwagę na markę
|
|
|
1784 |
ochronną towaru, markę o przejrzystej symbolice. Zwolna sprawa wyboru
|
|
|
1785 |
ubrania schodzi na plan dalszy. Ten miękki do efeminacji i zepsuty
|
|
|
1786 |
młodzieniec, pełen zrozumienia dla najintymniejszych poruszeń klienta,
|
|
|
1787 |
przesuwa teraz przed jego oczyma osobliwe marki ochronne, całą
|
|
|
1788 |
bibliotekę znaków ochronnych, gabinet kolekcjonerski wyrafinowanego
|
|
|
1789 |
zbieracza. Pokazywało się wówczas, że magazyn konfekcji był tylko
|
|
|
1790 |
fasadą, za którą kryła się antykwarnia, zbiór wysoce dwuznacznych
|
|
|
1791 |
wydawnictw i druków prywatnych. Usłużny subiekt otwiera dalsze składy,
|
|
|
1792 |
wypełnione aż pod sufit książkami, rycinami, fotografiami. Te winiety,
|
|
|
1793 |
te ryciny przechodzą stokrotnie najśmielsze nasze marzenia. Takich
|
|
|
1794 |
kulminacyj zepsucia, takich wymyślności wyuzdania nie przeczuwaliśmy
|
|
|
1795 |
nigdy. Panienki sklepowe przesuwają się coraz częściej pomiędzy
|
|
|
1796 |
szeregami książek, szare i papierowe, ale pełne pigmentu w zepsutych
|
|
|
1797 |
twarzach, ciemnego pigmentu brunetek o lśniącej i tłustej czarności,
|
|
|
1798 |
która zaczajona w oczach, z nagła wybiegała z nich zygzakiem lśniącego
|
|
|
1799 |
karakoniego biegu. Ale i w spalonych rumieńcach, w pikantnych stygmatach
|
|
|
1800 |
pieprzyków, we wstydliwych znamionach ciemnego puszku zdradzała się rasa
|
|
|
1801 |
zapiekłej, czarnej krwi. Ten barwik o nazbyt intensywnej mocy, ta mokka
|
|
|
1802 |
gęsta i aromatyczna zdawała się plamić książki, które brały one do
|
|
|
1803 |
oliwkowej dłoni, ich dotknięcia zdawały się je farbować i zostawiać w
|
|
|
1804 |
powietrzu ciemny deszcz piegów, smugę tabaki, jak purchawka o
|
|
|
1805 |
podniecającej, animalnej woni. Tymczasem powszechna rozwiązłość zrzucała
|
|
|
1806 |
coraz bardziej hamulce pozorów. Subiekt, wyczerpawszy swą natarczywą
|
|
|
1807 |
aktywność, przechodził powoli do kobiecej bierności. Leży teraz na
|
|
|
1808 |
jednej z wielu kanap, porozstawianych wśród rejonów książek, w jedwabnej
|
|
|
1809 |
pidżamie, odsłaniającej kobiecy dekolt. Panienki demonstrują, jedna
|
|
|
1810 |
przed drugą, figury i pozycje rycin okładkowych, inne zasypiają już na
|
|
|
1811 |
prowizorycznych posłaniach. Nacisk na klienta rozluźniał się.
|
|
|
1812 |
Wypuszczano go z kręgu natarczywego zainteresowania, pozostawiano sobie
|
|
|
1813 |
samemu. Subiektki, zajęte rozmową, nie zwracały nań więcej uwagi.
|
|
|
1814 |
Odwrócone do niego tyłem lub bokiem, przystawały w aroganckim kontra
|
|
|
1815 |
poście, przestępowały z nogi na nogę, grając kokieteryjnym obuwiem,
|
|
|
1816 |
przepuszczały z góry na dół po smukłym ciele wężową grę członków,
|
|
|
1817 |
atakując nią spoza swej niedbałej nieodpowiedzialności podnieconego
|
|
|
1818 |
widza, którego ignorowały. Tak cofano się, wsuwano w głąb z
|
|
|
1819 |
wyrachowaniem, otwierając wolną przestrzeń dla aktywności gościa.
|
|
|
1820 |
Skorzystajmy z tego momentu nieuwagi, ażeby wymknąć się nieprzewidzianym
|
|
|
1821 |
konsekwencjom tej niewinnej wizyty i wydostać się na ulicę. Nikt nas nie
|
|
|
1822 |
zatrzymuje. Przez korytarze książek, pomiędzy długimi regałami czasopism
|
|
|
1823 |
i druków wydostajemy się ze sklepu i oto jesteśmy w tym miejscu Ulicy
|
|
|
1824 |
Krokodylej, gdzie z wyniesionego jej punktu widać niemal całą długość
|
|
|
1825 |
tego szerokiego traktu aż do dalekich, nie wykończonych zabudowań dworca
|
|
|
1826 |
kolejowego. Jest to szary dzień, jak zawsze w tej okolicy, i cała
|
|
|
1827 |
sceneria wydaje się chwilami fotografią z ilustrowanej gazety, tak
|
|
|
1828 |
szare, tak płaskie są domy, ludzie i pojazdy. Ta rzeczywistość jest
|
|
|
1829 |
cienka jak papier i wszystkimi szparami zdradza swą imitatywność.
|
|
|
1830 |
Chwilami ma się wrażenie, że tylko na małym skrawku przed nami układa
|
|
|
1831 |
się wszystko przykładnie w ten pointowany obraz bulwaru
|
|
|
1832 |
wielkomiejskiego, gdy tymczasem już na bokach rozwiązuje się i rozprzęga
|
|
|
1833 |
ta zaimprowizowana maskarada i, niezdolna wytrwać w swej roli, rozpada
|
|
|
1834 |
się za nami w gips i pakuły, w rupieciarnię jakiegoś ogromnego pustego
|
|
|
1835 |
teatru. Napięcie pozy, sztuczna powaga maski, ironiczny patos drży na
|
|
|
1836 |
tym naskórku. Ale dalecy jesteśmy od chęci demaskowania widowiska. Wbrew
|
|
|
1837 |
lepszej wiedzy czujemy się wciągnięci w tandetny czar dzielnicy. Zresztą
|
|
|
1838 |
nie brak w obrazie miasta i pewnych cech autoparodii. Rzędy małych,
|
|
|
1839 |
parterowych domków podmiejskich zmieniają się z wielopiętrowymi
|
|
|
1840 |
kamienicami, które zbudowane jak z kartonu, są konglomeratem szyldów,
|
|
|
1841 |
ślepych okien biurowych, szklistoszarych wystaw, reklam i numerów. Pod
|
|
|
1842 |
domami płynie rzeka tłumu. Ulica jest szeroka jak bulwar wielkomiejski,
|
|
|
1843 |
ale jezdnia, jak place wiejskie, zrobiona jest z ubitej gliny, pełna
|
|
|
1844 |
wybojów, kałuży i trawy. Ruch uliczny dzielnicy służy do porównań w tym
|
|
|
1845 |
mieście, mieszkańcy mówią o nim z dumą i porozumiewawczym błyskiem w
|
|
|
1846 |
oku. Szary, bezosobisty ten tłum jest nader przejęty swą rolą i pełen
|
|
|
1847 |
gorliwości w demonstrowaniu wielkomiejskiego pozoru. Wszelako, mimo
|
|
|
1848 |
zaaferowania i interesowności, ma się wrażenie błędnej, monotonnej,
|
|
|
1849 |
bezcelowej wędrówki, jakiegoś sennego korowodu marionetek. Atmosfera
|
|
|
1850 |
dziwnej błahości przenika tę całą scenerię. Tłum płynie monotonnie i,
|
|
|
1851 |
rzecz dziwna, widzi się go zawsze jakby niewyraźnie, figury przepływają
|
|
|
1852 |
w splątanym, łagodnym zgiełku, nie dochodząc do zupełnej wyrazistości.
|
|
|
1853 |
Czasem tylko wyławiamy z tego gwaru wielu głów jakieś ciemne, żywe
|
|
|
1854 |
spojrzenie, jakiś czarny melonik nasunięty głęboko na głowę, jakieś pół
|
|
|
1855 |
twarzy rozdarte uśmiechem, z ustami, które właśnie coś powiedziały,
|
|
|
1856 |
jakąś nogę wysuniętą w kroku i tak już zastygłą na zawsze. Osobliwością
|
|
|
1857 |
dzielnicy są dorożki bez woźniców, biegnące samopas po ulicach. Nie
|
|
|
1858 |
jakoby nie było tu dorożkarzy, ale wmieszani w tłum i zajęci tysiącem
|
|
|
1859 |
spraw, nie troszczą się o swe dorożki. W tej dzielnicy pozoru i pustego
|
|
|
1860 |
gestu nie przywiązuje się zbytniej wagi do ścisłego celu jazdy i
|
|
|
1861 |
pasażerowie powierzają się tym błędnym pojazdom z lekkomyślnością, która
|
|
|
1862 |
cechuje tu wszystko. Nieraz można ich widzieć na niebezpiecznych
|
|
|
1863 |
zakrętach, wychylonych daleko z połamanej budy, jak z lejcami w dłoniach
|
|
|
1864 |
przeprowadzają z natężeniem trudny manewr wymijania. Mamy w tej
|
|
|
1865 |
dzielnicy także tramwaje. Ambicja rajców miejskich święci tu najwyższy
|
|
|
1866 |
swój triumf. Ale pożałowania godny jest widok tych wozów, zrobionych z
|
|
|
1867 |
papier mâché, o ścianach powyginanych i zmiętych od wieloletniego
|
|
|
1868 |
użytku. Często brak im zupełnie przedniej ściany tak, że widzieć można w
|
|
|
1869 |
przejeździe pasażerów, siedzących sztywnie i zachowujących się z wielką
|
|
|
1870 |
godnością. Tramwaje te popychane są przez tragarzy miejskich.
|
|
|
1871 |
Najdziwniejszą atoli rzeczą jest komunikacja kolejowa na Ulicy
|
|
|
1872 |
Krokodylej. Czasami, w nieregularnych porach dnia, gdzieś ku końcowi
|
|
|
1873 |
tygodnia można zauważyć tłum ludzi czekających na zakręcie ulicy na
|
|
|
1874 |
pociąg. Nie jest się nigdy pewnym, czy przyjedzie i gdzie stanie, i
|
|
|
1875 |
zdarza się często, że ludzie ustawiają się w dwóch różnych punktach, nie
|
|
|
1876 |
mogąc uzgodnić swych poglądów na miejsce przystanku. Czekają długo i
|
|
|
1877 |
stoją czarnym milczącym tłumem wzdłuż ledwo zarysowanych śladów toru, z
|
|
|
1878 |
twarzami w profilu, jak szereg bladych masek z papieru, wyciętych w
|
|
|
1879 |
fantastyczną linię zapatrzenia. I wreszcie niespodzianie zajeżdża, już
|
|
|
1880 |
wjechał z bocznej uliczki, skąd go oczekiwano, niski jak wąż,
|
|
|
1881 |
miniaturowy, z małą, sapiącą, krępą lokomotywą. Wjechał w ten czarny
|
|
|
1882 |
szpaler i ulica staje się ciemna od tego ciągu wozów, siejących pył
|
|
|
1883 |
węglowy. Ciemne sapanie parowozu i powiew dziwnej powagi, pełnej smutku,
|
|
|
1884 |
tłumiony pośpiech i zdenerwowanie zamieniają ulicę na chwilę w halę
|
|
|
1885 |
dworca kolejowego w szybko zapadającym zmierzchu zimowym. Plagą naszego
|
|
|
1886 |
miasta jest ażiotaż biletów kolejowych i przekupstwo. W ostatniej
|
|
|
1887 |
chwili, gdy pociąg już stoi na stacji, toczą się w nerwowym pośpiechu
|
|
|
1888 |
pertraktacje z przekupnymi urzędnikami linii żelaznej. Zanim te
|
|
|
1889 |
negocjacje się kończą, pociąg rusza, odprowadzany przez wolno sunący,
|
|
|
1890 |
rozczarowany tłum, który odprowadza go daleko, ażeby się wreszcie
|
|
|
1891 |
rozproszyć. Ulica, zacieśniona na chwilę do tego zaimprowizowanego
|
|
|
1892 |
dworca, pełnego zmierzchu i tchnienia dalekich dróg - rozwidnia się
|
|
|
1893 |
znowu, rozszerza i przepuszcza znów swym korytem beztroski monotonny
|
|
|
1894 |
tłum spacerowiczów, który wędruje wśród gwaru rozmów wzdłuż wystaw
|
|
|
1895 |
sklepowych, tych brudnych, szarych czworoboków, pełnych tandetnych
|
|
|
1896 |
towarów, wielkich woskowych manekinów i lalek fryzjerskich. Wyzywająco
|
|
|
1897 |
ubrane, w długich koronkowych sukniach przechodzą prostytutki. Mogą to
|
|
|
1898 |
być zresztą żony fryzjerów lub kapelmistrzów kawiarnianych. Idą
|
|
|
1899 |
drapieżnym, posuwistym krokiem i mają w niedobrych, zepsutych twarzach
|
|
|
1900 |
nieznaczną skazę, która je przekreśla: zezują czarnym, krzywym zezem lub
|
|
|
1901 |
mają usta rozdarte, lub brak im koniuszka nosa. Mieszkańcy miasta dumni
|
|
|
1902 |
są z tego odoru zepsucia, którym tchnie Ulica Krokodyli. Nie mamy
|
|
|
1903 |
potrzeby niczego sobie odmawiać - myślą z dumą - stać nas i na prawdziwą
|
|
|
1904 |
wielkomiejską rozpustę. Twierdzą oni, że każda kobieta w tej dzielnicy
|
|
|
1905 |
jest kokotą. W istocie wystarczy zwrócić uwagę na którąś - a natychmiast
|
|
|
1906 |
spotyka się to uporczywe, lepkie spojrzenie, które nas zmraża rozkoszną
|
|
|
1907 |
pewnością. Nawet dziewczęta szkolne noszą tu w pewien charakterystyczny
|
|
|
1908 |
sposób kokardy, stawiają swoistą manierą smukłe nogi i mają tę nieczystą
|
|
|
1909 |
skazę w spojrzeniu, w której leży preformowane przyszłe zepsucie. A
|
|
|
1910 |
jednak - a jednak czy mamy zdradzić ostatnią tajemnicę tej dzielnicy,
|
|
|
1911 |
troskliwie ukrywany sekret Ulicy Krokodyli? Kilkakrotnie w trakcie
|
|
|
1912 |
naszego sprawozdania stawialiśmy pewne znaki ostrzegawcze, dawaliśmy w
|
|
|
1913 |
delikatny sposób wyraz naszym zastrzeżeniom. Uważny czytelnik nie będzie
|
|
|
1914 |
nie przygotowany na ten ostateczny obrót sprawy. Mówiliśmy o
|
|
|
1915 |
imitatywnym, iluzorycznym charakterze tej dzielnicy, ale słowa te mają
|
|
|
1916 |
zbyt ostateczne i stanowcze znaczenie, by określić połowiczny i
|
|
|
1917 |
niezdecydowany charakter jej rzeczywistości. Język nasz nie posiada
|
|
|
1918 |
określeń, które by dozowały niejako stopień realności, definiowały jej
|
|
|
1919 |
giętkość. Powiedzmy bez ogródek: fatalnością tej dzielnicy jest, że nic
|
|
|
1920 |
w niej nie dochodzi do skutku, nic nie odbiega od swego definitivum,
|
|
|
1921 |
wszystkie ruchy rozpoczęte zawisają w powietrzu, wszystkie gesty
|
|
|
1922 |
wyczerpują się przedwcześnie i nie mogą przekroczyć pewnego martwego
|
|
|
1923 |
punktu. Mogliśmy już zauważyć wielką bujność i rozrzutność - w
|
|
|
1924 |
intencjach, w projektach i antycypacjach, która cechuje tę dzielnicę.
|
|
|
1925 |
Cała ona nie jest niczym innym jak fermentacją pragnień, przedwcześnie
|
|
|
1926 |
wybujałą i dlatego bezsilną i pustą. W atmosferze nadmiernej łatwości
|
|
|
1927 |
kiełkuje tutaj każda najlżejsza zachcianka, przelotne napięcie puchnie i
|
|
|
1928 |
rośnie w pustą, wydętą narośl, wystrzela szara i lekka wegetacja
|
|
|
1929 |
puszystych chwastów, bezbarwnych włochatych maków, zrobiona z nieważkiej
|
|
|
1930 |
tkanki majaku i haszyszu. Nad całą dzielnicą unosi się leniwy i
|
|
|
1931 |
rozwiązły fluid grzechu i domy, sklepy, ludzie wydają się niekiedy
|
|
|
1932 |
dreszczem na jej gorączkującym ciele, gęsią skórką na jej febrycznych
|
|
|
1933 |
marzeniach. Nigdzie, jak tu, nie czujemy się tak zagrożeni
|
|
|
1934 |
możliwościami, wstrząśnięci bliskością spełnienia, pobladli i bezwładni
|
|
|
1935 |
rozkosznym truchleniem ziszczenia. Lecz na tym się też kończy.
|
|
|
1936 |
Przekroczywszy pewien punkt napięcia, przypływ zatrzymuje się i cofa,
|
|
|
1937 |
atmosfera gaśnie i przekwita, możliwości więdną i rozpadają się w
|
|
|
1938 |
nicość, oszalałe szare maki ekscytacji rozsypują się w popiół. Będziemy
|
|
|
1939 |
wiecznie żałowali, żeśmy wtedy wyszli na chwilę z magazynu konfekcji
|
|
|
1940 |
podejrzanej konduity. Nigdy nie trafimy już doń z powrotem. Będziemy
|
|
|
1941 |
błądzili od szyldu do szyldu i mylili się setki razy. Zwiedzimy
|
|
|
1942 |
dziesiątki magazynów, trafimy do całkiem podobnych, będziemy wędrowali
|
|
|
1943 |
przez szpalery książek, wertowali czasopisma i druki, konferowali długo
|
|
|
1944 |
i zawile z panienkami o nadmiernym pigmencie i skażonej piękności, które
|
|
|
1945 |
nie potrafią zrozumieć naszych życzeń. Będziemy się wikłali w
|
|
|
1946 |
nieporozumieniach, aż cała nasza gorączka i podniecenie ulotni się w
|
|
|
1947 |
niepotrzebnym wysiłku, w straconej na próżno gonitwie. Nasze nadzieje
|
|
|
1948 |
były nieporozumieniem, dwuznaczny wygląd lokalu i służby- pozorem,
|
|
|
1949 |
konfekcja była prawdziwą konfekcją, a subiekt nie miał żadnych ukrytych
|
|
|
1950 |
intencyj. Świat kobiecy Ulicy Krokodylej odznacza się całkiem miernym
|
|
|
1951 |
zepsuciem, zagłuszonym grubymi warstwami przesądów moralnych i banalnej
|
|
|
1952 |
pospolitości. W tym mieście taniego materiału ludzkiego brak także
|
|
|
1953 |
wybujałości instynktu, brak niezwykłych i ciemnych namiętności. Ulica
|
|
|
1954 |
Krokodyli była koncesją naszego miasta na rzecz nowoczesności i zepsucia
|
|
|
1955 |
wielkomiejskiego. Widocznie nie stać nas było na nic innego jak na
|
|
|
1956 |
papierową imitację, jak na fotomontaż złożony z wycinków zleżałych,
|
|
|
1957 |
zeszłorocznych gazet.
|
|
|
1958 |
|
|
|
1959 |
KARAKONY Było to w okresie szarych dni, które nastąpiły po świetnej
|
|
|
1960 |
kolorowości genialnej epoki mego ojca. Były to długie tygodnie depresji,
|
|
|
1961 |
ciężkie tygodnie bez niedziel i świąt, przy zamkniętym niebie i w
|
|
|
1962 |
zubożałym krajobrazie. Ojca już wówczas nie było. Górne pokoje
|
|
|
1963 |
wysprzątano i wynajęto pewnej telefonistce. Z całego ptasiego
|
|
|
1964 |
gospodarstwa pozostał nam jedyny egzemplarz, wypchany kondor, stojący na
|
|
|
1965 |
półce w salonie. W chłodnym półmroku zamkniętych firanek stał on tam,
|
|
|
1966 |
jak za życia, na jednej nodze, w pozie buddyjskiego mędrca, a gorzka
|
|
|
1967 |
jego, wyschła twarz ascety skamieniała w wyraz ostatecznej obojętności i
|
|
|
1968 |
abnegacji. Oczy wypadły, a przez wypłakane, łzawe orbity sypały się
|
|
|
1969 |
trociny. Tylko rogowate egipskie narośle na nagim potężnym dziobie i na
|
|
|
1970 |
łysej szyi, narośle i gruzły spłowiałobłękitnej barwy nadawały tej
|
|
|
1971 |
starczej głowie coś dostojnie hieratycznego. Pierzasty habit jego był
|
|
|
1972 |
już w wielu miejscach przeżarty przez mole i gubił miękkie, szare
|
|
|
1973 |
pierze, które Adela raz w tygodniu wymiatała wraz z bezimiennym kurzem
|
|
|
1974 |
pokoju. W wyłysiałych miejscach widać było workowe, grube płótno, z
|
|
|
1975 |
którego wyłaziły kłaki konopne. Miałem ukryty żal do matki za łatwość, z
|
|
|
1976 |
jaką przeszła do porządku dziennego nad stratą ojca. Nigdy go nie
|
|
|
1977 |
kochała - myślałem - a ponieważ ojciec nie był zakorzeniony w sercu
|
|
|
1978 |
żadnej kobiety, przeto nie mógł też wróść w żadną realność i unosił się
|
|
|
1979 |
wiecznie na peryferii życia, w półrealnych regionach, na krawędziach
|
|
|
1980 |
rzeczywistosci. Nawet na uczciwą obywatelską śmierć nie zasłużył sobie -
|
|
|
1981 |
myślałem - wszystko u niego musiało, być dziwaczne i wątpliwe.
|
|
|
1982 |
Postanowiłem w stosownej chwili zaskoczyć matkę otwartą rozmową. Owego
|
|
|
1983 |
dnia (był ciężki dzień zimowy i od rana już sypał się miękki puch
|
|
|
1984 |
zmierzchu) matka miała migrenę i leżała na sofie samotnie w salonie. W
|
|
|
1985 |
tym rzadko odwiedzanym, paradnym pokoju panował od czasu zniknięcia ojca
|
|
|
1986 |
wzorowy porządek, pielęgnowany woskiem i szczotkami przez Adelę. Meble
|
|
|
1987 |
przykryte były pokrowcami; wszystkie sprzęty poddały się żelaznej
|
|
|
1988 |
dyscyplinie, jaką Adela roztoczyła nad tym pokojem. Tylko pęk piór
|
|
|
1989 |
pawich, stojących w wazie na komodzie, nie dał się utrzymać w ryzach.
|
|
|
1990 |
Był to element swawolny, niebezpieczny, o nieuchwytnej rewolucyjności,
|
|
|
1991 |
jak rozhukana klasa gimnazjastek, pełna dewocji w oczy, a rozpustnej
|
|
|
1992 |
swawoli poza oczyma. Świdrowały te oczy dzień cały i wierciły dziury w
|
|
|
1993 |
ścianach, mrugały, tłoczyły się, trzepocąc rzęsami, z palcem przy
|
|
|
1994 |
ustach, jedne przez drugie, pełne chichotu i psoty. Napełniały pokój
|
|
|
1995 |
świergotem i szeptem, rozsypywały się, jak motyle, dookoła
|
|
|
1996 |
wieloramiennej lampy, uderzały tłumem barwnym w matowe, starcze dziurki
|
|
|
1997 |
od kluczy. Nawet w obecności matki, leżącej z zawiązaną głową na sofie,
|
|
|
1998 |
nie mogły się powstrzymać, robiły perskie oczko, dawały sobie znaki,
|
|
|
1999 |
mówiły niemym, kolorowym alfabetem, pełnym sekretnych znaczeń. Irytowało
|
|
|
2000 |
mnie to szydercze porozumienie, ta migotliwa zmowa poza mymi plecami. Z
|
|
|
2001 |
kolanami przyciśniętymi do sofy matki, badając dwoma palcami, jakby w
|
|
|
2002 |
zamyśleniu, delikatną materię jej szlafroka, rzekłem niby mimochodem: -
|
|
|
2003 |
Chciałem cię już od dawna zapytać: prawda, że to jest on? - I chociaż
|
|
|
2004 |
nie wskazałem nawet spojrzeniem na kondora, matka odgadła od razu,
|
|
|
2005 |
zmieszała się bardzo i spuściła oczy. Dałem umyślnie upłynąć chwili,
|
|
|
2006 |
żeby wykosztować jej zmieszanie, po czym z całym spokojem, opanowując
|
|
|
2007 |
wzbierający gniew, spytałem: - Jaki sens mają w takim razie te wszystkie
|
|
|
2008 |
plotki i kłamstwa, które rozsiewasz o ojcu? Lecz jej rysy, które w
|
|
|
2009 |
pierwszej chwili rozpadły się były w panice, zaczęły się znowu
|
|
|
2010 |
porządkować. - Jakie kłamstwa? - spytała mrugając oczyma, które były
|
|
|
2011 |
puste, nalane ciemnym błękitem, bez białka. - Znam je od Adeli - rzekłem
|
|
|
2012 |
- ale wiem, że pochodzą od ciebie; chcę wiedzieć prawdę. Usta jej drżały
|
|
|
2013 |
lekko, źrenice, unikając mego wzroku, powędrowały w kąt oka. - Nie
|
|
|
2014 |
kłamałam - rzekła, a usta- jej napęczniały i stały się małe zarazem.
|
|
|
2015 |
Uczułem, że mnie kokietuje jak kobieta mężczyznę. - Z tymi karakonami to
|
|
|
2016 |
prawda - sam przecież pamiętasz... - Zmieszałem się. Pamiętałem w
|
|
|
2017 |
istocie tę inwazję karakonów, ten zalew czarnego rojowiska, które
|
|
|
2018 |
napełniało ciemność nocną, pajęczą bieganiną. Wszystkie szpary pełne
|
|
|
2019 |
były drgających wąsów, każda szczelina mogła wystrzelić z nagła
|
|
|
2020 |
karakonem, z każdego pęknięcia podłogi mogła zlęgnąć się ta czarna
|
|
|
2021 |
błyskawica, lecąca oszalałym zygzakiem po podłodze. Ach, ten dziki obłęd
|
|
|
2022 |
popłochu, pisany błyszczącą, czarną linią na tablicy podłogi. Ach, te
|
|
|
2023 |
krzyki grozy ojca, skaczącego z krzesła na krzesło z dzirytem w ręku.
|
|
|
2024 |
Nie przyjmując jadła ani napoju, z wypiekami gorączki na twarzy, z
|
|
|
2025 |
konwulsją wstrętu wrytą dookoła ust, ojciec mój zdziczał zupełnie. Jasne
|
|
|
2026 |
było, że tego napięcia nienawiści żaden organizm długo wytrzymać nie
|
|
|
2027 |
może. Straszliwa odraza zamieniała jego twarz w stężałą maskę tragiczną,
|
|
|
2028 |
w której tylko źrenice, ukryte za dolną powieką, leżały na czatach,
|
|
|
2029 |
napięte jak cięciwy, w wiecznej podejrzliwości. Z dzikim wrzaskiem
|
|
|
2030 |
zrywał się nagle z siedzenia, leciał na oślep w kąt pokoju i już
|
|
|
2031 |
podnosił dziryt, na którym utkwiony ogromny karakon przebierał
|
|
|
2032 |
rozpaczliwie gmatwaniną swych nóg. Adela przychodziła wówczas blademu ze
|
|
|
2033 |
zgrozy z pomocą i odbierała lancę wraz z utkwionym trofeum, ażeby ją
|
|
|
2034 |
utopić w cebrzyku. Już wówczas jednak nie umiałbym był powiedzieć, czy
|
|
|
2035 |
obrazy te zaszczepiły mi opowiadania Adeli, czy też sam byłem ich
|
|
|
2036 |
świadkiem. Ojciec mój nie posiadał już wtedy tej siły odpornej, która
|
|
|
2037 |
zdrowych ludzi broni od fascynacji wstrętu. Zamiast odgraniczyć się do
|
|
|
2038 |
straszliwej siły atrakcyjnej tej fascynacji, ojciec mój, wydany na łup
|
|
|
2039 |
szału, wplątywał się w nią coraz bardziej. Smutne skutki nie dały długo
|
|
|
2040 |
na siebie czekać. Wnet pojawiły się pierwsze podejrzane znaki, które
|
|
|
2041 |
napełniły nas przerażeniem i smutkiem. Zachowanie ojca zmieniło się.
|
|
|
2042 |
Szał jego, euforia jego podniecenia przygasła. W ruchach i mimice jęły
|
|
|
2043 |
się zdradzać znaki złego sumienia. Zaczął nas unikać. Krył się dzień
|
|
|
2044 |
cały po kątach, w szafach, pod pierzyną. .Widziałem go nieraz, jak w
|
|
|
2045 |
zamyśleniu oglądał własne ręce, badał konsystencję skóry, paznokci, na
|
|
|
2046 |
których występować zaczęły czarne plamy, jak łuski karakona. W dzień
|
|
|
2047 |
opierał się jeszcze ostatkami sił, walczył, ale w nocy fascynacja
|
|
|
2048 |
uderzała nań potężnymi arakami. Widziałem go późną nocą, w świetle
|
|
|
2049 |
świecy stojącej na podłodze. Mój ojciec leżał na ziemi nagi, popstrzony
|
|
|
2050 |
czarnymi plamami totemu, pokreślony liniami żeber, fantastycznym
|
|
|
2051 |
rysunkiem przeświecającej na zewnątrz anatomii, leżał na czworakach,
|
|
|
2052 |
opętany fascynacją awersji, która go wciągała w głąb swych zawiłych
|
|
|
2053 |
dróg. Mój ojciec poruszał się wieloczłonkowym, skomplikowanym ruchem
|
|
|
2054 |
dziwnego rytuału, w którym ze zgrozą poznałem imitację ceremoniału
|
|
|
2055 |
karakoniego. Od tego czasu wyrzekliśmy się ojca. Podobieństwo do
|
|
|
2056 |
karakona występowało z dniem każdym wyraźniej - mój ojciec zamieniał się
|
|
|
2057 |
w karakona. Zaczęliśmy się przyzwyczajać do tego. Widywaliśmy go coraz
|
|
|
2058 |
rzadziej, całymi tygodniami znikał gdzieś na swych karakonich drogach -
|
|
|
2059 |
przestaliśmy go odróżniać, zlał się w zupełności z tym czarnym
|
|
|
2060 |
niesamowitym plemieniem. Kto mógł powiedzieć, czy żył gdzieś jeszcze w
|
|
|
2061 |
jakiejś szparze podłogi, czy przebiegał nocami pokoje, zaplątany w afery
|
|
|
2062 |
karakonie, czy też był może między tymi martwymi owadami, które Adela co
|
|
|
2063 |
rana znaj-dowała brzuchem do góry leżące i najeżone nogami i które ze
|
|
|
2064 |
wstrętem brała na śmietniczkę i wyrzucała? - A jednak - powiedziałem
|
|
|
2065 |
zdetonowany - jestem pewny, że ten kondor to on. - Matka spojrzała na
|
|
|
2066 |
mnie spod rzęs: - Nie dręcz mnie, drogi - mówiłam ci już przecież, że
|
|
|
2067 |
ojciec podróżuje jako komiwojażer po kraju - przecież wiesz, że czasem w
|
|
|
2068 |
nocy przyjeżdża do domu, ażeby przed świtem jeszcze dalej odjechać.
|
|
|
2069 |
|
|
|
2070 |
WICHURA Tej długiej i pustej zimy obrodziła ciemność w naszym mieście
|
|
|
2071 |
ogromnym, stokrotnym urodzajem. Zbyt długo snadź nie sprzątano na
|
|
|
2072 |
strychach i w rupieciarniach, stłaczano garnki na garnkach i flaszki na
|
|
|
2073 |
flaszkach, pozwalano narastać bez końca pustym bateriom butelek. Tam, w
|
|
|
2074 |
tych spalonych, wielkobelkowych lasach strychów i dachów ciemność
|
|
|
2075 |
zaczęła się wyradzać i dziko fermentować. Tam zaczęły się te czarne
|
|
|
2076 |
sejmy garnków, te wiecowania gadatliwe i puste, te bełkotliwe
|
|
|
2077 |
flaszkowania, bulgoty butli i baniek. Aż pewnej nocy wezbrały pod
|
|
|
2078 |
gontowymi przestworami falangi garnków i flaszek i popłynęły wielkim
|
|
|
2079 |
stłoczonym ludem na miasto. Strychy, wystrychnięte ze strychów,
|
|
|
2080 |
rozprzestrzeniały się jedne z drugich i wystrzelały czarnymi szpalerami,
|
|
|
2081 |
a przez przestronne ich echa przebiegały kawalkady tramów i belek,
|
|
|
2082 |
lansady drewnianych kozłów, klękających na jodłowe kolana, ażeby
|
|
|
2083 |
wypadłszy na wolność, napełnić przestwory nocy galopem krokwi i
|
|
|
2084 |
zgiełkiem płatwi i bantów. Wtedy to wylały się te czarne rzeki, wędrówki
|
|
|
2085 |
beczek i konwi, i płynęły przez noce. Czarne ich, połyskliwe, gwarne
|
|
|
2086 |
zbiegowiska oblegały miasto. Nocami mrowił się ten ciemny zgiełk naczyń
|
|
|
2087 |
i napierał jak armie rozgadanych ryb, niepowstrzymany najazd pyskujących
|
|
|
2088 |
skopców i bredzących cebrów. Dudniąc dnami, piętrzyły się wiadra, beczki
|
|
|
2089 |
i konwie, dyndały się gliniane stągwie zdunów, stare kapeluchy i
|
|
|
2090 |
cylindry dandysów gramoliły się jedna na drugie, rosnąc w niebo
|
|
|
2091 |
kolumnami, które się rozpadały. I wszystkie kołatały niezgrabnie kołkami
|
|
|
2092 |
drewnianych języków, mełły nieudolnie w drewnianych gębach bełkot klątw
|
|
|
2093 |
i obelg, bluźniąc błotem na całej przestrzeni nocy. Aż dobluźniły się,
|
|
|
2094 |
doklęły swego. Przywołane rechotem naczyń, rozplotkowanym od brzegu do
|
|
|
2095 |
brzegu, nadeszły wreszcie karawany, nadciągnęły potężne tabory wichru i
|
|
|
2096 |
stanęły nad nocą. Ogromne obozowisko, czarny ruchomy amfiteatr zstępować
|
|
|
2097 |
zaczął w potężnych kręgach ku miastu. I wybuchła ciemność ogromną
|
|
|
2098 |
wzburzoną wichurą i szalała przez trzy dni i trzy noce... - Nie
|
|
|
2099 |
pójdziesz dziś do szkoły - rzekła rano matka - jest straszna wichura na
|
|
|
2100 |
dworze. - W pokoju unosił się delikatny welon dymu, pachnący żywicą. Piec
|
|
|
2101 |
wył i gwizdał, jak gdyby uwiązana w nim była cała sfora psów czy
|
|
|
2102 |
demonów. Wielki bohomaz, wymalowany na jego pękatym brzuchu, wykrzywiał
|
|
|
2103 |
się kolorowym grymasem i fantastyczniał wzdętymi policzkami. Pobiegłem
|
|
|
2104 |
boso do okna. Niebo wydmuchane było wzdłuż i wszerz wiatrami.
|
|
|
2105 |
Srebrzystobiałe i przestronne, porysowane było w linie sił, natężone do
|
|
|
2106 |
pęknięcia, w srogie bruzdy, jakby zastygłe żyły cyny i ołowiu.
|
|
|
2107 |
Podzielone na pola energetyczne i drżące od napięć, pełne było utajonej
|
|
|
2108 |
dynamiki. Rysowały się w nim diagramy wichury, która sama niewidoczna i
|
|
|
2109 |
nieuchwytna, ładowała krajobraz potęgą. Nie widziało się jej. Poznawało
|
|
|
2110 |
się ją po domach, po dachach, w które wjeżdżała jej furia. Jeden po
|
|
|
2111 |
drugim strychy zdawały się rosnąć i wybuchać szaleństwem, gdy wstępowała
|
|
|
2112 |
w nie jej siła. Ogałacała place, zostawiała za sobą na ulicach białą
|
|
|
2113 |
pustkę, zamiatała całe połacie rynku do czysta. Ledwie tu i ówdzie giął
|
|
|
2114 |
się pod nią i trzepotał, uczepiony węgła domu, samotny człowiek. Cały
|
|
|
2115 |
plac rynkowy zdawał się wybrzuszać i lśnić pustą łysiną pod jej
|
|
|
2116 |
potężnymi przelotami. Na niebie wydmuchał wiatr zimne i martwe kolory,
|
|
|
2117 |
grynszpanowe, żółte i liliowe smugi, dalekie sklepienia i arkady swego
|
|
|
2118 |
labiryntu. Dachy stały pod tymi niebami czarne i krzywe, pełne
|
|
|
2119 |
niecierpliwości i oczekiwania. Te, w które wstąpił wicher, wstawały w
|
|
|
2120 |
natchnieniu, przerastały sąsiednie domy i prorokowały pod rozwichrzonym
|
|
|
2121 |
niebem. Potem opadały i gasły nie mogąc dłużej zatrzymać potężnego tchu,
|
|
|
2122 |
który leciał dalej i napełniał cały przestwór zgiełkiem i przerażeniem.
|
|
|
2123 |
I znów inne domy wstawały z krzykiem, w paroksyzmie jasnowidzenia, i
|
|
|
2124 |
zwiastowały. Ogromne buki koło kościoła stały z wniesionymi rękami, jak
|
|
|
2125 |
świadkowie wstrząsających objawień, i krzyczały, krzyczały. Dalej, za
|
|
|
2126 |
dachami rynku, widziałem dalekie mury ogniowe, nagie ściany szczytowe
|
|
|
2127 |
przedmieścia. Wspinały się jeden nad drugi i rosły, zesztywniałe z
|
|
|
2128 |
przerażenia i osłupiałe. Daleki, zimny, czerwony odblask zabarwiał je
|
|
|
2129 |
późnymi kolorami. Nie jedliśmy tego dnia obiadu, bo ogień w kuchni
|
|
|
2130 |
wracał kłębami dymu do izby. W pokojach było zimno i pachniało wiatrem.
|
|
|
2131 |
Około drugiej po południu wybuchł na przedmieściu pożar i rozszerzał się
|
|
|
2132 |
gwałtownie. Matka z Adelą zaczęły pakować pościel, futra i kosztowności.
|
|
|
2133 |
Nadeszła noc. Wicher wzmógł się na sile i gwałtowności, rozrósł się
|
|
|
2134 |
niepomiernie i objął cały przestwór. Już teraz nie nawiedzał domów i
|
|
|
2135 |
dachów, ale wybudował nad miastem wielopiętrowy, wielokrotny przestwór,
|
|
|
2136 |
czarny labirynt, rosnący w nieskończonych kondygnacjach. Z tego
|
|
|
2137 |
labiryntu wystrzelał całymi galeriami pokojów, wyprowadzał piorunem
|
|
|
2138 |
skrzydła i trakty, toczył z hukiem długie amfilady, a potem dawał się
|
|
|
2139 |
zapadać tym wyimaginowanym piętrom, sklepieniom i kazamatom i wzbijał
|
|
|
2140 |
się jeszcze wyżej, kształtując sam bezforemny bezmiar swym natchnieniem.
|
|
|
2141 |
Pokój drżał z lekka, obrazy na ścianach brzęczały. Szyby lśniły się
|
|
|
2142 |
tłustym odblaskiem lampy. Firanki na oknie wisiały wzdęte i pełne
|
|
|
2143 |
tchnienia tej burzliwej nocy. Przypomnieliśmy sobie, że ojca od rana nie
|
|
|
2144 |
widziano. Wczesnym rankiem, domyślaliśmy się, musiał udać się do sklepu,
|
|
|
2145 |
gdzie go zaskóczyła wichura, odcinając mu powrót. - Cały dzień nic nie
|
|
|
2146 |
jadł - biadała matka. Starszy subiekt Teodor podjął się wyprawić w noc i
|
|
|
2147 |
wichurę, żeby zanieść mu posiłek. Brat mój przyłączył się do wyprawy.
|
|
|
2148 |
Okutani w wielkie niedźwiedzie futra, obciążyli kieszenie żelazkami i
|
|
|
2149 |
moździerzami, balastem, który miał zapobiec porwaniu ich przez wichurę.
|
|
|
2150 |
Ostrożnie otworzono drzwi prowadzące w noc. Zaledwie subiekt i brat mój
|
|
|
2151 |
z wzdętymi płaszczami wkroczyli jedną nogą w ciemność, noc ich połknęła
|
|
|
2152 |
zaraz na progu domu. Wicher zmył momentalnie ślad ich wyjścia. Nie widać
|
|
|
2153 |
było przez okno nawet latarki, którą ze sobą zabrali. Pochłonąwszy ich,
|
|
|
2154 |
wicher na chwilę przycichł. Adela z matką próbowały na nowo rozpalić
|
|
|
2155 |
ogień pod kuchnią. Zapałki gasły, przez drzwiczki dmuchało popiołem i
|
|
|
2156 |
sadzą. Staliśmy pod drzwiami i nasłuchiwali. W lamentach wichru dawały
|
|
|
2157 |
się słyszeć wszelkie głosy, perswazje, nawoływania i gawędy. Zdawało się
|
|
|
2158 |
nam, że słyszymy wołanie o pomoc ojca zabłąkanego w wichurze, to znowu,
|
|
|
2159 |
że brat z Teodorem gwarzą beztrosko pod drzwiami. Wrażenie było tak
|
|
|
2160 |
łudzące, że Adela otworzyła drzwi i w samej rzeczy ujrzała Teodora i
|
|
|
2161 |
brata mego, wynurzających się z trudem z wichury, w której tkwili po
|
|
|
2162 |
pachy. Weszli zdyszani do sieni, zaciskając z wysiłkiem drzwi za sobą.
|
|
|
2163 |
Przez chwilę musieli wesprzeć się o odrzwia, tak silnie szturmował
|
|
|
2164 |
wicher do bramy. Wreszcie zasunęli rygiel i wiatr pognał dalej.
|
|
|
2165 |
Opowiadali bezładnie o nocy, o wichurze. Ich futra, nasiąkłe wiatrem,
|
|
|
2166 |
pachniały teraz powietrzem. Trzepotali powiekami w świetle; ich oczy,
|
|
|
2167 |
pełne jeszcze nocy, broczyły ciemnością za każdym uderzeniem powiek. Nie
|
|
|
2168 |
mogli dojść do sklepu, zgubili drogę i ledwo trafili z powrotem. Nie
|
|
|
2169 |
poznawali miasta, wszystkie ulice były jak przestawione. Matka
|
|
|
2170 |
podejrzewała, że kłamali. W istocie cała ta scena sprawiała wrażenie,
|
|
|
2171 |
jakby przez ten kwadrans stali w ciemności pod oknem, nie oddalając się
|
|
|
2172 |
wcale. A może naprawdę nie było już miasta i rynku, a wicher i noc
|
|
|
2173 |
otaczały nasz dom tylko ciemnymi kulisami, pełnymi wycia, świstu i
|
|
|
2174 |
jęków. Może nie było wcale tych ogromnych i żałosnych przestrzeni, które
|
|
|
2175 |
nam wicher sugerował, może nie było wcale tych opłakanych labiryntów,
|
|
|
2176 |
tych wielookiennych traktów i korytarzy, na których grał wicher, jak na
|
|
|
2177 |
długich czarnych fletach. Coraz bardziej umacniało się w nas
|
|
|
2178 |
przekonanie, że cała ta burza była tylko donkiszoterią nocną, imitującą
|
|
|
2179 |
na wąskiej przestrzeni kulis tragiczne bezmiary, kosmiczną bezdomność i
|
|
|
2180 |
sieroctwo wichury. Coraz częściej otwierały się teraz drzwi sieni i
|
|
|
2181 |
wpuszczały okutanego w opończe i szale gościa. Zziajany sąsiad lub
|
|
|
2182 |
znajomy wywijał się powoli z chustek, płaszczy i wyrzucał z siebie
|
|
|
2183 |
zdyszanym głosem opowiadania, urywane bezładne słowa, które
|
|
|
2184 |
fantastycznie powiększały, kłamliwie przesadzały bezmiar nocy.
|
|
|
2185 |
Siedzieliśmy wszyscy w jasno oświetlonej kuchni. Za ogniskiem kuchennym
|
|
|
2186 |
i czarnym, szerokim okapem komina prowadziło parę stopni do drzwi
|
|
|
2187 |
strychu. Na tych schodkach siedział starszy subiekt Teodor i
|
|
|
2188 |
nasłuchiwał, jak strych grał od wichru. Słyszał, jak w pauzach wichury
|
|
|
2189 |
miechy żeber strychowych składały się w fałdy i dach wiotczał i zwisał
|
|
|
2190 |
jak ogromne płuca, z których uciekł oddech, to znowu nabierał tchu,
|
|
|
2191 |
nastawiał się palisadami krokwi, rósł jak sklepienia gotyckie,
|
|
|
2192 |
rozprzestrzeniał się lasem belek, pełnym stokrotnego echa, i huczał jak
|
|
|
2193 |
pudło ogromnych basów. Ale potem zapominaliśmy o wichurze, Adela tłukła
|
|
|
2194 |
cynamon w dźwięcznym moździerzu. Ciotka Perazja przyszła w odwiedziny.
|
|
|
2195 |
Drobna, ruchliwa i pełna zabiegliwości, z koronką czarnego szala na
|
|
|
2196 |
głowie, zaczęła krzątać się po kuchni, pomagając Adeli. Adela oskubała
|
|
|
2197 |
koguta. Ciotka Perazja zapaliła pod okapem komina garść papierów i
|
|
|
2198 |
szerokie płaty płomienia wzlatywały z nich w czarną czeluść. Adela,
|
|
|
2199 |
trzymając koguta za szyję, uniosła go nad płomień, ażeby opalić na nim
|
|
|
2200 |
resztę pierza. Kogut zatrzepotał nagle w ogniu skrzydłami, zapiał i
|
|
|
2201 |
spłonął. Wtedy ciotka Perazja zaczęła się kłócić, kląć i złorzeczyć.
|
|
|
2202 |
Trzęsąc się ze złości, wygrażała rękami Adeli i matce. Nie rozumiałem, o
|
|
|
2203 |
co jej chodzi, a ona zacietrzewiała się coraz bardziej w gniewie i stała
|
|
|
2204 |
się jednym pękiem gestykulacji i złorzeczeń. Zdawało się, że w
|
|
|
2205 |
paroksyzmie złości rozgestykuluje się na części, że rozpadnie się,
|
|
|
2206 |
podzieli, rozbiegnie w sto pająków, rozgałęzi się po podłodze czarnym,
|
|
|
2207 |
migotliwym pękiem oszalałych karakonach biegów. Zamiast tego zaczęła
|
|
|
2208 |
raptownie maleć, kurczyć się, wciąż roztrzęsiona i rozsypująca się
|
|
|
2209 |
przekleństwami. Z nagła podreptała, zgarbiona i mała, w kąt kuchni,
|
|
|
2210 |
gdzie leżały drwa na opał i, klnąc i kaszląc, zaczęła gorączkowo
|
|
|
2211 |
przebierać wśród dźwięcznych drewien, aż znalazła dwie cienkie, żółte
|
|
|
2212 |
drzazgi. Pochwyciła je latającymi ze wzburzenia rękami, przymierzyła do
|
|
|
2213 |
nóg, po czym wspięła się na nie, jak na szczudła, i zaczęła na tych
|
|
|
2214 |
żółtych kulach chodzić, stukocąc po deskach, biegać tam i z powrotem
|
|
|
2215 |
wzdłuż skośnej linii podłogi, coraz szybciej i szybciej, potem wbiegła
|
|
|
2216 |
na ławkę jodłową, kuśtykając na dudniących deskach, a stamtąd na półkę z
|
|
|
2217 |
talerzami, dźwięczną, drewnianą półkę obiegającą ściany kuchni, i biegła
|
|
|
2218 |
po niej, kolankując na szczudłowych kulach, by wreszcie gdzieś w kącie,
|
|
|
2219 |
malejąc coraz bardziej, sczernieć, zwinąć się jak zwiędły, spalony
|
|
|
2220 |
papier, zetlić się w płatek popiołu, skruszyć w proch i w nicość.
|
|
|
2221 |
Staliśmy wszyscy bezradni wobec tej szalejącej furii złości, która sama
|
|
|
2222 |
siebie trawiła i pożerała. Z ubolewaniem patrzyliśmy na smutny przebieg
|
|
|
2223 |
tego paroksyzmu i z pewną ulgą wróciliśmy do naszych zajęć, gdy żałosny
|
|
|
2224 |
ten proces dobiegł swego naturalnego końca. Adela zadzwoniła znowu
|
|
|
2225 |
moździerzem, tłukąc cynamon, matka ciągnęła dalej przerwaną rozmowę, a
|
|
|
2226 |
subiekt Teodor, nasłuchując proroctw strychowych, stroił śmieszne
|
|
|
2227 |
grymasy, podnosił wysoko brwi i śmiał się do siebie.
|
|
|
2228 |
|
|
|
2229 |
NOC WIELKIEGO SEZONU Każdy wie, że w szeregu zwykłych, normalnych lat
|
|
|
2230 |
rodzi niekiedy zdziwaczały czas ze swego łona lata inne, lata osobliwe,
|
|
|
2231 |
lata wyrodne, którym - jak szósty, mały palec u ręki - wyrasta kędyś
|
|
|
2232 |
trzynasty, fałszywy miesiąc. Mówimy fałszywy, gdyż rzadko dochodzi on do
|
|
|
2233 |
pełnego rozwoju. Jak dzieci późno spłodzone, pozostaje on w tyle ze
|
|
|
2234 |
wzrostem, miesiąc garbusek, odrośl w połowie uwiędła i raczej domyślna
|
|
|
2235 |
niż rzeczywista. Winna jest temu starcza niepowściągliwość lata, jego
|
|
|
2236 |
rozpustna i późna żywotność. Bywa czasem, że sierpień minie, a stary
|
|
|
2237 |
gruby pień lata rodzi z przyzwyczajenia jeszcze dalej, pędzi ze swego
|
|
|
2238 |
próchna te dni-dziczki, dni-chwasty, jałowe i idiotyczne, dorzuca na
|
|
|
2239 |
dokładkę, za darmo, dni-kaczany, puste i niejadalne - dni białe,
|
|
|
2240 |
zdziwione i niepotrzebne. Wyrastają one, nieregularne i nierówne, nie
|
|
|
2241 |
wykształcone i zrośnięte z sobą, jak palce potworkowatej ręki,
|
|
|
2242 |
pączkujące i zwinięte w figę. Inni porównywają te dni do apokryfów,
|
|
|
2243 |
wsuniętych potajemnie między rozdziały wielkiej księgi roku, do
|
|
|
2244 |
palimpsestów, skrycie włączonych pomiędzy jej stronice, albo do tych
|
|
|
2245 |
białych nie zadrukowanych kartek, na których oczy, naczytane do syta i
|
|
|
2246 |
pełne treści, broczyć mogą obrazami i gubić kolory na tych pustych
|
|
|
2247 |
stronicach, coraz bladziej i bladziej, ażeby wypocząć na ich nicości,
|
|
|
2248 |
zanim wciągnięte zostaną w labirynty nowych przygód i rozdziałów. Ach,
|
|
|
2249 |
ten stary, pożółkły romans roku, ta wielka, rozpadająca się księga
|
|
|
2250 |
kalendarza! Leży ona sobie zapomniana gdzieś w archiwach czasu, a treść
|
|
|
2251 |
jej rośnie dalej między okładkami, pęcznieje bez ustanku od gadulstwa
|
|
|
2252 |
miesięcy, od szybkiego samorództwa blagi, od bajania i marzeń, które się
|
|
|
2253 |
w niej mnożą. Ach, i spisując te nasze opowiadania, szeregując te
|
|
|
2254 |
historie o moim ojcu na zużytym marginesie jej tekstu, czy nie oddaję
|
|
|
2255 |
się tajnej nadziei, że wrosną one kiedyś niepostrzeżenie między zżółkłe
|
|
|
2256 |
kartki tej najwspanialszej, rozsypującej się księgi, że wejdą w wielki
|
|
|
2257 |
szelest jej stronic, który je pochłonie? To, o czym tu mówić będziemy,
|
|
|
2258 |
działo się tedy w owym trzynastym, nadliczbowym i niejako fałszywym
|
|
|
2259 |
miesiącu tego roku, na tych kilkunastu pustych kartkach wielkiej kroniki
|
|
|
2260 |
kalendarza. Ranki były podówczas dziwnie cierpkie i orzeźwiające. Po
|
|
|
2261 |
uspokojonym i chłodniejszym tempie czasu, po nowym całkiem zapachu
|
|
|
2262 |
powietrza, po odmiennej konsystencji światła poznać było, że weszło się
|
|
|
2263 |
w inną serię dni, w nową okolicę Bożego Roku. Głos drżał pod tymi nowymi
|
|
|
2264 |
niebami dźwięcznie i świeżo jak w nowym jeszcze i pustym mieszkaniu,
|
|
|
2265 |
pełnym zapachu lakieru, farb, rzeczy zaczętych i nie wypróbowanych. Z
|
|
|
2266 |
dziwnym wzruszeniem próbowało się nowego echa, napoczynało się je z
|
|
|
2267 |
ciekawością, jak w chłodny i trzeźwy poranek babkę do kawy w przeddzień
|
|
|
2268 |
podróży. Ojciec mój siedział znowu w tylnym kontuarze sklepu, w małej,
|
|
|
2269 |
sklepionej izbie, pokratkowanej jak ul w wielokomórkowe registratury i
|
|
|
2270 |
łuszczącej się bez końca warstwami papieru, listów i faktur. Z szelestu
|
|
|
2271 |
arkuszy, z nieskończonego kartkowania papierów wyrastała kratkowana i
|
|
|
2272 |
pusta egzystencja tego pokoju, z nieustannego przekładania plików
|
|
|
2273 |
odnawiała się w powietrzu z niezliczonych nagłówków firmowych apoteoza w
|
|
|
2274 |
formie miasta fabrycznego, widzianego z lotu ptaka, najeżonego dymiącymi
|
|
|
2275 |
kominami, otoczonego rzędami medali i ujętego w wywijasy i zakręty
|
|
|
2276 |
pompatycznych et i Comp. Tam siedział ojciec, jak w ptaszarni, na
|
|
|
2277 |
wysokim stołku, a gołębniki registratur szeleściły plikami papierów i
|
|
|
2278 |
wszystkie gniazda i dziuple pełne były świergotu cyfr. Głąb wielkiego
|
|
|
2279 |
sklepu ciemniała i wzbogacała się z dnia na dzień zapasami sukna,
|
|
|
2280 |
szewiotów, aksamitów i kortów. W ciemnych półkach, tych spichrzach i
|
|
|
2281 |
lamusach chłodnej, pilśniowej barwności, procentowała stokrotnie ciemna,
|
|
|
2282 |
odstała korowość rzeczy, mnożył się i sycił potężny kapitał jesieni. Tam
|
|
|
2283 |
rósł i ciemniał ten kapitał i rozsiadał się coraz szerzej na półkach,
|
|
|
2284 |
jak na galeriach jakiegoś wielkiego teatru, uzupełniając się jeszcze i
|
|
|
2285 |
pomnażając każdego rana nowymi ładunkami towaru, który w skrzyniach i
|
|
|
2286 |
pakach wraz z rannym chłodem wnosili na niedźwiedzich barach stękający,
|
|
|
2287 |
brodaci tragarze w oparach świeżości jesiennej i wódki. Subiekci
|
|
|
2288 |
wyładowywali te nowe zapasy sycących bławatnych kolorów i wypełniali
|
|
|
2289 |
nimi, kitowali starannie wszystkie szpary i luki wysokich szaf. Był to
|
|
|
2290 |
rejestr olbrzymi wszelakich kolorów jesieni, ułożony warstwami,
|
|
|
2291 |
usortowany odcieniami, idący w dół i w górę, jak po dźwięcznych
|
|
|
2292 |
schodach, po gamach wszystkich oktaw barwnych. Zaczynał się u dołu i
|
|
|
2293 |
próbował jękliwie i nieśmiało altowych spełzłości i półtonów,
|
|
|
2294 |
przechodził potem do spłowiałych popiołów dali, do gobelinowych błękitów
|
|
|
2295 |
i rosnąc ku górze coraz szerszymi akordami, dochodził do ciemnych
|
|
|
2296 |
granatów, do indyga lasów dalekich i do pluszu parków szumiących, ażeby
|
|
|
2297 |
potem poprzez wszystkie ochry, sangwiny, rudości i sepie wejść w
|
|
|
2298 |
szelestny cień więdnących ogrodów i dojść do ciemnego zapachu grzybów,
|
|
|
2299 |
do tchnienia próchna w głębiach nocy jesiennej i do głuchego
|
|
|
2300 |
akompaniamentu najciemniejszych basów. Ojciec mój szedł wzdłuż tych
|
|
|
2301 |
arsenałów sukiennej jesieni i uspokajał i uciszał te masy, ich
|
|
|
2302 |
wzbierającą moc, spokojną potęgę Pory. Chciał jak najdłużej utrzymać w
|
|
|
2303 |
całości te rezerwy zamagazynowanej barwności. Bał się łamać, wymieniać
|
|
|
2304 |
na gotówkę ten fundusz żelazny jesieni. Ale wiedział, czuł, że przyjdzie
|
|
|
2305 |
czas i wicher jesienny, pustoszący i ciepły wicher, powieje nad tymi
|
|
|
2306 |
szafami i wtedy puszczą one i nic nie zdoła powstrzymać ich wylewu, tych
|
|
|
2307 |
strumieni kolorowości, którymi wybuchną na miasto całe. Przychodziła
|
|
|
2308 |
pora Wielkiego Sezonu. Ożywiały się ulice. O szóstej godzinie po
|
|
|
2309 |
południu miasto zakwitało gorączką, domy dostawały wypieków, a ludzie
|
|
|
2310 |
wędrowali ożywieni jakimś wewnętrznym ogniem, naszminkowani i ubarwieni
|
|
|
2311 |
jaskrawo, z oczyma błyszczącymi jakąś odświętną, piękną i złą febrą. Na
|
|
|
2312 |
bocznych uliczkach, w cichych zaułkach, uchodzących już w wieczorną
|
|
|
2313 |
dzielnicę, miasto było puste. Tylko dzieci bawiły się na placykach pod
|
|
|
2314 |
balkonami, bawiły się bez tchu, hałaśliwie i niedorzecznie. Przykładały
|
|
|
2315 |
małe pęcherzyki do ust, ażeby wydmuchać je i naindyczyć się nagle
|
|
|
2316 |
jaskrawo w wielkie, gulgocące, rozpluskane narośle albo wykogucić się w
|
|
|
2317 |
głupią kogucią maskę, czerwoną i piejącą, w kolorowe jesienne maszkary
|
|
|
2318 |
fantastyczne i absurdalne. Zdawało się, że tak nadęte i piejące wzniosą
|
|
|
2319 |
się w powietrze długimi kolorowymi łańcuchami i jak jesienne klucze
|
|
|
2320 |
ptaków przeciągać będą nad miastem - fantastyczne flotylle z bibułki i
|
|
|
2321 |
pogody jesiennej. Albo woziły się wśród krzyków na małych zgiełkliwych
|
|
|
2322 |
wózkach, grających kolorowym turkotem kółek, szprych i dyszli. Wózki
|
|
|
2323 |
zjeżdżały naładowane ich krzykiem i staczały się w dół ulicy aż do nisko
|
|
|
2324 |
rozlanej, żółtej rzeczki wieczornej, gdzie rozpadały się na gruz
|
|
|
2325 |
krążków, kołków i patyczków. I podczas gdy zabawy dzieci stawały się
|
|
|
2326 |
coraz bardziej hałaśliwe i splątane, wypieki miasta ciemniały i
|
|
|
2327 |
zakwitały purpurą, nagle świat cały zaczynał więdnąć i czernieć i szybko
|
|
|
2328 |
wydzielał się zeń majaczliwy zmierzch, którym zarażały się wszystkie
|
|
|
2329 |
rzeczy. Zdradliwie i jadowicie szerzyła się ta zaraza zmierzchu wokoło,
|
|
|
2330 |
szła od rzeczy do rzeczy, a czego dotknęła, to wnet butwiało, czerniało,
|
|
|
2331 |
rozpadało się w próchno. Ludzie uciekali przed zmierzchem w cichym
|
|
|
2332 |
popłochu i naraz dosięgał ich ten trąd, i wysypywał się ciemną wysypką
|
|
|
2333 |
na czole, i tracili twarze, które odpadały wielkimi, bezkształtnymi
|
|
|
2334 |
plamami, i szli dalej, już bez rysów, bez oczu, gubiąc po drodze maskę
|
|
|
2335 |
po masce, tak że zmierzch roił się od tych larw porzuconych, sypiących
|
|
|
2336 |
się za ich ucieczką. Potem zaczynało wszystko zarastać czarną,
|
|
|
2337 |
próchniejącą korą, łuszczącą się wielkimi płatami, chorymi strupami
|
|
|
2338 |
ciemności. A gdy w dole wszystko rozprzęgło się i szło wniwecz w tej
|
|
|
2339 |
cichej zamieszce, w panice prędkiego rozkładu, w górze utrzymywał się i
|
|
|
2340 |
rósł coraz wyżej milczący alarm zorzy, drgający świergotem miliona
|
|
|
2341 |
cichych dzwonków, wzbierających wzlotem miliona cichych skowronków
|
|
|
2342 |
lecących razem w jedną wielką, srebrną nieskończoność. Potem była już
|
|
|
2343 |
nagle noc - wielka noc, rosnąca jeszcze podmuchami wiatru, które ją
|
|
|
2344 |
rozszerzały. W jej wielokrotnym labiryncie wyłupane były gniazda jasne:
|
|
|
2345 |
sklepy - wielkie, kolorowe latarnie, pełne spiętrzonego towaru i zgiełku
|
|
|
2346 |
kupujących. Przez jasne szyby tych latani można było śledzić zgiełkliwy
|
|
|
2347 |
i pełen dziwacznego ceremoniału obrzęd zakupów jesiennych. Ta wielka,
|
|
|
2348 |
fałdzista noc jesienna, rosnąca cieniami, roszerzona wiatrami, kryła w
|
|
|
2349 |
swych ciemnych fałdach jasne kieszenie, woreczki z kolorowym
|
|
|
2350 |
drobiazgiem, z pstrym towarem czekoladek, keksów, kolonialnej
|
|
|
2351 |
pstrokacizny. Te budki i kramiki, sklecone z pudełek po cukrach,
|
|
|
2352 |
wytapetowane jaskrawo reklamami czekolad, pełne mydełek, wesołej
|
|
|
2353 |
tandety, złoconych błahostek, cynfolii, trąbek, andrutów i kolorowych
|
|
|
2354 |
miętówek, były stacjami lekkomyślności, grzechotkami beztroski,
|
|
|
2355 |
rozsianymi na wiszarach ogromnej, labiryntowej, rozłopotanej wiatrami
|
|
|
2356 |
nocy. Wielkie i ciemne tłumy płynęły w ciemności, w hałaśliwym
|
|
|
2357 |
zmieszaniu, w szurgocie tysięcy nóg, w gwarze tysięcy ust - rojna,
|
|
|
2358 |
splątana wędrówka, ciągnąca arteriami jesiennego miasta. Tak płynęła ta
|
|
|
2359 |
rzeka, pełna gwaru, ciemnych spojrzeń, chytrych łypnięć, pokawałkowana
|
|
|
2360 |
rozmową, posiekana gawędą, wielka miazga plotek, śmiechów i zgiełku.
|
|
|
2361 |
Zdawało się, że to ruszyły tłumami jesienne, suche makówki sypiące
|
|
|
2362 |
makiem - głowygrzechotki, ludzie-kołatki. Mój ojciec chodził
|
|
|
2363 |
zdenerwowany i kolorowy od wypieków, z błyszczącymi oczyma, w jasno
|
|
|
2364 |
oświetlonym sklepie, i nasłuchiwał. Przez szyby wystawy i portalu
|
|
|
2365 |
dochodził tu z daleka szum miasta, stłumiony gwar płynącej ciżby. Nad
|
|
|
2366 |
ciszą sklepu płonęła jasno lampa naftowa, zwisająca z wielkiego
|
|
|
2367 |
sklepienia, i wypierała najmniejszy ślad cienia z wszystkich szpar i
|
|
|
2368 |
zakamarków. Pusta, wielka podłoga trzaskała w ciszy i liczyła w tym
|
|
|
2369 |
świetle wzdłuż i wszerz swe błyszczące kwadraty, szachownicę wielkich
|
|
|
2370 |
tafli, które rozmawiały ze sobą w ciszy trzaskami, odpowiadały sobie to
|
|
|
2371 |
tu, to tam głośnym pęknięciem. Za to sukna leżały ciche, bez głosu, w
|
|
|
2372 |
swej pilśniowej puszystości i podawały sobie wzdłuż ścian spojrzenia za
|
|
|
2373 |
plecami ojca, wymieniały od szafy do szafy ciche znaki porozumiewawcze.
|
|
|
2374 |
Ojciec nasłuchiwał. Jego ucho zdawało się w tej ciszy nocnej wydłużać i
|
|
|
2375 |
rozgałęziać poza okno: fantastyczny koralowiec, czerwony polip falujący
|
|
|
2376 |
w mętach nocy. Nasłuchiwał i słyszał. Słyszał z rosnącym niepokojem
|
|
|
2377 |
daleki przypływ tłumów, które nadciągały. Rozglądał się z przerażeniem
|
|
|
2378 |
po pustym sklepie. Szukał subiektów. Ale ci ciemni i rudzi aniołowie
|
|
|
2379 |
dokądś odlecieli. Pozostał on sam tylko, w trwodze przed tłuma-mi, które
|
|
|
2380 |
wnet miały zalać ciszę sklepu plądrującą hałaśliwą rzeszą i rozebrać
|
|
|
2381 |
między siebie, rozlicytować całą tę bogatą jesień, od lat zbieraną w
|
|
|
2382 |
wielkim zacisznym spichlerzu. Gdzie byli subiekci? Gdzie były te
|
|
|
2383 |
urodziwe cheruby, mające bronić ciemnych, sukiennych szańców? Ojciec
|
|
|
2384 |
podejrzewał bolesną myślą, że oto grzeszą gdzieś w głębi domu z córami
|
|
|
2385 |
ludzi. Stojąc nieruchomy i pełen troski, z błyszczącymi oczyma w jasnej
|
|
|
2386 |
ciszy sklepu, czuł wewnętrznym słuchem, co działo się w głębi domu, w
|
|
|
2387 |
tylnych komorach wielkiej kolorowej tej latarni. Dom otwierał się przed
|
|
|
2388 |
nim, izba za izbą, komora za komorą, jak dom z kart, i widział gonitwę
|
|
|
2389 |
subiektów za Adelą przez wszystkie puste i jasno oświetlone pokoje,
|
|
|
2390 |
schodami na dół, schodami do góry, aż wymknęła się im i wpadła do jasnej
|
|
|
2391 |
kuchni, gdzie zabarykadowała się kuchennym kredensem. Tam stała
|
|
|
2392 |
zdyszana, błyszcząca i rozbawiona, trzepocąca z uśmiechem wielkimi
|
|
|
2393 |
rzęsami. Subiekci chichotali, przykucnięci pode drzwiami. Okno kuchni
|
|
|
2394 |
otwarte było na wielką, czarną noc, pełną rojeń i splątania. Czarne,
|
|
|
2395 |
uchylone szyby płonęły refleksem dalekiej iluminacji. Błyszczące garnki
|
|
|
2396 |
i butle stały nieruchomo dokoła i lśniły w ciszy tłustą polewą. Adela
|
|
|
2397 |
wychylała ostrożnie przez okno swą kolorową, uszminkowaną twarz z
|
|
|
2398 |
trzepoczącymi oczyma. Szukała subiektów na ciemnym podwórzu, pewna ich
|
|
|
2399 |
zasadzki. I oto ujrzała ich, jak wędrowali ostrożnie, gęsiego, po wąskim
|
|
|
2400 |
gzymsie podokiennym wzdłuż ściany piętra, czerwonej odblaskiem dalekiej
|
|
|
2401 |
iluminacji, i skradali się do okna. Ojciec krzyknął z gniewu i rozpaczy,
|
|
|
2402 |
ale w tej chwili gwar głosów stał się całkiem bliski i nagle jasne okna
|
|
|
2403 |
sklepu zaludniły się bliskimi twarzami, wykrzywionymi śmiechem,
|
|
|
2404 |
rozgadanymi twarzami, które płaszczyły nosy na lśniących szybach. Ojciec
|
|
|
2405 |
stał się purpurowy ze wzburzenia i wskoczył na ladę. I kiedy tłum
|
|
|
2406 |
szturmem zdobywał tę twierdzę i wkraczał hałaśliwą ciżbą do sklepu,
|
|
|
2407 |
ojciec mój jednym skokiem wspiął się na półki z suknem i, uwisły wysoko
|
|
|
2408 |
nad tłumem, dął z całej siły w wielki puzon z rogu i trąbił na alarm.
|
|
|
2409 |
Ale sklepienie nie napełniło się szumem aniołów, śpieszących na pomoc, a
|
|
|
2410 |
zamiast tego każdemu jękowi trąby odpowiadał wielki, roześmiany chór
|
|
|
2411 |
tłumu. - Jakubie, handlować! Jakubie, sprzedawać! - wołali wszyscy, a
|
|
|
2412 |
wołanie to, wciąż powtarzane, rytmizowało się w chórze i przechodziło
|
|
|
2413 |
powoli w melodię refrenu, śpiewaną przez wszystkie gardła. Wtedy mój
|
|
|
2414 |
ojciec dał za wygraną, zeskoczył z wysokiego gzymsu i ruszył z krzykiem
|
|
|
2415 |
ku barykadom sukna. Wyolbrzymiony gniewem, z głową spęczniałą w pięść
|
|
|
2416 |
purpurową, wbiegł, jak walczący prorok, na szańce sukienne i jął
|
|
|
2417 |
przeciwko nim szaleć. Wpierał się całym ciałem w potężne bale wełny i
|
|
|
2418 |
wyważał je z osady, podsuwał się pod ogromne postawy sukna i unosił je
|
|
|
2419 |
na ladę z głuchym łomotem. Bale leciały rozwijając się z łopotem w
|
|
|
2420 |
powietrzu w ogromne chorągwie, półki wybuchały zewsząd wybuchami
|
|
|
2421 |
draperii, wodospadami sukna, jak pod uderzeniem Mojżeszowej laski. Tak
|
|
|
2422 |
wylewały się zapasy szaf, wymiotowały gwałtownie, płynęły szerokimi
|
|
|
2423 |
rzekami. Wypływała barwna treść półek, rosła, mnożyła się i zalewała
|
|
|
2424 |
wszystkie lady i stoły. Ściany sklepu znikły pod potężnymi formacjami
|
|
|
2425 |
tej sukiennej kosmogonii, pod tymi pasmami górskimi, piętrzącymi się w
|
|
|
2426 |
potężnych masywach. Otwierały się szerokie doliny wśród zboczy górskich
|
|
|
2427 |
i wśród szerokiego patosu wyżyn grzmiały linie kontynentów. Przestrzeń
|
|
|
2428 |
sklepu rozszerzyła się w panoramę jesiennego krajobrazu, pełną jezior i
|
|
|
2429 |
dali, a na tle tej scenerii ojciec wędrował wśród fałd i dolin
|
|
|
2430 |
fantastycznego Kanaanu, wędrował wielkimi krokami, z rękoma
|
|
|
2431 |
rozkrzyżowanymi proroczo w chmurach, i kształtował kraj uderzeniami
|
|
|
2432 |
natchnienia. A u dołu, u stóp tego Synaju, wyrosłego z gniewu ojca,
|
|
|
2433 |
gestykulował lud, złorzeczył i czcił Baala, i handlował. Nabierali pełne
|
|
|
2434 |
ręce miękkich fałd, drapowali się w kolorowe sukna, owijali się w
|
|
|
2435 |
zaimprowizowane domina i płaszcze i gadali bezładnie a obficie. Mój
|
|
|
2436 |
ojciec wyrastał nagle nad tymi grupami kupczących wydłużonych gniewem, i
|
|
|
2437 |
gromił z wysoka bałwochwalców potężnym słowem. Potem, ponoszony
|
|
|
2438 |
rozpaczą, wspinał się na wysokie galerie szaf, biegł obłędnie po bantach
|
|
|
2439 |
półek, po dudniących deskach ogołoconych rusztowań, ścigany przez obrazy
|
|
|
2440 |
bezwstydnej rozpusty, którą przeczuwał za plecami w głębi domu. Subiekci
|
|
|
2441 |
dosięgli właśnie żelaznego balkonu na wysokości okna i wczepieni w
|
|
|
2442 |
balustradę, pochwycili wpół Adelę i wyciągnęli ją przez okno,
|
|
|
2443 |
trzepocącą. oczyma i wlokącą za sobą smukłe nogi w jedwabnych
|
|
|
2444 |
pończochach. Gdy ojciec mój, przerażony ohydą grzechu, wrastał gniewem
|
|
|
2445 |
swych gestów w grozę krajobrazu, w dole beztroski lud Baala oddawał się
|
|
|
2446 |
wyuzdanej wesołości. Jakaś parodystyczna pasja, jakaś zaraza śmiechu
|
|
|
2447 |
opanowała tę gawiedź. Jakże można było żądać powagi od nich, od tego
|
|
|
2448 |
ludu kołatek i dziadków do orzechów! Jak można było żądać zrozumienia
|
|
|
2449 |
dla wielkich trosk ojca od tych młynków, mielących bezustannie kolorową
|
|
|
2450 |
miazgę słów! Głusi na gromy proroczego gniewu, przykucali ci handlarze w
|
|
|
2451 |
jedwabnych bekieszach małymi kupkami dookoła sfałdowanych gór materii,
|
|
|
2452 |
rozstrząsając gadatliwie wśród śmiechu zalety towaru. Ta czarna giełda
|
|
|
2453 |
roznosiła na swych prędkich językach szlachetną substancję krajobrazu,
|
|
|
2454 |
rozdrabniała ją siekaniną gadania i połykała niemal. Gdzie indziej stały
|
|
|
2455 |
grupy Żydów w kolorowych chałatach, w wielkich futrzanych kołpakach
|
|
|
2456 |
przed wysokimi wodospadami jasnych materii. Byli to mężowie Wielkiego
|
|
|
2457 |
Zgromadzenia, dostojni i pełni namaszczenia panowie, gładzący długie,
|
|
|
2458 |
pielęgnowane brody i prowadzący wstrzemięźliwe i dyplomatyczne rozmowy.
|
|
|
2459 |
Ale i w tej ceremonialnej konwersacji, w spojrzeniach, które wymieniali
|
|
|
2460 |
był błysk uśmiechniętej ironii. Wśród tych grup przewijał się pospolity
|
|
|
2461 |
lud, bezpostaciowy tłum, gawiedź bez twarzy i indywidualności. Wypełniał
|
|
|
2462 |
on niejako luki w krajobrazie, wyścielał tło dzwonkami i grzechotkami
|
|
|
2463 |
bezmyślnego gadania. Był to element błazeński, roztańczony tłum
|
|
|
2464 |
poliszynelów i arlekinów, który - sam bez poważnych intencyj handlowych
|
|
|
2465 |
- doprowadzał do absurdu gdzieniegdzie nawiązujące się tansakcje swymi
|
|
|
2466 |
błazeńskimi figlami. Stopniowo jednak, znudzony błaznowaniem, wesoły ten
|
|
|
2467 |
ludek rozpraszał się w dalszych okolicach krajobrazu i tam powoli gubił
|
|
|
2468 |
się wśród skalnych załomów i dolin. Prawdopodobnie jeden po drugim
|
|
|
2469 |
zapadały się te wesołki gdzieś w szczeliny i fałdy terenu, jak dzieci
|
|
|
2470 |
zmęczone zabawą po kątach i zakamarkach mieszkania w noc balową.
|
|
|
2471 |
Tymczasem ojcowie miasta, mężowie Wielkiego Synhedrionu, przechadzali
|
|
|
2472 |
się w grupach pełnych powagi i godności i prowadzili ciche, głębokie
|
|
|
2473 |
dysputy. Rozszedłszy się po całym, owym wielkim górzystym kraju,
|
|
|
2474 |
wędrowali po dwóch, po trzech na dalekich i krętych drogach. Małe i
|
|
|
2475 |
ciemne ich sylwety zaludniały całą tę pustynną wyżynę, nad którą zwisło
|
|
|
2476 |
ciężkie i ciemne niebo, sfałdowane i chmurne, poorane w długie
|
|
|
2477 |
równoległe bruzdy, w srebrne i białe skiby, ukazujące w głębi coraz
|
|
|
2478 |
dalsze pokłady swego uwarstwienia. Światło lampy stwarzało sztuczny
|
|
|
2479 |
dzień w owej krainie - dzień dziwny, dzień bez świtu i wieczoru. Ojciec
|
|
|
2480 |
mój uspokajał się powoli. Gniew jego układał się i zastygał w pokładach
|
|
|
2481 |
i warstwach krajobrazu. Siedział teraz na galeriach wysokich półek i
|
|
|
2482 |
patrzył w jesienniejący, rozległy kraj. Widział, jak na dalekich
|
|
|
2483 |
jeziorach odbywał się połów ryb. W maleńkich łupinkach łódek siedziało
|
|
|
2484 |
po dwóch rybaków, zapuszczając sieci w wodę. Na brzegach chłopcy
|
|
|
2485 |
dźwigali na głowach kosze, pełne trzepocącego się, srebrnego połowu.
|
|
|
2486 |
Wówczas to dostrzegł, jak grupy wędrowców w oddali zadzierały głowy ku
|
|
|
2487 |
niebu, wskazując coś wzniesionymi rękami. I wnet zaroiło się niebo jakąś
|
|
|
2488 |
kolorową wysypką, osypało się falującymi plamami, które rosły,
|
|
|
2489 |
dojrzewały i wnet napełniły przestworze dziwnym ludem ptaków, krążących
|
|
|
2490 |
i kołujących w wielkich, krzyżujących się spiralach. Całe niebo
|
|
|
2491 |
wypełniło się ich wzniosłym lotem, łopotem skrzydeł, majestatycznymi
|
|
|
2492 |
liniami cichych bujań. Niektóre z nich jak ogromne bociany płynęły
|
|
|
2493 |
nieruchomo na spokojnie rozpostartych skrzydłach, inne, podobne do
|
|
|
2494 |
kolorowych pióropuszów, do barbarzyńskich trofeów, trzepotały ciężko i
|
|
|
2495 |
niezgrabnie, ażeby utrzymać się na falach ciepłej aury; inne wreszcie,
|
|
|
2496 |
nieudolne konglomeraty skrzydeł, potężnych nóg i oskubanych szyj,
|
|
|
2497 |
przypominały źle wypchane sępy i kondory, z których wysypują się
|
|
|
2498 |
trociny. Były między nimi ptaki dwugłowe, ptaki wieloskrzydłe, były też
|
|
|
2499 |
i kaleki, kulejące w powietrzu jednoskrzydłym, niedołężnym lotem. Niebo
|
|
|
2500 |
stało się podobne do starego fresku, pełnego dziwolągów i fantastycznych
|
|
|
2501 |
zwierząt, które krążyły, wymijały się i znów wracały w kolorowych
|
|
|
2502 |
elipsach. Mój ojciec podniósł się na bantach, oblany nagłym blaskiem,
|
|
|
2503 |
wyciągnął ręce, przyzywając ptaki starym zaklęciem. Poznał je, pełen
|
|
|
2504 |
wzruszenia. Było to dalekie, zapomniane potomstwo tej ptasiej generacji,
|
|
|
2505 |
którą ongi Adela rozpędziła na wszystkie strony nieba. Wracało teraz,
|
|
|
2506 |
zwyrodniałe i wybujałe, to sztuczne potomstwo, to zdegenerowane plemię
|
|
|
2507 |
ptasie, zmarniałe wewnętrznie. Wystrzelone głupio wzrostem, wyogromnione
|
|
|
2508 |
niedorzecznie, było wewnątrz puste i bez życia. Cała żywotność tych
|
|
|
2509 |
ptaków przeszła w upierzenie, wybujała w fantastyczność. Było to jakby
|
|
|
2510 |
muzeum wycofanych rodzajów, rupieciarnia Raju ptasiego. Niektóre latały
|
|
|
2511 |
na wznak, miały ciężkie, niezgrabne dzioby, podobne do kłódek i zamków,
|
|
|
2512 |
obciążone kolorowymi naroślami, i były ślepe. Jakże wzruszył ojca ten
|
|
|
2513 |
powrót niespodziany, jakże zdumiewał się nad instynktem ptasim, nad tym
|
|
|
2514 |
przywiązaniem do Mistrza, które wygnany ów ród piastował jak legendę w
|
|
|
2515 |
duszy, ażeby wreszcie po wielu generacjach, w ostatnim dniu przed
|
|
|
2516 |
wygaśnięciem plemienia pociągnąć z powrotem w pradawną ojczyznę. Ale te
|
|
|
2517 |
papierowe, ślepe ptaki nie mogły już poznać ojca. Na darmo wołał na nie
|
|
|
2518 |
dawnym zaklęciem, zapomnianą mową ptasią, nie słyszały go i nie
|
|
|
2519 |
widziały. Nagle zagwizdały kamienie w powietrzu. To wesołki, głupie i
|
|
|
2520 |
bezmyślne plemię, jęły celować pociskami w fantastyczne niebo ptasie. Na
|
|
|
2521 |
darmo ojciec ostrzegał, na darmo groził zaklinającymi gestami, nie
|
|
|
2522 |
dosłyszano go, nie dostrzeżono. I ptaki spadały. Ugodzone pociskiem,
|
|
|
2523 |
obwisały ciężko i więdły już w powietrzu. Nim doleciały do ziemi, były
|
|
|
2524 |
już bezforemną kupą pierza. W mgnieniu oka pokryła się wyżyna tą dziwną,
|
|
|
2525 |
fantastyczną padliną. Zanim ojciec dobiegł do miejsca rzezi, cały ten
|
|
|
2526 |
świetny ród ptasi już leżał martwy, rozciągnięty na skałach. Teraz
|
|
|
2527 |
dopiero, z bliska, mógł ojciec obserwować całą lichotę tej zubożałej
|
|
|
2528 |
generacji, całą śmieszność jej tandetnej anatomii. Były to ogromne
|
|
|
2529 |
wiechcie piór, wypchane byle jak starym ścierwem. U wielu nie można było
|
|
|
2530 |
wyróżnić głowy, gdyż pałkowata ta część ciała nie nosiła żadnych znamion
|
|
|
2531 |
duszy. Niektóre pokryte były kudłatą, zlepioną sierścią, jak żubry, i
|
|
|
2532 |
śmierdziały wstrętnie. Inne przypominały garbate, łyse, zdechłe
|
|
|
2533 |
wielbłądy. Inne wreszcie były najwidoczniej z pewnego rodzaju papieru,
|
|
|
2534 |
puste w środku, a świetnie kolorowe na zewnątrz. Niektóre okazywały się
|
|
|
2535 |
z bliska niczym innym jak wielkimi pawimi ogonami, kolorowymi
|
|
|
2536 |
wachlarzami, w które niepojętym sposobem tchnięto jakiś pozór życia.
|
|
|
2537 |
Widziałem smutny powrót mego ojca. Sztuczny dzień zabarwiał się już
|
|
|
2538 |
powoli kolorami zwyczajnego poranka. W spustoszałym sklepie najwyższe
|
|
|
2539 |
półki syciły się barwami rannego nieba. Wśród fragmentów zgasłego
|
|
|
2540 |
pejzażu, wśród zburzonych kulis nocnej scenerii - ojciec widział
|
|
|
2541 |
wstających ze snu subiektów. Podnosili się spomiędzy bali sukna i
|
|
|
2542 |
ziewali do słońca. W kuchni, na piętrze, Adela, ciepła od snu i ze
|
|
|
2543 |
zmierzwionymi włosami, mełła kawę na młynku, przyciskając go do białej
|
|
|
2544 |
piersi, od której ziarna nabierały blasku i gorąca. Kot mył się w
|
|
|
2545 |
EOT;
|
|
|
2546 |
|
|
|
2547 |
/*
|
|
|
2548 |
End of the Project Gutenberg EBook of Sklepy cynamonowe, by Bruno Schulz
|
|
|
2549 |
|
|
|
2550 |
*** END OF THE PROJECT GUTENBERG EBOOK SKLEPY CYNAMONOWE ***
|
|
|
2551 |
|
|
|
2552 |
This file should be named sklep10.txt or sklep10.zip
|
|
|
2553 |
Corrected EDITIONS of our eBooks get a new NUMBER, sklep11.txt
|
|
|
2554 |
VERSIONS based on separate sources get new LETTER, sklep10a.txt
|
|
|
2555 |
|
|
|
2556 |
Produced by Pawel Sobkowiak - Scanned and proofread by
|
|
|
2557 |
Polska Biblioteka Internetowa
|
|
|
2558 |
|
|
|
2559 |
Project Gutenberg eBooks are often created from several printed
|
|
|
2560 |
editions, all of which are confirmed as Public Domain in the US
|
|
|
2561 |
unless a copyright notice is included. Thus, we usually do not
|
|
|
2562 |
keep eBooks in compliance with any particular paper edition.
|
|
|
2563 |
|
|
|
2564 |
We are now trying to release all our eBooks one year in advance
|
|
|
2565 |
of the official release dates, leaving time for better editing.
|
|
|
2566 |
Please be encouraged to tell us about any error or corrections,
|
|
|
2567 |
even years after the official publication date.
|
|
|
2568 |
|
|
|
2569 |
Please note neither this listing nor its contents are final til
|
|
|
2570 |
midnight of the last day of the month of any such announcement.
|
|
|
2571 |
The official release date of all Project Gutenberg eBooks is at
|
|
|
2572 |
Midnight, Central Time, of the last day of the stated month. A
|
|
|
2573 |
preliminary version may often be posted for suggestion, comment
|
|
|
2574 |
and editing by those who wish to do so.
|
|
|
2575 |
|
|
|
2576 |
Most people start at our Web sites at:
|
|
|
2577 |
http://gutenberg.net or
|
|
|
2578 |
http://promo.net/pg
|
|
|
2579 |
|
|
|
2580 |
These Web sites include award-winning information about Project
|
|
|
2581 |
Gutenberg, including how to donate, how to help produce our new
|
|
|
2582 |
eBooks, and how to subscribe to our email newsletter (free!).
|
|
|
2583 |
|
|
|
2584 |
Those of you who want to download any eBook before announcement
|
|
|
2585 |
can get to them as follows, and just download by date. This is
|
|
|
2586 |
also a good way to get them instantly upon announcement, as the
|
|
|
2587 |
indexes our cataloguers produce obviously take a while after an
|
|
|
2588 |
announcement goes out in the Project Gutenberg Newsletter.
|
|
|
2589 |
|
|
|
2590 |
http://www.ibiblio.org/gutenberg/etext03 or
|
|
|
2591 |
ftp://ftp.ibiblio.org/pub/docs/books/gutenberg/etext03
|
|
|
2592 |
|
|
|
2593 |
Or /etext02, 01, 00, 99, 98, 97, 96, 95, 94, 93, 92, 92, 91 or 90
|
|
|
2594 |
|
|
|
2595 |
Just search by the first five letters of the filename you want,
|
|
|
2596 |
as it appears in our Newsletters.
|
|
|
2597 |
|
|
|
2598 |
Information about Project Gutenberg (one page)
|
|
|
2599 |
|
|
|
2600 |
We produce about two million dollars for each hour we work. The
|
|
|
2601 |
time it takes us, a rather conservative estimate, is fifty hours
|
|
|
2602 |
to get any eBook selected, entered, proofread, edited, copyright
|
|
|
2603 |
searched and analyzed, the copyright letters written, etc. Our
|
|
|
2604 |
projected audience is one hundred million readers. If the value
|
|
|
2605 |
per text is nominally estimated at one dollar then we produce $2
|
|
|
2606 |
million dollars per hour in 2002 as we release over 100 new text
|
|
|
2607 |
files per month: 1240 more eBooks in 2001 for a total of 4000+
|
|
|
2608 |
We are already on our way to trying for 2000 more eBooks in 2002
|
|
|
2609 |
If they reach just 1-2% of the world's population then the total
|
|
|
2610 |
will reach over half a trillion eBooks given away by year's end.
|
|
|
2611 |
|
|
|
2612 |
The Goal of Project Gutenberg is to Give Away 1 Trillion eBooks!
|
|
|
2613 |
This is ten thousand titles each to one hundred million readers,
|
|
|
2614 |
which is only about 4% of the present number of computer users.
|
|
|
2615 |
|
|
|
2616 |
Here is the briefest record of our progress (* means estimated):
|
|
|
2617 |
|
|
|
2618 |
eBooks Year Month
|
|
|
2619 |
|
|
|
2620 |
1 1971 July
|
|
|
2621 |
10 1991 January
|
|
|
2622 |
100 1994 January
|
|
|
2623 |
1000 1997 August
|
|
|
2624 |
1500 1998 October
|
|
|
2625 |
2000 1999 December
|
|
|
2626 |
2500 2000 December
|
|
|
2627 |
3000 2001 November
|
|
|
2628 |
4000 2001 October/November
|
|
|
2629 |
6000 2002 December*
|
|
|
2630 |
9000 2003 November*
|
|
|
2631 |
10000 2004 January*
|
|
|
2632 |
|
|
|
2633 |
The Project Gutenberg Literary Archive Foundation has been created
|
|
|
2634 |
to secure a future for Project Gutenberg into the next millennium.
|
|
|
2635 |
|
|
|
2636 |
We need your donations more than ever!
|
|
|
2637 |
|
|
|
2638 |
As of February, 2002, contributions are being solicited from people
|
|
|
2639 |
and organizations in: Alabama, Alaska, Arkansas, Connecticut,
|
|
|
2640 |
Delaware, District of Columbia, Florida, Georgia, Hawaii, Illinois,
|
|
|
2641 |
Indiana, Iowa, Kansas, Kentucky, Louisiana, Maine, Massachusetts,
|
|
|
2642 |
Michigan, Mississippi, Missouri, Montana, Nebraska, Nevada, New
|
|
|
2643 |
Hampshire, New Jersey, New Mexico, New York, North Carolina, Ohio,
|
|
|
2644 |
Oklahoma, Oregon, Pennsylvania, Rhode Island, South Carolina, South
|
|
|
2645 |
Dakota, Tennessee, Texas, Utah, Vermont, Virginia, Washington, West
|
|
|
2646 |
Virginia, Wisconsin, and Wyoming.
|
|
|
2647 |
|
|
|
2648 |
We have filed in all 50 states now, but these are the only ones
|
|
|
2649 |
that have responded.
|
|
|
2650 |
|
|
|
2651 |
As the requirements for other states are met, additions to this list
|
|
|
2652 |
will be made and fund raising will begin in the additional states.
|
|
|
2653 |
Please feel free to ask to check the status of your state.
|
|
|
2654 |
|
|
|
2655 |
In answer to various questions we have received on this:
|
|
|
2656 |
|
|
|
2657 |
We are constantly working on finishing the paperwork to legally
|
|
|
2658 |
request donations in all 50 states. If your state is not listed and
|
|
|
2659 |
you would like to know if we have added it since the list you have,
|
|
|
2660 |
just ask.
|
|
|
2661 |
|
|
|
2662 |
While we cannot solicit donations from people in states where we are
|
|
|
2663 |
not yet registered, we know of no prohibition against accepting
|
|
|
2664 |
donations from donors in these states who approach us with an offer to
|
|
|
2665 |
donate.
|
|
|
2666 |
|
|
|
2667 |
International donations are accepted, but we don't know ANYTHING about
|
|
|
2668 |
how to make them tax-deductible, or even if they CAN be made
|
|
|
2669 |
deductible, and don't have the staff to handle it even if there are
|
|
|
2670 |
ways.
|
|
|
2671 |
|
|
|
2672 |
Donations by check or money order may be sent to:
|
|
|
2673 |
|
|
|
2674 |
Project Gutenberg Literary Archive Foundation
|
|
|
2675 |
PMB 113
|
|
|
2676 |
1739 University Ave.
|
|
|
2677 |
Oxford, MS 38655-4109
|
|
|
2678 |
|
|
|
2679 |
Contact us if you want to arrange for a wire transfer or payment
|
|
|
2680 |
method other than by check or money order.
|
|
|
2681 |
|
|
|
2682 |
The Project Gutenberg Literary Archive Foundation has been approved by
|
|
|
2683 |
the US Internal Revenue Service as a 501(c)(3) organization with EIN
|
|
|
2684 |
[Employee Identification Number] 64-622154. Donations are
|
|
|
2685 |
tax-deductible to the maximum extent permitted by law. As fund-raising
|
|
|
2686 |
requirements for other states are met, additions to this list will be
|
|
|
2687 |
made and fund-raising will begin in the additional states.
|
|
|
2688 |
|
|
|
2689 |
We need your donations more than ever!
|
|
|
2690 |
|
|
|
2691 |
You can get up to date donation information online at:
|
|
|
2692 |
|
|
|
2693 |
http://www.gutenberg.net/donation.html
|
|
|
2694 |
|
|
|
2695 |
***
|
|
|
2696 |
|
|
|
2697 |
If you can't reach Project Gutenberg,
|
|
|
2698 |
you can always email directly to:
|
|
|
2699 |
|
|
|
2700 |
Michael S. Hart <hart@pobox.com>
|
|
|
2701 |
|
|
|
2702 |
Prof. Hart will answer or forward your message.
|
|
|
2703 |
|
|
|
2704 |
We would prefer to send you information by email.
|
|
|
2705 |
|
|
|
2706 |
|
|
|
2707 |
**The Legal Small Print**
|
|
|
2708 |
|
|
|
2709 |
|
|
|
2710 |
(Three Pages)
|
|
|
2711 |
|
|
|
2712 |
***START**THE SMALL PRINT!**FOR PUBLIC DOMAIN EBOOKS**START***
|
|
|
2713 |
Why is this "Small Print!" statement here? You know: lawyers.
|
|
|
2714 |
They tell us you might sue us if there is something wrong with
|
|
|
2715 |
your copy of this eBook, even if you got it for free from
|
|
|
2716 |
someone other than us, and even if what's wrong is not our
|
|
|
2717 |
fault. So, among other things, this "Small Print!" statement
|
|
|
2718 |
disclaims most of our liability to you. It also tells you how
|
|
|
2719 |
you may distribute copies of this eBook if you want to.
|
|
|
2720 |
|
|
|
2721 |
*BEFORE!* YOU USE OR READ THIS EBOOK
|
|
|
2722 |
By using or reading any part of this PROJECT GUTENBERG-tm
|
|
|
2723 |
eBook, you indicate that you understand, agree to and accept
|
|
|
2724 |
this "Small Print!" statement. If you do not, you can receive
|
|
|
2725 |
a refund of the money (if any) you paid for this eBook by
|
|
|
2726 |
sending a request within 30 days of receiving it to the person
|
|
|
2727 |
you got it from. If you received this eBook on a physical
|
|
|
2728 |
medium (such as a disk), you must return it with your request.
|
|
|
2729 |
|
|
|
2730 |
ABOUT PROJECT GUTENBERG-TM EBOOKS
|
|
|
2731 |
This PROJECT GUTENBERG-tm eBook, like most PROJECT GUTENBERG-tm eBooks,
|
|
|
2732 |
is a "public domain" work distributed by Professor Michael S. Hart
|
|
|
2733 |
through the Project Gutenberg Association (the "Project").
|
|
|
2734 |
Among other things, this means that no one owns a United States copyright
|
|
|
2735 |
on or for this work, so the Project (and you!) can copy and
|
|
|
2736 |
distribute it in the United States without permission and
|
|
|
2737 |
without paying copyright royalties. Special rules, set forth
|
|
|
2738 |
below, apply if you wish to copy and distribute this eBook
|
|
|
2739 |
under the "PROJECT GUTENBERG" trademark.
|
|
|
2740 |
|
|
|
2741 |
Please do not use the "PROJECT GUTENBERG" trademark to market
|
|
|
2742 |
any commercial products without permission.
|
|
|
2743 |
|
|
|
2744 |
To create these eBooks, the Project expends considerable
|
|
|
2745 |
efforts to identify, transcribe and proofread public domain
|
|
|
2746 |
works. Despite these efforts, the Project's eBooks and any
|
|
|
2747 |
medium they may be on may contain "Defects". Among other
|
|
|
2748 |
things, Defects may take the form of incomplete, inaccurate or
|
|
|
2749 |
corrupt data, transcription errors, a copyright or other
|
|
|
2750 |
intellectual property infringement, a defective or damaged
|
|
|
2751 |
disk or other eBook medium, a computer virus, or computer
|
|
|
2752 |
codes that damage or cannot be read by your equipment.
|
|
|
2753 |
|
|
|
2754 |
LIMITED WARRANTY; DISCLAIMER OF DAMAGES
|
|
|
2755 |
But for the "Right of Replacement or Refund" described below,
|
|
|
2756 |
[1] Michael Hart and the Foundation (and any other party you may
|
|
|
2757 |
receive this eBook from as a PROJECT GUTENBERG-tm eBook) disclaims
|
|
|
2758 |
all liability to you for damages, costs and expenses, including
|
|
|
2759 |
legal fees, and [2] YOU HAVE NO REMEDIES FOR NEGLIGENCE OR
|
|
|
2760 |
UNDER STRICT LIABILITY, OR FOR BREACH OF WARRANTY OR CONTRACT,
|
|
|
2761 |
INCLUDING BUT NOT LIMITED TO INDIRECT, CONSEQUENTIAL, PUNITIVE
|
|
|
2762 |
OR INCIDENTAL DAMAGES, EVEN IF YOU GIVE NOTICE OF THE
|
|
|
2763 |
POSSIBILITY OF SUCH DAMAGES.
|
|
|
2764 |
|
|
|
2765 |
If you discover a Defect in this eBook within 90 days of
|
|
|
2766 |
receiving it, you can receive a refund of the money (if any)
|
|
|
2767 |
you paid for it by sending an explanatory note within that
|
|
|
2768 |
time to the person you received it from. If you received it
|
|
|
2769 |
on a physical medium, you must return it with your note, and
|
|
|
2770 |
such person may choose to alternatively give you a replacement
|
|
|
2771 |
copy. If you received it electronically, such person may
|
|
|
2772 |
choose to alternatively give you a second opportunity to
|
|
|
2773 |
receive it electronically.
|
|
|
2774 |
|
|
|
2775 |
THIS EBOOK IS OTHERWISE PROVIDED TO YOU "AS-IS". NO OTHER
|
|
|
2776 |
WARRANTIES OF ANY KIND, EXPRESS OR IMPLIED, ARE MADE TO YOU AS
|
|
|
2777 |
TO THE EBOOK OR ANY MEDIUM IT MAY BE ON, INCLUDING BUT NOT
|
|
|
2778 |
LIMITED TO WARRANTIES OF MERCHANTABILITY OR FITNESS FOR A
|
|
|
2779 |
PARTICULAR PURPOSE.
|
|
|
2780 |
|
|
|
2781 |
Some states do not allow disclaimers of implied warranties or
|
|
|
2782 |
the exclusion or limitation of consequential damages, so the
|
|
|
2783 |
above disclaimers and exclusions may not apply to you, and you
|
|
|
2784 |
may have other legal rights.
|
|
|
2785 |
|
|
|
2786 |
INDEMNITY
|
|
|
2787 |
You will indemnify and hold Michael Hart, the Foundation,
|
|
|
2788 |
and its trustees and agents, and any volunteers associated
|
|
|
2789 |
with the production and distribution of Project Gutenberg-tm
|
|
|
2790 |
texts harmless, from all liability, cost and expense, including
|
|
|
2791 |
legal fees, that arise directly or indirectly from any of the
|
|
|
2792 |
following that you do or cause: [1] distribution of this eBook,
|
|
|
2793 |
[2] alteration, modification, or addition to the eBook,
|
|
|
2794 |
or [3] any Defect.
|
|
|
2795 |
|
|
|
2796 |
DISTRIBUTION UNDER "PROJECT GUTENBERG-tm"
|
|
|
2797 |
You may distribute copies of this eBook electronically, or by
|
|
|
2798 |
disk, book or any other medium if you either delete this
|
|
|
2799 |
"Small Print!" and all other references to Project Gutenberg,
|
|
|
2800 |
or:
|
|
|
2801 |
|
|
|
2802 |
[1] Only give exact copies of it. Among other things, this
|
|
|
2803 |
requires that you do not remove, alter or modify the
|
|
|
2804 |
eBook or this "small print!" statement. You may however,
|
|
|
2805 |
if you wish, distribute this eBook in machine readable
|
|
|
2806 |
binary, compressed, mark-up, or proprietary form,
|
|
|
2807 |
including any form resulting from conversion by word
|
|
|
2808 |
processing or hypertext software, but only so long as
|
|
|
2809 |
*EITHER*:
|
|
|
2810 |
|
|
|
2811 |
[*] The eBook, when displayed, is clearly readable, and
|
|
|
2812 |
does *not* contain characters other than those
|
|
|
2813 |
intended by the author of the work, although tilde
|
|
|
2814 |
(~), asterisk (*) and underline (_) characters may
|
|
|
2815 |
be used to convey punctuation intended by the
|
|
|
2816 |
author, and additional characters may be used to
|
|
|
2817 |
indicate hypertext links; OR
|
|
|
2818 |
|
|
|
2819 |
[*] The eBook may be readily converted by the reader at
|
|
|
2820 |
no expense into plain ASCII, EBCDIC or equivalent
|
|
|
2821 |
form by the program that displays the eBook (as is
|
|
|
2822 |
the case, for instance, with most word processors);
|
|
|
2823 |
OR
|
|
|
2824 |
|
|
|
2825 |
[*] You provide, or agree to also provide on request at
|
|
|
2826 |
no additional cost, fee or expense, a copy of the
|
|
|
2827 |
eBook in its original plain ASCII form (or in EBCDIC
|
|
|
2828 |
or other equivalent proprietary form).
|
|
|
2829 |
|
|
|
2830 |
[2] Honor the eBook refund and replacement provisions of this
|
|
|
2831 |
"Small Print!" statement.
|
|
|
2832 |
|
|
|
2833 |
[3] Pay a trademark license fee to the Foundation of 20% of the
|
|
|
2834 |
gross profits you derive calculated using the method you
|
|
|
2835 |
already use to calculate your applicable taxes. If you
|
|
|
2836 |
don't derive profits, no royalty is due. Royalties are
|
|
|
2837 |
payable to "Project Gutenberg Literary Archive Foundation"
|
|
|
2838 |
the 60 days following each date you prepare (or were
|
|
|
2839 |
legally required to prepare) your annual (or equivalent
|
|
|
2840 |
periodic) tax return. Please contact us beforehand to
|
|
|
2841 |
let us know your plans and to work out the details.
|
|
|
2842 |
|
|
|
2843 |
WHAT IF YOU *WANT* TO SEND MONEY EVEN IF YOU DON'T HAVE TO?
|
|
|
2844 |
Project Gutenberg is dedicated to increasing the number of
|
|
|
2845 |
public domain and licensed works that can be freely distributed
|
|
|
2846 |
in machine readable form.
|
|
|
2847 |
|
|
|
2848 |
The Project gratefully accepts contributions of money, time,
|
|
|
2849 |
public domain materials, or royalty free copyright licenses.
|
|
|
2850 |
Money should be paid to the:
|
|
|
2851 |
"Project Gutenberg Literary Archive Foundation."
|
|
|
2852 |
|
|
|
2853 |
If you are interested in contributing scanning equipment or
|
|
|
2854 |
software or other items, please contact Michael Hart at:
|
|
|
2855 |
hart@pobox.com
|
|
|
2856 |
|
|
|
2857 |
[Portions of this eBook's header and trailer may be reprinted only
|
|
|
2858 |
when distributed free of all fees. Copyright (C) 2001, 2002 by
|
|
|
2859 |
Michael S. Hart. Project Gutenberg is a TradeMark and may not be
|
|
|
2860 |
used in any sales of Project Gutenberg eBooks or other materials be
|
|
|
2861 |
they hardware or software or any other related product without
|
|
|
2862 |
express permission.]
|
|
|
2863 |
|
|
|
2864 |
*END THE SMALL PRINT! FOR PUBLIC DOMAIN EBOOKS*Ver.02/11/02*END*
|
|
|
2865 |
|
|
|
2866 |
*/
|
|
|
2867 |
}
|